Kto się odważy wdepnąć na minę w Białołęce

Grzegorz Lisicki
23.01.2009 aktualizacja: 2009-02-04 17:46
A A A Drukuj
Mały zagajnik w Białołęce skrywa tajemnicę: ukryty między drzewami cmentarz. I być może wiele niewybuchów, których usunięcia nie mogą doprosić się mieszkańcy dzielnicy
Zaciszny cmentarz w zagajniku na skarpie przy ul. Ruskowy Bród to jedna z kilku rozsianych po całej dzielnicy ewangelickich nekropolii. Na zachowanych tablicach nagrobnych widać daty pierwszych i ostatnich pochówków - od XVIII w. do lat 30. ubiegłego wieku.

Tędy szedł front

Na cmentarzu pochowani są osadnicy niemieccy i holenderscy, którzy przyjechali osuszać tutejsze bagna. Dziś cmentarz jest zaniedbany. Ocalało zaledwie kilkanaście krzywo stojących tablic nagrobnych. W dodatku cmentarz pełni funkcję lokalnego wysypiska wszelkich śmieci i gruzu z pobliskich budów.

- Chcemy to zmienić. Wybudować lapidarium z ocalałych epitafiów, oczyścić teren, wykarczować chaszcze, ustawić pomnik i urządzić na cmentarzu miejsce spotkań z historią - mówi Teresa Falkowska, mieszkanka dzielnicy działająca w lokalnym stowarzyszeniu Moja Białołęka.

Przekonuje, że takie miejsce jest potrzebne. Od wiosny do jesieni cmentarze odwiedzają uczniowie odbywający tu lekcje historyczne oraz harcerze, którzy przed 1 listopada porządkują groby i zapalają świeczki. Latem gęste chaszcze stają się miejscem zabaw dzieci.

- Tędy w 1945 r. szedł front. Teren był rozminowany po wojnie, ale niedokładnie. Pod gruntem tkwi mnóstwo żelastwa - mówi Teresa Falkowska, która podczas budowy swojego domu musiała wzywać saperów, bo w dole pod fundamenty wykopano granaty.

W listopadzie na pobliskiej ul. Kobiałka znaleziono istny arsenał: pociski moździerzowe, przeciwpancerne, odłamkowe, granat i amunicję. Potwierdza to Andrzej Skorupski, były saper i kolekcjoner militariów. - Na cmentarzu ewangelickim były cztery stanowiska artylerii rosyjskiej. Mogą być pociski z podręcznych składów amunicji i niewybuchy niemieckich pocisków moździerzowych. Teren powinni sprawdzić saperzy - podkreśla.

Od urzędu do urzędu

- Wiele razy prosiliśmy o interwencję saperów. W ub.r. ponownie wysłaliśmy pismo do urzędu dzielnicy z prośbą o zajęcie się problemem i rozminowanie cmentarza - relacjonuje Falkowska. Przyszła odpowiedź, że takimi sprawami zajmuje się miejskie biuro zarządzania kryzysowego.

- Napisaliśmy tam. Odpisali, że sprawą zajmuje się urząd dzielnicy. I koło się zamknęło - rozkłada ręce Teresa Falkowska. - A za chwilę wiosna i na cmentarze znowu ruszą wycieczki.

Urząd dzielnicy twierdzi, że rozminowanie sporo kosztuje. Na dodatek nie wiadomo, pod jaką pozycję w budżecie można podpiąć takie zadanie.

- Poza tym najpewniej cmentarz jest we władaniu parafii ewangelicko-augsburskiej - mówi Bernadeta Włoch-Nagórny, rzeczniczka dzielnicy. - Nie mamy go w naszym zasobie nieruchomości.

- Nie znam też księgi wieczystej działki, na której został zlokalizowany cmentarz. To wymaga sprawdzenia - mówi ks. radca Piotr Gaś, proboszcz ewangelickiej parafii Św. Trójcy w Warszawie.

Przypomina, że w innych miejscach w Polsce władze lokalne już dawno rozpoczęły porządkowanie i renowację zabytkowych cmentarzy. - To kwestia współodpowiedzialności za historię i bezpieczeństwo mieszkańców - mówi ks. Gaś.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Białołęki
Najnowsze wiadomości z Warszawy