Białołęka: sąsiedzi walczą ze żłobkiem
17.04.2009
aktualizacja: 2009-04-17 08:39
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Klub Tygrysek, który otworzył swoje podwoje dla maluchów z Białołęki, cieszy rodziców, ale złości sąsiadów. Zmęczeni hałasem i samochodami zastawiającymi bramy do ich domów wytoczyli bój właścicielom placówki.
ZOBACZ TAKŻE
- Białołęka: jednak znalazły się pieniądze na remont mostu (16-07-10, 01:00)
- Nie chcą wpuszczać sąsiadów przez wspólną bramę (12-10-09, 09:00)
- Wybrano najlepszy żłobek w Warszawie (19-09-09, 11:00)
- Burmistrz obiecuje mieszkanie emerytom z Mokotowa (12-08-09, 06:00)
- "Nie wyrzucajcie ich. Chcemy takich sąsiadów" (10-08-09, 08:00)
- Miniżłobki panaceum na wieczne kolejki (02-06-09, 08:00)
- Jak powstrzymać dziecięce tsunami? (01-06-09, 16:24)
- Burmistrza Targówka obiecanki cacanki (27-04-09, 10:00)
- Będą bronić squata przed wyburzeniem (17-04-09, 12:00)
- Miasto da 100 tys. zł na nagrodę festiwalową (16-04-09, 18:08)
Tygrysek działa od marca w połowie bliźniaka na nowo wybudowanym osiedlu przy ul. Jasiniec na Białołołęce. To dzielnica, w której młodzi rodzice mają największe problemy ze znalezieniem miejsca w żłobku czy przedszkolu. Dlatego, choć na razie Tygrysek ma pod opieką 12 dzieci w wieku do 3 lat, wkrótce będzie ich dwa razy więcej.
Ale już teraz drażni sasiadów. - Od czasu zorganizowania żłobka nie mam chwili wytchnienia - skarży się Urszula Dymowska, sąsiadka zza ściany. - Krzyki i płacz dzieci, uniesione głosy opiekunek, w domu wysiedzieć się nie da. W ogrodzie podobnie, hałas nie do wytrzymania.
Opowiada, że wzmocniła płot dzielący ją od żłobka, bo obawiała się, że jakieś dziecko włoży palec między sztachety i zostanie ugryzione przez jej psa. - Kto by za to odpowiedział? Wiadomo, że ja - mówi.
- I jeszcze te samochody, które zastawiają nam wjazdy na posesje i rozjeżdżają chodniki - dodaje Violetta Szymańska, sąsiadka z naprzeciwka, babcia dwójki wnucząt. - Na wjazdach do bram wystawiamy donice do kwiatów, by nas nie blokowano.
Sąsiedzi odkryli, że dom wynajęty Tygryskowi nie został przekwalifikowany z funkcji mieszkaniowej na usługową. - Dla mnie to jasne dlaczego - mówi Jacek Dymowski. - W przypadku zmiany przeznaczenia domu na działalność usługową wymagana byłaby zgoda sąsiadów. A tak po cichu zaskoczono nas z dnia na dzień i postawiono przed faktem dokonanym.
- W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej takie przekształcenie jest obowiązkowe - przyznaje rzeczniczka Białołęki Bernadetta Włoch-Nagórny. - W tym domu nie powinno być żłobka. Skierowaliśmy sprawę do inspektora nadzoru budowlanego.
Założycielki Tygryska twierdzą, że żaden z sąsiadów nie przyszedł do nich ze skargą. - W umowie z właścicielem domu zapisane jest, że dom spełnia funkcję usługową - zapewnia Patrycja Połeć, jedna z nich. - Zrobiłyśmy dla dzieci wszystko, co możliwe. Proszę mi wskazać w Warszawie miejsce, w którym panują takie warunki jak u nas.
Reczywiście: w domu są ładne meble, atestowane wykładziny, zabezpieczenia na schodach. Obok jest plac zabaw, a dziećmi zajmuje się wykwalifikowana kadra. - Mamy opinię ze straży pożarnej, z sanepidu, Państwowej Inspekcji Pracy, nasi pracownicy są po szkoleniu BHP i pierwszej pomocy pediatrycznej - wylicza Połeć.
Właścicielki żłobka uważają, że konflikt wywołał jeden z sąsiadów. - Rozmawiałam z niektórymi mieszkańcami i oni nic przeciw nam nie mają - zapewnia Agnieszka Krzyżanowska, druga z nich.
O dalszych losach Tygryska zdecyduje inspektor budowlany. Właścicielki żłobka zapowiadają, że ich prawnik wyśle do sąsiadów prośbę, by nie szkalowali ich dobrego imienia.
Na Białołęce cały czas powstają nowe domy, co roku sprowadzają się tysiące ludzi. W dzielnicy nie ma żadnego publicznego żłobka. Pierwszy jest budowany, ma być otwarty najwcześniej we wrześniu. O miejsce trudno też w innych takich placówkach w mieście - ostatnio na Targówku rodzice, którzy chcieli zapisać dzieci do żłobka przy Chodeckiej, ustawili się w kolejce o 3 nad ranem.
