Zamkną Bajkę i skontrolują wszystkie ośrodki
15.04.2009
aktualizacja: 2009-04-14 21:50
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Zamknięcie zagrożonego pożarem domu dla samotnych matek w Białołęce i kontrole we wszystkich ośrodkach pomocy społecznej zapowiada ratusz. Akcja prewencyjna to skutek tragicznego pożaru w Kamieniu Pomorskim.
ZOBACZ TAKŻE
- Nie ma zgody na park Kaskada im. Jacka Kuronia (25-02-10, 10:00)
- W Warszawie będzie nowa "Bajka" (24-02-10, 19:30)
- Jaką Warszawę widzi wycieczka z Izraela? (16-04-09, 11:00)
- Oblężenie w rejestracji Szpitala Bielańskiego (15-04-09, 21:58)
- Dzieci nam pijaki zmarnują - mówi pani Ewa, matka pięciorga dzieci mieszkająca w Domu Samotnej Matki "Bajka". To kilkanaście niskich baraków ukrytych w lesie w Białołęce. Prowadzi tu tylko wąska, nieutwardzona, gruntowa droga odchodząca od ul. Modlińskiej. W zarządzanym przez Monar-Markot ośrodku mieszka 160 samotnych matek z dziećmi. Ale Bajka będzie działała tylko do wakacji, bo kilka tygodni temu ratusz zdecydował o zamknięciu ośrodka. Powód - zagrożenie pożarowe.
Wczoraj odwiedziliśmy Bajkę. Nad dachami parterowych baraków sterczą osmalone kominy. - Każdy barak ma swoją własną kotłownię, stąd ciepła woda i ogrzewanie - wyjaśnia pani Wioletta, która od ośmiu lat z piątką dzieci mieszka w Bajce.
Przed jedną z kotłowni piętrzy się stos dymiącego żużlu i popiołu, w powietrzu czuć dym. W budynkach za to zimno, wszechobecny zapach wilgoci. W jednym z pokoi dynda wyrwany ze ściany kontakt z prymitywnym, wykonanym chałupniczym sposobem obejściem. W większości budynków kable pociągnięte są wprost po ścianach. Zagrożenie jest realne - w styczniu w jednym z baraków wybuchł pożar, o mało nie zginęła cała sześcioosobowa rodzina.
Ratusz planuje, że umieści kobiety w innych, prowadzonych przez Monar-Markot, ośrodkach, np. w tym przy Marywilskiej, gdzie prowadzona jest terapia alkoholowa. Matki z Bajki obawiają się, że tam ich dzieci będą miały kontakt z alkoholikami. Obawiają się, że stracą pracę, którą znalazły w pobliżu.
- Nie dla wszystkich znajdziemy miejsce w granicach miasta - mówi Wiesława Janiszewska, szefowa Bajki. Część kobiet będzie musiała przeprowadzić się poza Warszawę. - I wtedy będziemy musiały rzucić pracę - żali się pani Ewa.
Na Bajkę wyrok już jednak zapadł - zostanie zamknięta w wakacje. - Baraki nie nadają się do remontu. Zostaną zburzone. Ale na ich miejscu do zimy postawimy nowe, w technologii kontenerowej - zapowiedział wczoraj Bogdan Jaskołd, dyrektor biura polityki społecznej, po zwołanej w trybie pilnym naradzie miejskiego zespołu zarządzania kryzysowego. Na zaproszenie Hanny Gronkiewicz-Waltz przybyli m.in. Ewa Gawor, szefowa biura zarządzania kryzysowego, bryg. Mariusz Wejdelek, komendant miejskiej straży pożarnej, Zbigniew Leszczyński, szef strażników miejskich, i burmistrzowie dzielnic. Radzili, w jaki sposób w stolicy zapobiec tragedii podobnej do tej, która wydarzyła się w Kamieniu Pomorskim. Są już pierwsze ustalenia.
