Nożownik porwał autobus. Chciał jechać do centrum

Piotr Machajski, Mateusz Baj
06.08.2010 aktualizacja: 2010-08-06 22:25
A A A Drukuj
Policja Fot. Michal Jasiulewicz / AG
Chwile grozy przeżyli w piątek pasażerowie podmiejskiej linii 731. Najprawdopodobniej pijany mężczyzna, zaatakował nożem swojego kolegę, a następnie sterroryzował kierowcę
Policja już wie, kim jest agresywny osobnik, choć tego nie zdradza. - Jego zatrzymanie to kwestia czasu - zapowiadają funkcjonariusze, ale do wczorajszego wieczora nie udało im się tego dokonać.

Dramat rozpoczął się wczoraj rano ok. godz. 7. Autobusem linii 731 z Legionowa do Warszawy jechało kilkadziesiąt osób, wśród nich pięciu wyróżniających się mężczyzn. - Byli podpici, jakby "wczorajsi" - opowiada jeden z policjantów. Ktoś zadzwonił po policję. Z tego, co wiemy, zareagował także kierowca, korzystając z przycisku alarmowego, który był w autobusie.

- Ale wtedy, gdy dostaliśmy pierwszy sygnał o tych ludziach, jeszcze nie doszło do pchnięcia nożem - podkreślają funkcjonariusze. Mundurowi byli już w drodze, gdy między dwójką mężczyzn doszło do kłótni. Nagle jeden z nich wyciągnął nóż i dwukrotnie ugodził swojego kolegę.

Autobus zatrzymał się na przystanku przy zbiegu Modlińskiej i Obrazkowej. Ranny wysiadł z pojazdu i osunął się na ziemię. Ktoś wezwał pogotowie, reszta przerażonych pasażerów uciekła z pojazdu.

Po chwili na miejsce dotarła karetka i policjanci. Poszkodowany upierał się, żeby nie zabierać go do szpitala, bo sobie da radę. Ostatecznie ratownicy nie odpuścili i odwieźli go do Szpitala Bródnowskiego, który zresztą po kilku godzinach na własną prośbę opuścił. Lekarze zdążyli mu jednak opatrzyć ranę brzucha i przedramienia.

Tymczasem autobus ruszył dalej. Kierowca nie miał wyjścia, bo został sterroryzowany przez nożownika, który zawiesił się na drzwiach od kabiny i przyłożył mu nóż do gardła. Tak dojechali na pętlę na Żeraniu. Na początku przestępca kazał się wieźć do centrum, ale zmienił zdanie.

Opowiada pracownik pogotowia autobusowego: - Zdziwiło mnie, że autobus 731 nie zatrzymał się na przystanku, tylko przy wjeździe do zajezdni. Po chwili z niemalże pustego pojazdu, co wydało się dziwne o tej porze, wybiegł mężczyzna i skierował się w stronę Trasy Toruńskiej. Podszedłem do kierowcy, aby dowiedzieć się, co się stało. Był roztrzęsiony - opowiada. - Kierowca podczas jazdy uspokajał porywacza i zaproponował mu, aby ten wysiadł na zajezdni Żerań FSO. Porywacz, wybiegając z autobusu, przeprosił porwanego i zapewnił, że nie chciał mu zrobić krzywdy - dodaje.

Niedługo potem na pętlę podjechały radiowozy.

- Było wielkie zamieszanie - opowiada dyspozytor z pętli. - Do mojego pokoju wpadł bardzo zdenerwowany kierowca. Zaczął krzyczeć, że zatrudnił się po to, aby utrzymać rodzinę, a nie po to, żeby ktoś poderżnął mu gardło. I opowiedział mi o zdarzeniu.

Według nieoficjalnych informacji wszyscy mężczyźni pracowali razem. - Nie mam takich informacji. Mogę jedynie potwierdzić, że na pewno się znali - mówi mł. asp. Agnieszka Hamelusz z północnopraskiej policji.

Autobuser.pl

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Białołęki
Najnowsze wiadomości z Warszawy