Europejska Stolica Kultury. Robimy porządki
15.10.2010
aktualizacja: 2011-06-07 16:52
Roman Pawłowski rozmawia z Grzegorzem Piątkiem, krytykiem architektury, członkiem Rady Programowej Warszawy - Europejskiej Stolicy Kultury 2016. W piątek 22 października w naszej redakcji debata "ESK - jesteśmy w finale i co dalej?"
SONDAŻ
Roman Pawłowski: Byłeś członkiem delegacji prezentującej kandydaturę Warszawy do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. O co pytali jurorzy?
Grzegorz Piątek: - O wszystko: budżet, zaangażowanie obywateli w program. Ale przede wszystkim o to, co Europa będzie miała z nominacji Warszawy.
I co będzie miała?
- Europa potrzebuje w naszym regionie silnego ośrodka kreatywnego, metropolii kulturalnej, która stałaby się naturalnym miejscem spotkań i wymiany intelektualnej na europejską skalę.
Czy Warszawa nie pełni już tej funkcji? Przecież mamy ogromny potencjał twórczy, najwięcej artystów, galerii, teatrów, sal koncertowych, uczelni artystycznych. Czy konieczny jest jeszcze europejski tytuł?
- Tak, ponieważ ten potencjał jest cały czas niewykorzystany. Mamy świetnych artystów, wspaniałe instytucje, aktywne organizacje pozarządowe, ale setki tysięcy warszawiaków i setki milionów Europejczyków nie zdają sobie z tego sprawy. Życie kulturalne w stolicy rozwija się bujnie w ostatnich latach, ale dla wielu ludzi w Polsce i Europie Warszawa pozostaje nadal miastem władzy i biznesu. Dzięki tytułowi ESK kultura mogłaby dorównać tym dziedzinom. A dzisiaj jest niedowartościowana.
Niedowartościowana? Przecież mamy największy spośród polskich miast budżet na kulturę - ponad 200 mln zł rocznie. To tyle, ile Ministerstwo Kultury dzieli w programach operacyjnych na całą Polskę.
- To cieszy, pamiętajmy jednak, że nasza infrastruktura i program kulturalny są wizytówką całego kraju. Przypomina to trochę dylemat z metrem warszawskim, czy budżet państwa powinien dopłacać do budowy metra? Przecież korzystają z niego nie tylko warszawiacy, ale także odwiedzający nasze miasto mieszkańcy innych regionów, goście zza granicy, turyści, biznesmeni. Ten tytuł jest nam potrzebny, aby utrwalić markę Warszawy jako miasta kultury i utwierdzić w pozycji ośrodka wymiany intelektualnej, z korzyścią dla całego kraju. Jesteśmy jednym miastem w Polsce, które ma szansę na trwałe wskoczyć do europejskiej ligi zaraz za odwiecznymi metropoliami: Londynem, Paryżem i Berlinem.
Pytanie, czy administracja w stolicy podoła takiemu wyzwaniu. Bilans trzyletnich starań o tytuł jest mizerny. Rozsypała się sztandarowa impreza projektu: festiwal Przemiany nad Wisłą, Orange Warsaw Festival, który miał być lokomotywą ESK został przejęty przez TVN i zamieniony w zwykłą, komercyjną imprezę. Słaba promocja, słabe, archaiczne hasło: "Varsovia Creativa". Udała się tylko Warszawa w Budowie, festiwal miejskiego designu. Czym Warszawa dzisiaj przekonała międzynarodową komisję jurorów?
- Dowiedliśmy, że wyciągamy wnioski z dotychczasowych porażek. Festiwal Przemiany ma wrócić w odnowionej formule, być może już w następnym roku. Podkreślaliśmy w naszej prezentacji, że nie interesuje nas organizowanie kolejnych nowych festiwali. Najważniejsze jest dla nas pytanie, jak kultura może na trwałe zmienić miasto. Jak uporządkować politykę kulturalną, jak wciągnąć mieszkańców w tworzenie kultury, polepszyć dostęp do kultury. Setki tysięcy warszawiaków nie wiedzą, że istnieje Muzeum Sztuki Nowoczesnej, często mylą je z CSW. Co zrobić, żeby MSN i inne instytucje docierały do szerszych kręgów ludzi?