- Ja swoje dziecko oddałam do prywatnego przedszkola, w którym przyjmowane są już dwulatki - mówi pani Monika, mieszkanka Białołęki. - Jestem zadowolona, bo mój syn ma doskonałą opiekę i do tego świetnie się rozwija.
Ale już teraz drażni sasiadów. - Od czasu zorganizowania żłobka nie mam chwili wytchnienia - skarży się Urszula Dymowska, sąsiadka zza ściany. - Krzyki i płacz dzieci, uniesione głosy opiekunek, w domu wysiedzieć się nie da. W ogrodzie podobnie, hałas nie do wytrzymania.
Opowiada, że wzmocniła płot dzielący ją od żłobka, bo obawiała się, że jakieś dziecko włoży palec między sztachety i zostanie ugryzione przez jej psa. - Kto by za to odpowiedział? Wiadomo, że ja - mówi.
- I jeszcze te samochody, które zastawiają nam wjazdy na posesje i rozjeżdżają chodniki - dodaje Violetta Szymańska, sąsiadka z naprzeciwka, babcia dwójki wnucząt. - Na wjazdach do bram wystawiamy donice do kwiatów, by nas nie blokowano.
Sąsiedzi odkryli, że dom wynajęty Tygryskowi nie został przekwalifikowany z funkcji mieszkaniowej na usługową. - Dla mnie to jasne dlaczego - mówi Jacek Dymowski. - W przypadku zmiany przeznaczenia domu na działalność usługową wymagana byłaby zgoda sąsiadów. A tak po cichu zaskoczono nas z dnia na dzień i postawiono przed faktem dokonanym.
- W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej takie przekształcenie jest obowiązkowe - przyznaje rzeczniczka Białołęki Bernadetta Włoch-Nagórny. - W tym domu nie powinno być żłobka. Skierowaliśmy sprawę do inspektora nadzoru budowlanego.
Założycielki Tygryska twierdzą, że żaden z sąsiadów nie przyszedł do nich ze skargą. - W umowie z właścicielem domu zapisane jest, że dom spełnia funkcję usługową - zapewnia Patrycja Połeć, jedna z nich. - Zrobiłyśmy dla dzieci wszystko, co możliwe. Proszę mi wskazać w Warszawie miejsce, w którym panują takie warunki jak u nas.
Reczywiście: w domu są ładne meble, atestowane wykładziny, zabezpieczenia na schodach. Obok jest plac zabaw, a dziećmi zajmuje się wykwalifikowana kadra. - Mamy opinię ze straży pożarnej, z sanepidu, Państwowej Inspekcji Pracy, nasi pracownicy są po szkoleniu BHP i pierwszej pomocy pediatrycznej - wylicza Połeć.
Właścicielki żłobka uważają, że konflikt wywołał jeden z sąsiadów. - Rozmawiałam z niektórymi mieszkańcami i oni nic przeciw nam nie mają - zapewnia Agnieszka Krzyżanowska, druga z nich.
O dalszych losach Tygryska zdecyduje inspektor budowlany. Właścicielki żłobka zapowiadają, że ich prawnik wyśle do sąsiadów prośbę, by nie szkalowali ich dobrego imienia.
Na Białołęce cały czas powstają nowe domy, co roku sprowadzają się tysiące ludzi. W dzielnicy nie ma żadnego publicznego żłobka. Pierwszy jest budowany, ma być otwarty najwcześniej we wrześniu. O miejsce trudno też w innych takich placówkach w mieście - ostatnio na Targówku rodzice, którzy chcieli zapisać dzieci do żłobka przy Chodeckiej, ustawili się w kolejce o 3 nad ranem.
- Ja swoje dziecko oddałam do prywatnego przedszkola, w którym przyjmowane są już dwulatki - mówi pani Monika, mieszkanka Białołęki. - Jestem zadowolona, bo mój syn ma doskonałą opiekę i do tego świetnie się rozwija.
Przeczytaj także: Wybielacz do ubrań w prezencie dla maluchów
-
Białołęka: sąsiedzi walczą ze żłobkiem
sibeliuss
17.04.09, 12:23
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=36264»
-
Białołęka: sąsiedzi walczą ze żłobkiem
logistic_2000
17.04.09, 15:23
Pani Urszulo... jesteśmy z Panią.»
-
Białołęka: sąsiedzi walczą ze żłobkiem
prawdziwy.groszek
17.04.09, 20:51
zaraz...dysusja nie jest o tym czy dzieci są ciche czy nie, ani o tym, czy złobki są potrzebne czy nie, ale o tym czy wolno odwalać partyzantkę i samowolę!Mieszkańcom współczuć.A moze w »
Najnowsze wiadomości z Białołęki
Najnowsze wiadomości z Warszawy


