Inni też płacą ekoharacz ornitologom

Jarosław Osowski, śmik
20.03.2010 aktualizacja: 2010-03-19 22:29
A A A Drukuj
Takie budki stanęły przy trasie mostu Północnego Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
- My też musimy płacić ekoharacze - przyznaje Jerzy Zieliński z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, wskazując na ornitologa, który najpierw protestował przeciwko mostowi Północnemu, a potem wziął od miasta 30 tys. zł.

Przeczytaj blog o komunikacji autorów tego artykułu



W piątek po tekstach "Gazety" wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz zażądał wyjaśnień od Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych. Chce wiedzieć, dlaczego przed budową mostu Północnego urzędnicy zamówili aż 350 budek lęgowych dla ptaków. Raport o oddziaływaniu nowej trasy na środowisko, który powstał po inwentaryzacji brzegów Wisły, zalecał montaż najwyżej 20-50.

Budki kosztowały 26 tys. zł. Jak pisaliśmy, pieniądze za ich produkcję i montaż dostał Adam Tarłowski. To znajomy dr. Wiesława Nowickiego z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, który procesami w sądach torpeduje wiele warszawskich inwestycji. Przeciwko mostowi Północnemu przestał protestować, gdy na jego warunki przystał były wicedyrektor ZMID Andrzej Marecki. Płynąc policyjną motorówką po Wiśle, uzgodnili, że w decyzji środowiskowej znajdzie się wskazana przez Nowickiego liczba skrzynek lęgowych. Dodatkowo ornitolog dostał od miasta 30 tys. zł. - Pokazywał palcem, gdzie te budki wieszać, i pilnował wycinki drzew - usłyszeliśmy w ZMID.

Lęg się udał

- To nieetyczne, jeśli ktoś bierze udział w konsultacjach społecznych, zgłasza wnioski, a potem odpłatnie nadzoruje ich realizację - uważa Jan Jakiel, prezes stowarzyszenia SISKOM, które zabiega o budowę nowych dróg i rozwój komunikacji. - My w takich sytuacjach działamy pro publico bono. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy protestowali, a potem dawali się zatrudniać inwestorowi.

"Na skutek budowy Trasy Mostu Północnego dojdzie do stosunkowo niewielkiej utraty potencjalnego siedliska [ptaków] - około pięciu hektarów. Dlatego proponuje się rozwieszenie skrzynek lęgowych na obszarze odpowiadającym powierzchni usuniętej roślinności" - czytamy w raporcie środowiskowym. Mimo to budki zawisły wzdłuż ponadpięciokilometrowego odcinka Wisły - od mostu Grota-Roweckiego aż po ul. Mehoffera na Tarchominie. Co na to dr Nowicki? Podważa wcześniejszą inwentaryzację brzegów. W piątek pochwalił się "Gazecie", że "i tak o wszystkim przesądziły ptaki, które już po roku zajęły 80-90 proc. budek". - Lęgi w nich odbyły się pomyślnie - cieszy się. Pytany o swoje powiązania z producentem budek stwierdza, że umowę podpisywali urzędnicy ZMID.

Kampania w sądach

Ale podobny mechanizm - najpierw protesty dr. Nowickiego, a po nich ptasie budki od Adama Tarłowskiego - opisuje też Jerzy Zieliński z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie. - To nasz ekoharacz - setki budek, które dr Nowicki ciągle każe montować po wycinkach drzew zarastających koryto Wisły. Przestaje protestować, jeśli godzimy się spełniać jego warunki: ma być np. 200 budek typu A i 150 typu B, najczęściej produkcji jego znajomego - mówi urzędnik RZGW. Takie postępowanie nazywa "ekoterroryzmem".

Przypomina, że Wiesław Nowicki doprowadził do bezprecedensowego wyroku. - Uruchomił całą kampanię w sądach. Z powodów formalnych, tylko dlatego, że gdzieś w dokumentach zabrakło kropki czy przecinka, mamy rozebrać trzy betonowe ostrogi w nurcie Wisły, które zabezpieczają przed podmywaniem wał przeciwpowodziowy pod Wyszogrodem. Cała ta impreza ma kosztować budżet państwa 5 mln zł - mówi Jerzy Zieliński.

Dr Nowicki odpowiada, że chodziło mu "o zaprzestanie naruszania środowiska w ornitologicznym rezerwacie przyrody i doprowadzenie do stanu poprzedniego". - Nie usunęli z tych budowli nawet jednego kamienia - stwierdza i wytyka, że od prawomocnego wyroku minęły ponad cztery lata. - Bo to byłby absurd, ludziom groziłaby powódź - utrzymuje Jerzy Zieliński.

Temu panu nie zlecamy

Zainteresowanie dr. Nowickiego wzbudziła też inna inwestycja w rejonie tego odcinka Wisły. Chodzi o przebudowę portu lotniczego w Modlinie, który miał być otwarty już w 2005 r. - Ten pan był absolutnym liderem w odwołaniach wobec decyzji potrzebnych do rozpoczęcia prac - potwierdza Piotr Okienczyc, szef spółki lotniskowej w Modlinie. - Wydaje mi się, że wiele decyzji zaskarżał tylko dla zasady. Często uwzględnialiśmy uwagi ekologów, ale on brnął z protestami dalej i słał skargi do sądu. Próby rozmów nie dawały rezultatu.

Według prezesa Okienczyca teraz przebudowy portu już się nie da zablokować. Ekolodzy długo przekonywali, że lotnisko może zagrozić okolicznym ptakom, które gniazdują m.in. na łąkach nad Narwią. Inwestorzy twierdzą, że opracowano takie trasy startów i lądowań, które nie zagrożą ani ptactwu, ani samolotom. Nie planują też przed rozpoczęciem prac jakichkolwiek zleceń dla Wiesława Nowickiego. Piotr Okienczyc: - To byłoby niewyobrażalne.

Przeczytaj także: Ekoharacz przy budowie mostu Północnego



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Białołęki
Najnowsze wiadomości z Warszawy