Co proponujecie?
- Trzeba doinwestować kulturalnie przedmieścia, a nie tylko budować w Śródmieściu. Wykorzystać lepiej infrastrukturę, która już jest, na przykład biblioteki publiczne. Przekonywaliśmy skutecznie komisję, że interesuje nas kultura niekoniecznie jako instrument, ale trwały składnik życia w mieście, społecznego i gospodarczego, planowania przestrzennego. Nie interesuje nas jeden wielki festiwal w 2016 roku, ale to co będzie przed nim i po nim.
Przyznasz jednak, że do tej pory władze Warszawy słabo się sprawdzały w roli organu zarządzającego kulturą i inicjującego nowe projekty. Otwarta z hukiem na placu Konstytucji InfoQultura okazała się niewypałem, portal o tej nazwie do dzisiaj zaprasza na spotkanie z Maciejem Zembatym, które odbyło się w maju zeszłego roku! Trzeba było trzech lat, aby powstał miejski serwis Kulturalna Warszawa, mocno niedoskonały, mało przyjazny dla użytkownika. Czy nie obawiasz się, że ociężała, urzędowa machina utrudni realizację ambitnych celów?
- Machina jest ociężała, nikt tego nie kryje, ale starania służą temu, by była bardziej elastyczna. Byłem sceptycznie nastawiony do kandydatury Warszawy, ale po pół roku pracy widzę ogromną zmianę. Samo powołanie Rady Programowej, do której zostali zaproszeni przedstawiciele trzeciego sektora i menedżerowie kultury, było ważnym krokiem. W następnym etapie trzeba będzie bardziej wciągać do współpracy organizacje pozarządowe, kluby i klubokawiarnie, którymi zresztą chwaliliśmy się w aplikacji.
Pracowałeś kiedyś w urzędzie miasta, jakie to było doświadczenie?
- Dawno temu przez kilka miesięcy pracowałem w Biurze Naczelnego Architekta Miasta, ale frustrowało mnie, że tracę kontakt z miastem. Siedzi się za biurkiem, reaguje na przysyłane wnioski, a w rzeczywistości nie wie się, co się dzieje za rogiem. Myślę, że miasto powinno ograniczać rolę kreatora kultury, a bardziej pełnić funkcję facylitatora, jak mówi się w unijnym żargonie, czyli tego kto ułatwia działanie, kojarzy partnerów. Rola urzędników odpowiedzialnych za kulturę powinna polegać nie na wymyślaniu nowych imprez za biurkiem, ale na wspomaganiu zjawisk, które rodzą się oddolnie, wychwytywaniu pomysłów. Przykładem takiego działania jest Warsaw Music Week tworzony na bazie doświadczeń Liverpoolu jako Europejskiej Stolicy Kultury 2008. Zamiast robić masowy festiwal pop opanowany przez sponsorów powstał przegląd muzyki alternatywnej w klubach i klubokawiarniach, takich jak Hydrozagadka, Powiększenie, 1500 m2, Café Kulturalna. Mam nadzieję, że to dopiero początek.
Miasto wciąż jednak pozostaje najważniejszym organizatorem życia kulturalnego, zarządza dziesiątkami instytucji: teatrami, muzeami, domami kultury, które pochłaniają większość budżetu na kulturę, a jednocześnie niewiele wnoszą do wizerunku kulturalnego Warszawy. Oblicze warszawskiej kultury tworzą dzisiaj głównie organizacje pozarządowe, które dostają nieproporcjonalnie mało: w tym roku 13 procent całego budżetu. Czy miasto nie powinno oddać trzeciemu sektorowi części swoich instytucji?
