Kilka godzin w kolejce, by oddać hołd

Dominika Olszewska, Tomasz Urzykowski, Wojciech Karpieszuk
13.04.2010 aktualizacja: 2010-04-14 00:06
A A A Drukuj
Kolejka czekających przed Pałacem Prezydenckim, żeby oddać cześć parze prezydenckiej Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
  • Trumny prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii Kaczyńskiej wystawione w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego
  • Kolejka czekających na Krakowskim Przedmieściu, żeby oddać cześć parze prezydenckiej
  • Kolejka czekających przed Pałacem Prezydenckim, żeby oddać cześć parze prezydenckiej
  • Kolejka czekających na Krakowskim Przedmieściu, żeby oddać cześć Lechowi i Marii Kaczyńskim
Kilometrowa kolejka na Krakowskim Przedmieściu. Ludzie po kilka godzin czekają w niej na wejście do Pałacu Prezydenckiego i złożenie pokłonu parze prezydenckiej.
Wystawienie trumien Prezydenta i Pierwszej Damy

Gdy o godz. 14 otwierają się drzwi Pałacu, kolejka ludzi stoi wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia i skręca w Trębacką. Wkrótce zatacza pętlę przez plac Piłsudskiego i ulicę Ossolińskich.

Pada, ale ludzi wciąż przybywa. Grupa młodzieży przyjechała z Grudziądza. - To historyczny moment. Nie mogło nas tu zabraknąć - mówi Krzysztof Czechowski i co chwila pstryka zdjęcie komórką.

- W naszej szkole był apel, żeby jechać. Ani chwili się nie zastanawiałam - mówi Justyna Skiba z Rudy Śląskiej, która jako rodzic przyjechała z delegacją tamtejszego Liceum Ogólnokształcącego.

O 15 pilnujący porządku harcerze i członkowie Związku Strzeleckiego dają sygnał do przeszeregowania. Wszyscy oczekujący mają teraz stanąć wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. Kolejka sięgnęła do Domu Polonii. O 16 okrążyła kolumnę Zygmunta. O 17 zawija się już kilka razy. Jej długość przekracza kilometr. Harcerze rozdają butelki z wodą.

Grzegorz Baranowski cztery lata temu osobiście poznał Marię Kaczyńską. Stojąc w kolejce, wspominał: - Leżałem w szpitalu przy Solcu. Byłem po ciężkiej operacji, ledwo żywy. Traf chciał, że akurat wtedy na otwarcie szpitalnej kaplicy przyjechała pani prezydentowa. Witała się z chorymi, podeszła też do mnie i mówi: "Pan to chyba niedługo stąd wyjdzie". A ja jak zdjęty z krzyża, nawet się nie odezwałem. I proszę sobie wyobrazić, że po tygodniu już byłem w domu.

Lecha i Jarosława Kaczyńskich widywał Filip Orliński z Żoliborza: - Mieszkam przy Mickiewicza, niedaleko domu Jarosława Kaczyńskiego. Można było poznać, kiedy przyjeżdżał prezydent. Na ulicy od razu stało więcej samochodów BOR-u.

W drzwiach jednej z kamienic przy Krakowskim Przedmieściu skryła się przed deszczem Bożena Kapelewska, nauczycielka z Sulejówka. Miejsce w kolejce zarezerwowała dla siebie, męża, córki, syna i synowej. - Właśnie dojeżdżają. Bycie tutaj jest naszym obowiązkiem - podkreśla. Głosowała na Lecha Kaczyńskiego. Uważa go za dobrego prezydenta i wielkiego patriotę.

- A ja nie byłem zwolennikiem Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta, ale po tym, co się z nim stało, poczułem ogromny żal - mówi artysta malarz Arkadiusz Dąbrowski.

Kolejka staje, gdy do Pałacu przyjeżdżają politycy. Po południu pojawiają się m.in.: Jarosław Kalinowski (PSL), Eugeniusz Kłopotek (PSL), Marek Jurek (Prawica Rzeczypospolitej). - My, zwykli ludzie, musimy stać godzinami. Oni widać są lepsi od nas, bo wchodzą od razu - podsumowuje starsza pani z Ursynowa.

Po czterech godzinach dochodzimy do Pałacu Prezydenckiego. - Zrobię pani zdjęcie przed Pałacem. Dużo nie policzę - zachęca jakiś mężczyzna. - Panie! To chyba nie miejsce na taki handelek - denerwuje się Adam, student prawa.

Właśnie okazuje się, że para prezydencka na pewno spocznie na Wawelu. Ludzie rozmawiają tylko o tym.

- Przyszedłem pokłonić się prezydentowi, bo zginął jako urzędująca głowa państwa. Ale czemu chować pana Kaczyńskiego na Wawelu? Przecież on nie miał nic wspólnego z Krakowem - dziwi się Antoni Rabczuk z Bielan.

- Głosowałam na prezydenta Kaczyńskiego. Potem mnie trochę zawiódł, mimo to bardzo go ceniłam. Ale Wawel? Obok marszałka Piłsudskiego to już przesada - stwierdza Joanna Mazurek, emerytowana nauczycielka z Ursusa.

- A ja się bardzo z tego cieszę! Prezydent Kaczyński był mężem stanu, tej klasy co Piłsudski. Dlatego Wawel to najlepsze miejsce - odpiera Alina Smolarska z Żoliborza.

Rozmowy milkną, gdy oczekujący wchodzą do Sali Kolumnowej na pierwszym piętrze. Trumny Marii i Jarosława Kaczyńskich stoją na katafalkach. Każdy przyklęka na chwilę, niektórzy odmawiają krótką modlitwę.

- Cieszę się, że oddałam hołd tym dzielnym ludziom. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie mogą spocząć tu, w Warszawie, gdzie Lech Kaczyński się wychował, gdzie rządził stolicą i państwem - mówi Joanna Mazurek.

Godz. 21. Kolejka ciągnie się w stronę pl. Zamkowego, zawija wokół kolumny Zygmunta, potem z powrotem w stronę skweru Hoovera i Bednarskiej aż do kościoła seminaryjnego. Ci, którzy są na końcu, nie mają wątpliwości - będą stać całą noc. - Dopiero przyjechaliśmy z Kobyłki. Nie wiemy, jak wrócimy do domu, ale stoimy - mówią Wiesława i Tadeusz Borysowie. - Zginął nasz prezydent, jego małżonka. Żegnamy ich.

Niektórzy mają krzesełka, koce, termosy. Ruchem kierują harcerze i strażnicy miejscy.

Na końcu staje kilkadziesiąt osób. To wspólnota Odnowy w Duchu Świętym z Żyrardowa. - Chcemy pożegnać się z prezydentem i panią prezydentową, a w tej kolejce będziemy mieli sporo czasu, by zastanowić się nad tą tragedią, nad tym, jak ma wyglądać dalej nasze życie - mówią Małgorzata Strojek i Justyna Chuda.

- Straciliśmy parę prezydencką, to nasz obowiązek być tutaj - dodają Aleksandra Szacho-Głuchowicz i Daniel Rokicki.

Warszawa w żałobie. Serwis specjalny


Podziel się