- Wystąpimy o zmianę ustaw tak, by straż miejska i policja mogły odholowywać samochody blokujące drogi pożarowe - ogłosiła po naradzie Hanna Gronkiewicz-Waltz. Oprócz tego ustalono, że wszystkie organizacje pozarządowe już prowadzące schroniska lub domy opieki będą przy podpisywaniu nowych umów z miastem musiały spełnić wszystkie wymagania przeciwpożarowe. - To będzie warunek - podkreśliła prezydent miasta. A powiatowy inspektor nadzoru budowlanego przekaże ratuszowi listę wszystkich budynków zagrożonych pożarem lub zawaleniem. - Im więcej biedy i niedoinwestowania, tym większe zagrożenie: zły stan techniczny, byle jakie materiały, zagęszczenie, brak gaśnic, hydrantów i często lokalizacja na odludziu - wyliczał bryg. Mariusz Wejdelek. Zapowiedział, że straż pożarna do końca września skontroluje w stolicy 57 różnego rodzaju ośrodków pomocy społecznej i socjalnych prowadzonych przez miasto i organizacje pozarządowe.
Wczoraj odwiedziliśmy Bajkę. Nad dachami parterowych baraków sterczą osmalone kominy. - Każdy barak ma swoją własną kotłownię, stąd ciepła woda i ogrzewanie - wyjaśnia pani Wioletta, która od ośmiu lat z piątką dzieci mieszka w Bajce.
Przed jedną z kotłowni piętrzy się stos dymiącego żużlu i popiołu, w powietrzu czuć dym. W budynkach za to zimno, wszechobecny zapach wilgoci. W jednym z pokoi dynda wyrwany ze ściany kontakt z prymitywnym, wykonanym chałupniczym sposobem obejściem. W większości budynków kable pociągnięte są wprost po ścianach. Zagrożenie jest realne - w styczniu w jednym z baraków wybuchł pożar, o mało nie zginęła cała sześcioosobowa rodzina.
Ratusz planuje, że umieści kobiety w innych, prowadzonych przez Monar-Markot, ośrodkach, np. w tym przy Marywilskiej, gdzie prowadzona jest terapia alkoholowa. Matki z Bajki obawiają się, że tam ich dzieci będą miały kontakt z alkoholikami. Obawiają się, że stracą pracę, którą znalazły w pobliżu.
- Nie dla wszystkich znajdziemy miejsce w granicach miasta - mówi Wiesława Janiszewska, szefowa Bajki. Część kobiet będzie musiała przeprowadzić się poza Warszawę. - I wtedy będziemy musiały rzucić pracę - żali się pani Ewa.
Na Bajkę wyrok już jednak zapadł - zostanie zamknięta w wakacje. - Baraki nie nadają się do remontu. Zostaną zburzone. Ale na ich miejscu do zimy postawimy nowe, w technologii kontenerowej - zapowiedział wczoraj Bogdan Jaskołd, dyrektor biura polityki społecznej, po zwołanej w trybie pilnym naradzie miejskiego zespołu zarządzania kryzysowego. Na zaproszenie Hanny Gronkiewicz-Waltz przybyli m.in. Ewa Gawor, szefowa biura zarządzania kryzysowego, bryg. Mariusz Wejdelek, komendant miejskiej straży pożarnej, Zbigniew Leszczyński, szef strażników miejskich, i burmistrzowie dzielnic. Radzili, w jaki sposób w stolicy zapobiec tragedii podobnej do tej, która wydarzyła się w Kamieniu Pomorskim. Są już pierwsze ustalenia.
- Wystąpimy o zmianę ustaw tak, by straż miejska i policja mogły odholowywać samochody blokujące drogi pożarowe - ogłosiła po naradzie Hanna Gronkiewicz-Waltz. Oprócz tego ustalono, że wszystkie organizacje pozarządowe już prowadzące schroniska lub domy opieki będą przy podpisywaniu nowych umów z miastem musiały spełnić wszystkie wymagania przeciwpożarowe. - To będzie warunek - podkreśliła prezydent miasta. A powiatowy inspektor nadzoru budowlanego przekaże ratuszowi listę wszystkich budynków zagrożonych pożarem lub zawaleniem. - Im więcej biedy i niedoinwestowania, tym większe zagrożenie: zły stan techniczny, byle jakie materiały, zagęszczenie, brak gaśnic, hydrantów i często lokalizacja na odludziu - wyliczał bryg. Mariusz Wejdelek. Zapowiedział, że straż pożarna do końca września skontroluje w stolicy 57 różnego rodzaju ośrodków pomocy społecznej i socjalnych prowadzonych przez miasto i organizacje pozarządowe.
Najnowsze wiadomości z Białołęki
Najnowsze wiadomości z Warszawy