- Restrukturyzacja jest potrzebna. Mamy 19 teatrów miejskich, więcej niż w Berlinie, który jest dwa razy większy i pełni znacznie ważniejszą rolę w Europie. Być może miasto powinno rezygnować z ręcznego zarządzania częścią instytucji, ale na pewno nie z finansowania kultury, w tej roli nikt samorządu nie zastąpi.
Jednym z wymogów stawianych kandydatom do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury jest dostępność kultury dla mieszkańców. W Warszawie jest z tym kiepsko, kultura jest wciąż dobrem luksusowym, dla lepiej sytuowanych. Ceny biletów na niektóre opery, koncerty, spektakle są zaporowe. Wielu warszawiaków nigdy w życiu nie było w gmachu Teatru Wielkiego, gdzie odbywały się prezentacje miast kandydatów. Czy w waszym programie przewidujecie narzędzie, które będzie niwelowało różnice w dostępie do kultury?
- W aplikacji ten problem poruszamy na wielu poziomach, zaczynając od najprostszej sprawy fizycznego dostępu. Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas przesłuchań mówiła o podstawowej barierze do pokonania, jaką jest dojazd. Jak ludzie mają uczestniczyć w kulturze, skoro dwie godziny dziennie stoją w korkach? Jeśli infrastruktura miejska będzie się rozwijać, powstanie II linia metra, dostęp do kultury będzie łatwiejszy. Chodzi także o to, aby kultura pojawiła się bliżej domu. Rada Programowa proponowała, by instytucje położone w centrum wchodziły w alians z lokalnymi społecznościami, z domami kultury, organizowały na kulturalnych peryferiach nowe programy. Tak jak stało się już na Bródnie dzięki Parkowi Rzeźby tworzonemu przy współpracy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, artystów i władz dzielnicy.
Grzegorz Piątek: - O wszystko: budżet, zaangażowanie obywateli w program. Ale przede wszystkim o to, co Europa będzie miała z nominacji Warszawy.
I co będzie miała?
- Europa potrzebuje w naszym regionie silnego ośrodka kreatywnego, metropolii kulturalnej, która stałaby się naturalnym miejscem spotkań i wymiany intelektualnej na europejską skalę.
Czy Warszawa nie pełni już tej funkcji? Przecież mamy ogromny potencjał twórczy, najwięcej artystów, galerii, teatrów, sal koncertowych, uczelni artystycznych. Czy konieczny jest jeszcze europejski tytuł?
- Tak, ponieważ ten potencjał jest cały czas niewykorzystany. Mamy świetnych artystów, wspaniałe instytucje, aktywne organizacje pozarządowe, ale setki tysięcy warszawiaków i setki milionów Europejczyków nie zdają sobie z tego sprawy. Życie kulturalne w stolicy rozwija się bujnie w ostatnich latach, ale dla wielu ludzi w Polsce i Europie Warszawa pozostaje nadal miastem władzy i biznesu. Dzięki tytułowi ESK kultura mogłaby dorównać tym dziedzinom. A dzisiaj jest niedowartościowana.
Niedowartościowana? Przecież mamy największy spośród polskich miast budżet na kulturę - ponad 200 mln zł rocznie. To tyle, ile Ministerstwo Kultury dzieli w programach operacyjnych na całą Polskę.
- To cieszy, pamiętajmy jednak, że nasza infrastruktura i program kulturalny są wizytówką całego kraju. Przypomina to trochę dylemat z metrem warszawskim, czy budżet państwa powinien dopłacać do budowy metra? Przecież korzystają z niego nie tylko warszawiacy, ale także odwiedzający nasze miasto mieszkańcy innych regionów, goście zza granicy, turyści, biznesmeni. Ten tytuł jest nam potrzebny, aby utrwalić markę Warszawy jako miasta kultury i utwierdzić w pozycji ośrodka wymiany intelektualnej, z korzyścią dla całego kraju. Jesteśmy jednym miastem w Polsce, które ma szansę na trwałe wskoczyć do europejskiej ligi zaraz za odwiecznymi metropoliami: Londynem, Paryżem i Berlinem.
