Kupcy z Jarmarku Europa znów się kłócą. Co się stało?

Grzegorz Lisicki
12.03.2011 aktualizacja: 2011-03-11 21:50
A A A Drukuj
Centrum handlowe Marywilska 44 budzi  się na długo przed świtem Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Centrum handlowe Marywilska 44 budzi  się na długo przed świtem
  • Centrum Handlowe Marywilska 44
  • Centrum Handlowe Marywilska 44
  • Centrum Handlowe Marywilska 44
Koniec miesiąca miodowego w centrum handlowym Marywilska 44. Prysły marzenia o zgodzie i kupieckim samorządzie. Zamiast nowej jakości, jest tak jak w KDT, Maximusie i Wólce Kosowskiej - kupcy mają pretensje do zarządu, zarząd ich unika. Co się stało na Marywilskiej?
Białołęka, Marywilska 44, czwarta rano. Ogromny plac zalewa światło z potężnych reflektorów, wycina z mroku kanciaste kształty stalowych hal. Przez bramę wjeżdżają samochody. Osobowe, dostawcze, kombi. Rejestracje z całego kraju.: WR, KLI, CAL, LJA, NOS, sporo warszawskich i podwarszawskich. Pasażerowie znikają w gigantycznych halach. Wewnątrz jeszcze sennie. Szerokie, jasne aleje, rzędy w większości zamkniętych pawilonów. Ktoś niesie kubek z kawą, gdzieś podnosi się roleta, ktoś popycha wieszak z ubraniami na kółkach, przemyka postać na hulajnodze. Centrum handlowe Marywilska 44 budzi się do życia.

Od Marywilu do Marywilskiej

Ul. Marywilska w pewien sposób z handlem związana jest już z nazwy. Chodzi o to, że w XVII w. w rejonie dzisiejszych ul. Senatorskiej, Wierzbowej i pl. Teatralnego istniał ufundowany przez królową Marię Kazimierę (stąd nazwa Marywil) kompleks handlowo-usługowy w kształcie pięciokąta z pokojami królewskimi, kaplicą i lokalami łączącymi sklep, magazyn i mieszkanie. Wynajmowano je cudzoziemskim kupcom. Odbywały się też tu tzw. walne jarmarki. Marywil rozebrano w 1825 r. pod budowę Teatru Wielkiego, ale aż do 1840 r. pl. Teatralny nosił nazwę pl. Marywilskiego. Dziś śladem po niegdysiejszym ośrodku handlowym jest odległa od centrum ul. Marywilska. W bliższych nam czasach też się tu handlowało, ale betonem albo samochodami na ulokowanej nieopodal giełdzie samochodowej.

W 2008 r. zapadła decyzja, że właśnie na Marywilską wprowadzą się drobni kupcy - 6 tys. stoisk z przeznaczonego do likwidacji Jarmarku Europa. Ale handlujący tam oczekiwali nie przeprowadzki na odludną Białołękę - wielką (20 ha) działkę przy ul. Marywilskiej po nieczynnej fabryce domów - lecz na 28-hektarowy teren przy ul. Radzymińskiej niedaleko centrum handlowego M1. Ziemię tę obiecała im ekipa PiS, choć mieszkańcy Targówka zebrali kilkadziesiąt tysięcy podpisów przeciwko. Jednak do przyspieszonych wyborów w 2007 r. nikt kupcom ziemi nie przekazał.

Po klęsce PiS nowa władza zdecydowała, że kupcy trafią właśnie do Białołęki. Wiedziała też, że aby realnie myśleć o przenosinach, trzeba wśród kupców znaleźć sojusznika. W tym czasie na Stadionie Dziesięciolecia działało kilka wzajemnie wycinających się kupieckich stowarzyszeń. Ale liczyły się dwa - stowarzyszenie Stadion i Polski Klub Gospodarczy powiązany z Damisem Bogdana Tomaszewskiego, założyciela Jarmarku. Stadion nadal chciał Radzymińskiej, zaś PKG i założona wtedy przez niego spółka Kupiec Warszawski zostały sojusznikiem urzędników obawiających się, że kupcy staną się główną przeszkodą w budowie Stadionu Narodowego i kraj się skompromituje. PKG zgodził się przenieść na Marywilską.

Ale emocji nadal nie brakowało. Zimą i wiosną 2008 r. przez stolicę przetoczyła się fala niepokojów. Była inwazja kupców "stadionowców" na Ministerstwo Sportu czy blokowanie centrum miasta kawalkadą wlokących się samochodów. Nic to nie pomogło - latem 2008 r. na teren fabryki domów wjechały buldożery. Budowa centrum na Marywilskiej rozpoczęła się, a stowarzyszenie Stadion odeszło w niepamięć.

