Psia kupa jak państwowa własność za komuny

Wojciech Karpieszuk
04.03.2010 aktualizacja: 2010-08-13 11:05
A A A Drukuj
Logo akcji Rys. Klaudiusz Przedmojski
  • Joanna Roszak z psem Nano
- Z psią kupą jest jak z państwową własnością w komunizmie - uważa Joanna Roszak, młoda psycholożka, która po swoim psie sprząta. - Kupa leży zwykle na chodniku czy trawniku. To własność wspólna. A wspólnego się nie sprząta
SONDAŻ
Chodniki usłane kupami to wina:

leniwych właścicieli psów
służb miejskich, bo nie sprzątają
straży miejskiej, która nie karze niesprzątających psiarzy
braku koszy na psie odchody
braku torebek

Śniegi stopniały, a na chodnikach, placach, skwerach i trawnikach zostały pamiątki po naszych pupilach. Psich kup - mniej lub bardziej świeżych, rozdeptanych i nie - nikt nie sprząta. Pewnie jak zrobi się zielono, problem stanie się mniej widoczny. Ale nie zniknie.



Dlaczego Polacy tak bardzo wzbraniają się przed sprzątaniem po swoich psach? Zapytaliśmy o to Joannę Roszak, doktorantkę w Katedrze Psychologii Społecznej SWPS. Ma suczkę zabraną ze schroniska i - jak zapewnia - zawsze po niej sprząta. - Zwracam też uwagę tym, co nie sprzątają - podkreśla. - W Polsce pokutuje jeszcze takie myślenie z czasów PRL-u: "A to niby dlaczego mam sprzątać państwowe podwórko? A zresztą nie po to płacę podatki, by teraz zbierać psie kupy". To generalny brak odpowiedzialności za własność wspólną. Scheda po dawnych czasach.

Ale Joanna Roszak uważa też, że ludzie się sprzątania wstydzą. - Trzeba się przełamać - zachęca. - Ja się nie wstydzę. Sprzątam kupy na dzikim terenie, ale też na chodniku. Przy okazji wdeptuję w inne. Kiedy sprzątam, czuję na sobie wzrok innych, ale nie rusza mnie to.

Doktorantka opracowała nawet metodę zwracania uwagi tym, którzy nie sprzątają. - Gadka szmatka: Jaki śliczny piesek, ładna pogoda. Piesek kuca za potrzebą, a ja na to: A kupkę pan sprzątnie? Woreczek pożyczę!

Przyznaje jednak, że rzadko ktoś go od niej bierze: - Ludzie patrzą na kupę z obrzydzeniem, więc kończy się to najczęściej bezowocną dyskusją. A przecież pies to odpowiedzialność. Trzeba po nim posprzątać, tak jak sprząta się po dziecku, które na przykład zwymiotowało w autobusie.

Jak to egzekwować? Nakładać mandaty za niesprzątniętą kupę czy edukować? - W naszych realiach mandaty mogą niektórych bardziej rozjuszyć. Już słyszę te głosy oburzenia: Niech łapią prawdziwych morderców, a nie staruszki, które nie mają siły się schylić - prorokuje Joanna Roszak. - Proponuję drogę pokojową. Raczej perswazja, akcje społeczne. Myślę też, że to będzie długa droga, zanim przestaniemy rozjeżdżać trawniki, wypluwać gumy do żucia na chodnik, wyrywać słuchawki z budek telefonicznych, niszczyć ławki w parku i wreszcie - sprzątać po swoim psie.

Twierdzi, że jesteśmy społeczeństwem na dorobku, ale jak już się dorobimy, to zaczniemy przejmować się przestrzenią wokół nas. Tak przynajmniej było u Skandynawów.

Ale jak tu czekać na zmianę mentalności, kiedy wokół leżą tony psich kup? - Wprowadzić podatek od psa, i to ze 100 zł miesięcznie. I go egzekwować - postuluje Jolanta Rolińska, mieszkanka Saskiej Kępy. - Za te pieniądze miasto mogłoby sprzątać kupy, wybudować wybiegi dla psów.

Pani Jolanta swoimi pomysłami próbowała zainteresować radnych: - Usłyszałam, że problem sam się rozwiąże, bo kupy się przecież rozkładają. I co mi zostało? Na pocieszenie przerobiłam słynny hit Osieckiej: "Idzie maj. Już cuchnie Saska Kępa kałem i moczem psim. Idzie maj. Czy ktoś jeszcze pamięta, jak mogą pachnieć bzy? Już trawa wypalona, niejedno drzewo kona. Przenieście nas, prosimy, bo dłużej nie zdzierżymy!".

Przeczytaj także: Akcja - "Sprzątam po moim psie"





Podziel się