Pytanie, czy administracja w stolicy podoła takiemu wyzwaniu. Bilans trzyletnich starań o tytuł jest mizerny. Rozsypała się sztandarowa impreza projektu: festiwal Przemiany nad Wisłą, Orange Warsaw Festival, który miał być lokomotywą ESK został przejęty przez TVN i zamieniony w zwykłą, komercyjną imprezę. Słaba promocja, słabe, archaiczne hasło: "Varsovia Creativa". Udała się tylko Warszawa w Budowie, festiwal miejskiego designu. Czym Warszawa dzisiaj przekonała międzynarodową komisję jurorów?
- Dowiedliśmy, że wyciągamy wnioski z dotychczasowych porażek. Festiwal Przemiany ma wrócić w odnowionej formule, być może już w następnym roku. Podkreślaliśmy w naszej prezentacji, że nie interesuje nas organizowanie kolejnych nowych festiwali. Najważniejsze jest dla nas pytanie, jak kultura może na trwałe zmienić miasto. Jak uporządkować politykę kulturalną, jak wciągnąć mieszkańców w tworzenie kultury, polepszyć dostęp do kultury. Setki tysięcy warszawiaków nie wiedzą, że istnieje Muzeum Sztuki Nowoczesnej, często mylą je z CSW. Co zrobić, żeby MSN i inne instytucje docierały do szerszych kręgów ludzi?
Co proponujecie?
- Trzeba doinwestować kulturalnie przedmieścia, a nie tylko budować w Śródmieściu. Wykorzystać lepiej infrastrukturę, która już jest, na przykład biblioteki publiczne. Przekonywaliśmy skutecznie komisję, że interesuje nas kultura niekoniecznie jako instrument, ale trwały składnik życia w mieście, społecznego i gospodarczego, planowania przestrzennego. Nie interesuje nas jeden wielki festiwal w 2016 roku, ale to co będzie przed nim i po nim.
Przyznasz jednak, że do tej pory władze Warszawy słabo się sprawdzały w roli organu zarządzającego kulturą i inicjującego nowe projekty. Otwarta z hukiem na placu Konstytucji InfoQultura okazała się niewypałem, portal o tej nazwie do dzisiaj zaprasza na spotkanie z Maciejem Zembatym, które odbyło się w maju zeszłego roku! Trzeba było trzech lat, aby powstał miejski serwis Kulturalna Warszawa, mocno niedoskonały, mało przyjazny dla użytkownika. Czy nie obawiasz się, że ociężała, urzędowa machina utrudni realizację ambitnych celów?
- Machina jest ociężała, nikt tego nie kryje, ale starania służą temu, by była bardziej elastyczna. Byłem sceptycznie nastawiony do kandydatury Warszawy, ale po pół roku pracy widzę ogromną zmianę. Samo powołanie Rady Programowej, do której zostali zaproszeni przedstawiciele trzeciego sektora i menedżerowie kultury, było ważnym krokiem. W następnym etapie trzeba będzie bardziej wciągać do współpracy organizacje pozarządowe, kluby i klubokawiarnie, którymi zresztą chwaliliśmy się w aplikacji.
Pracowałeś kiedyś w urzędzie miasta, jakie to było doświadczenie?
- Dawno temu przez kilka miesięcy pracowałem w Biurze Naczelnego Architekta Miasta, ale frustrowało mnie, że tracę kontakt z miastem. Siedzi się za biurkiem, reaguje na przysyłane wnioski, a w rzeczywistości nie wie się, co się dzieje za rogiem. Myślę, że miasto powinno ograniczać rolę kreatora kultury, a bardziej pełnić funkcję facylitatora, jak mówi się w unijnym żargonie, czyli tego kto ułatwia działanie, kojarzy partnerów. Rola urzędników odpowiedzialnych za kulturę powinna polegać nie na wymyślaniu nowych imprez za biurkiem, ale na wspomaganiu zjawisk, które rodzą się oddolnie, wychwytywaniu pomysłów. Przykładem takiego działania jest Warsaw Music Week tworzony na bazie doświadczeń Liverpoolu jako Europejskiej Stolicy Kultury 2008. Zamiast robić masowy festiwal pop opanowany przez sponsorów powstał przegląd muzyki alternatywnej w klubach i klubokawiarniach, takich jak Hydrozagadka, Powiększenie, 1500 m2, Café Kulturalna. Mam nadzieję, że to dopiero początek.
