Deweloper rządzi po swojemu. Odciął wodę i kanalizację

Małgorzata Zubik
10.07.2010 aktualizacja: 2010-07-09 21:57
A A A Drukuj
Marek Bogusz przepompowuje ścieki do kanalizacji fot. Franciszek Mazur / AG
Deweloper z Białołęki zarządza wspólną częścią osiedla wbrew woli kilku właścicieli domów. Opornych karze: jedną z rodzin pozbawił dostępu do kanalizacji, inna miała kłopot z wodą.
Szeregowce przy ul. Berensona w Białołęce wyrosły kilka lat temu. To inwestycja Przedsiębiorstwa Budowlanego Staschiok. Właściciele domów mają w umowach zapis, że firma przez rok będzie zarządzać wspólną częścią nieruchomości. Zajmuje się tym jednak do dziś.

- Nie wiadomo, dlaczego mamy takie a nie inne stawki - wyjaśnia Marta Bogusz. Dlatego razem z mężem postanowili za zarządzanie nie płacić (to obecnie 50 zł miesięcznie). Kwestionują też stawki "opłat wspólnych" oraz za elektryczność (chodzi o trzy latarnie uliczne).

Zostali pozwani do sądu. Sprawę wygrali. Sąd uznał, że umowa na zarządzanie, podpisana tylko przez część współwłaścicieli, jest nieważna: na zarządzanie powinni zgodzić się wszyscy właściciele ponad 50 domów.

- Nie jesteśmy wspólnotą ani spółdzielnią mieszkaniową - podkreśla pani Marta. - Każdy z nas ma oddzielną działkę, częścią wspólną jest droga osiedlowa. Płacilibyśmy, gdyby zarządca miał z nami umowę i rozliczał się jak należy. Tymczasem gdy w 2008 r. zapytałam o rachunki, odcięto nam wodę.

Państwo Boguszowie zapłacili za powtórne przyłączenie, teraz jednak ich dom jest odcięty od kanalizacji. Niepokorni mieszkańcy pokazują zdjęcia: łapa koparki sprowadzonej przez dewelopera niszczy kostkę na osiedlowej ulicy i przecina rurę. - Kupiliśmy pompę i wąż i codziennie przepompowujemy ścieki do sieci - mówią.

Dwie inne rodziny, które krytykowały zarządcę, zostały parę tygodni temu pozbawione wody. - Zawór został zalany betonem i tylko dzięki temu, że wydobyliśmy go, zanim zastygł, mamy dziś wodę, ale na jak długo? - pyta Beata Brzozowska.

Grupka, która nie godzi się na politykę dewelopera, nie jest w stanie przekonać do swoich racji pozostałych sąsiadów. - Jesteśmy przedstawiani jako wichrzyciele - skarżą się.

Grzegorz Dubanik, dyrektor PB Staschiok, który osobiście dowodził odcinaniem kanalizacji, nie widzi problemu. - Mieszkam tutaj, więc namówiłem firmę, żeby zarządzała nieruchomością - mówi. - Było kilka spotkań z mieszkańcami, nikt nie złożył oferty zarządzania. A my nie jesteśmy drodzy, mamy poparcie prawie wszystkich. A te trzy rodziny nie chcą podpisać z nami umów na pośrednictwo w dostawie wody i odbiorze ścieków. Coś płacą, ale na jakiej podstawie, nie wiadomo. Nie płacą za eksploatację sieci.

Sprawę wody załatwiłyby indywidualne umowy z Wodociągami Mareckimi (warszawskie nie mają tam sieci). Te jednak odmawiają, tłumacząc się tym, że nie mogą dostarczać wody poza Marki. - Nie przeszkadzało to jednak w podpisaniu umowy z deweloperem z adresem warszawskim - denerwują się mieszkańcy.

Białołęka

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Białołęki
Najnowsze wiadomości z Warszawy