Trzeba ludziom dać coś w zamian

W powstanie centrum zaangażowało się miasto. Współpraca z Kupcem Warszawskim i jego najważniejszymi ludźmi - prezesem Cezarym Bunkiewiczem i Kazimierzem Sekulskim - układała się prawie idealnie. Cel był jasny - zrobić wszystko, by "bez jednego wystrzału" wyprowadzić kupców z Jarmarku Europa. Stąd ułatwienia, na które zgodzili się urzędnicy. Kupiec Warszawski wyprosił na nich m.in. kilkakrotne przedłużenie żywota Jarmarku - likwidację przesuwano z miesiąca na miesiąc (finał ostatecznie nastąpił 1 września 2010 r.). Miasto wyremontowało też ul. Płytową, którą jeździ się od Płochocińskiej do centrum, zbudowało pętlę autobusową i przedłużyło kilka linii autobusowych - 126 i 426, którymi dojeżdża się niemal pod drzwi hal. Wszystko w imię sukcesu drobnych przedsiębiorców i uniknięcia powtórki scenariusza z KDT z 21 lipca 2009 r. Wtedy wkroczenie komornika do hali przy pl. Defilad zakończyło się bitwą kupców i chuliganerii z policją i ochroniarzami.

Wiesław Sikorski, do niedawna dyrektor zarządzającego terenem dawnego targowiska Centralnego Ośrodka Sportu, wspominał w "Gazecie": - Po KDT nauczyliśmy się, że trzeba ludziom dać coś w zamian. Wyrzucenie ich z Jarmarku na bruk oznaczało wojnę. Stąd pomysł na Marywilską 44 i wydzierżawienie ziemi tej spółce.

Oczywiście nie wszyscy się z tym zgadzali. Larum podniosła Białołęka. Perspektywa najazdu tysięcy kupców i klientów budziła grozę mieszkańców. - Każdy z nich ma samochód. Do tego klienci i dostawcy. To około 10 tys. aut dziennie. Gdzie się pomieszczą? - pytała Agnieszka Borowska ze stowarzyszenia Moja Białołęka, które wraz z częścią radnych - w tym z PO - zażądało poszerzenia ul. Płochocińskiej, kręgosłupa dzielnicy.

Miasto stwierdziło, że nie ma pieniędzy na poszerzenie tej ulicy. Obiecało w zamian poszerzyć Marywilską. A PO szybko spacyfikowała niepokornych radnych. Dziś centrum handlowe żyje w zgodzie z mieszkańcami, ufundowało nawet tuje na nowy plac zabaw przy ul. Ruskowy Bród.

Klienci zewsząd

Centrum przy Marywilskiej to dziś sześć wielkich hal o powierzchni 60 tys. m kw. Mieści się w nich 1300 przestronnych pawilonów. Wszystkim zarządza spółka Marywilska 44, której prezesem jest Cezary Bunkiewicz, wspomniany już były szef spółki Kupiec Warszawski, która wybudowała centrum.

- Handluje u nas około 1260 najemców, obłożenie boksów sięga więc 95 proc. Przeniosło się do nas bardzo wielu kupców ze Stadionu. Mają tu o niebo lepsze warunki: ciepło, nie wieje, nie pada, cywilizowany sposób ekspozycji towaru. Parkingi mieszczą 3 tys. samochodów, w weekendy brak miejsc - opowiada Bunkiewicz. - Są też ciągi gastronomiczne, myślimy o rozbudowie o dwie hale. Ale planujemy zaprojektować je inaczej niż handlowe - idziemy w stronę "spędzania czasu", rekreacji. Kino? Teatr? Czemu nie?

Marywilska przyciąga coraz więcej klientów. Z Warszawy, kraju, a nawet z zagranicy.

Anna Kozlowskaja pochodzi z Wilna. Siedzi na ławce z dwiema innymi kobietami w jednej z głównych alei centrum. Wszystkie trzymają kubki z kawą na przebudzenie. Jest godz. 4.30. Anna: - Ja tylko towarzysko, przyjechałam z ciotką autokarem. Ciotka zrobi zakupy i wracamy - tłumaczy. Z Wilna autokar wyruszył o godz. 19. Na Marywilską dotarł o godz. 2 w nocy. - Kupuje się w torby: sweterki, bluzeczki, odzież. Potem się to sprzedaje na rynku w Wilnie. Jeszcze odwiedzimy jakieś centra handlowe, wyjazd po południu, na wieczór jesteśmy w domu. No i ciotka rano na rynek - tłumaczy Anna ze śpiewnym wileńskim akcentem.

Korytarzem idzie pani Elżbieta z wózkiem. - Jestem ze Słupska. Mam sklep odzieżowy i przyjechałam po zaopatrzenie. Brałam towar jeszcze ze Stadionu - tłumaczy i znika w otwartym już pawilonie z bielizną.

W weekendy Marywilską odwiedza ok. 13 tys. osób, w dzień powszedni ok. 7 tys. Wydaje się, że to sukces. A jednak w halach - zamiast atmosfery sukcesu - panuje klimat podejrzliwości wobec zarządu.

Kupiecki ból

Czwartek, godz. 10. Pod biurem zarządu w hali A zbiera się tłum wściekłych kupców. Nad głowami kiwa się transparent: "Precz z Sekulskim". Filmuje lokalna telewizja. Ludzie głośno wyliczają, co nie podoba im się w działalności centrum: nepotyzm, dbanie o własne interesy, działalność na szkodę kupców.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Białołęki
Najnowsze wiadomości z Warszawy