Miasto wciąż jednak pozostaje najważniejszym organizatorem życia kulturalnego, zarządza dziesiątkami instytucji: teatrami, muzeami, domami kultury, które pochłaniają większość budżetu na kulturę, a jednocześnie niewiele wnoszą do wizerunku kulturalnego Warszawy. Oblicze warszawskiej kultury tworzą dzisiaj głównie organizacje pozarządowe, które dostają nieproporcjonalnie mało: w tym roku 13 procent całego budżetu. Czy miasto nie powinno oddać trzeciemu sektorowi części swoich instytucji?
- Restrukturyzacja jest potrzebna. Mamy 19 teatrów miejskich, więcej niż w Berlinie, który jest dwa razy większy i pełni znacznie ważniejszą rolę w Europie. Być może miasto powinno rezygnować z ręcznego zarządzania częścią instytucji, ale na pewno nie z finansowania kultury, w tej roli nikt samorządu nie zastąpi.
Jednym z wymogów stawianych kandydatom do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury jest dostępność kultury dla mieszkańców. W Warszawie jest z tym kiepsko, kultura jest wciąż dobrem luksusowym, dla lepiej sytuowanych. Ceny biletów na niektóre opery, koncerty, spektakle są zaporowe. Wielu warszawiaków nigdy w życiu nie było w gmachu Teatru Wielkiego, gdzie odbywały się prezentacje miast kandydatów. Czy w waszym programie przewidujecie narzędzie, które będzie niwelowało różnice w dostępie do kultury?
- W aplikacji ten problem poruszamy na wielu poziomach, zaczynając od najprostszej sprawy fizycznego dostępu. Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas przesłuchań mówiła o podstawowej barierze do pokonania, jaką jest dojazd. Jak ludzie mają uczestniczyć w kulturze, skoro dwie godziny dziennie stoją w korkach? Jeśli infrastruktura miejska będzie się rozwijać, powstanie II linia metra, dostęp do kultury będzie łatwiejszy. Chodzi także o to, aby kultura pojawiła się bliżej domu. Rada Programowa proponowała, by instytucje położone w centrum wchodziły w alians z lokalnymi społecznościami, z domami kultury, organizowały na kulturalnych peryferiach nowe programy. Tak jak stało się już na Bródnie dzięki Parkowi Rzeźby tworzonemu przy współpracy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, artystów i władz dzielnicy.
1
2
następne »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Zatkany Nowy Świat, Wisłostrada. A będzie tylko gorzej
- Muzeum zbankrutowało. "Noc muzeów" będzie ostatnią?
- Środa na ulicach Warszawy [16.05.2012]
- Z lotniska na Narodowy w pół godziny. Już 1 czerwca!
- Kładka na Wawelskiej. Tragedia w kilkunastu aktach
- Nowy buspas dla UEFA. Bez korków dojadą na Narodowy
- Zobacz jak drążą tunele dla II linii metra [WIDEO]
- Strefa Chłamu w centrum. Naga prawda o placu Defilad
- Metallica dała czadu! Święto metalu na Bemowie
- A2 pod Warszawą gotowa! Przejechaliśmy całą [WIDEO]
- Pl. Defilad do zwrotu. Będzie pusty przez 20 lat
- Lotnisko wreszcie wypowiada wojnę taxi-mafii
- Miasto ma tysiące pustych mieszkań. A lokatorzy czekają
- Kościół sprzedał deweloperowi kawałek wylotówki. Jak?


