Nie dadzą pieniędzy na Marywilską? Białołęka w szoku

Michał Wojtczuk
15.03.2011 aktualizacja: 2011-03-15 10:09
A A A Drukuj
Zakorkowana ulica Modlińska Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Ulica Modlińska z lotu ptaka
Białołęka w szoku po zapowiedziach cięć inwestycyjnych, które szykuje ratusz. - Przebudowę Marywilskiej przyrzeczono nam przy świadkach! - irytuje się wiceburmistrz dzielnicy. - Nie mamy pieniędzy - rozkładają ręce miejscy urzędnicy.
Przesunięcia w miejskich wydatkach zaplanowano na czwartkowej sesji Rady Warszawy. Wśród inwestycji, które ratusz chce odłożyć na następne lata, znalazło się poszerzenie Marywilskiej i przebudowa jej skrzyżowań. - To jedna z dwóch głównych ulic w tej części Białołęki - przypomina Piotr Smoczyński, wiceburmistrz dzielnicy, członek Platformy Obywatelskiej. - Druga to Modlińska, która służy całemu województwu. Jest tak zakorkowana, że właściwie nie da się na nią wjechać.

Prace na Marywilskiej miały się zacząć w tym roku i skończyć w następnym. Ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz obiecała to dwa lata temu, przekonując lokalnych samorządowców, aby przyjęli kupców przenoszonych spod Stadionu Narodowego. Dziś mają centrum handlowe przy Marywilskiej 44, a ich klienci dodatkowo zagęszczają ruch na tej ulicy. - To nawet nie była obietnica przebudowy, lecz zobowiązanie podjęte przy świadkach. Sam przekonywałem ludzi, by przyjąć kupców. Dałem tej sprawie swoją twarz, tłumacząc m.in., że w zamian dostaniemy szerszą Marywilską, a teraz właśnie odkryliśmy, że ta inwestycja wypada z planów. Nikt nawet nie zadzwonił, nie uprzedził - złości się i przypomina, że wcześniej ratusz wycofał się z przebudowy ul. Płochocińskiej, która też miała być rekompensatą za kupieckie centrum handlowe.

- Sytuacja jest trudna, ale klarowna - mówi Marcin Ochmański z biura prasowego ratusza. Wylicza, że wykup gruntów i przebudowa Marywilskiej to koszt rzędu 130 mln zł, a miasto zarezerwowało na to tylko prawie 50 mln zł. - Miejski budżet jest bardzo napięty, nie mamy skąd wziąć pieniędzy na tę inwestycję. Dlatego musimy ją przesunąć na lata 2015-17. Liczymy na pieniądze z nowego budżetu Unii Europejskiej, te do roku 2014 już są rozdysponowane - przypomina Marcin Ochmański.

- Dla Marywilskiej wydano już decyzję środowiskową. Jeżeli inwestycję odłożymy o pięć lat, trzeba będzie się o nią starać od nowa - przestrzega Robert Chwiałkowski z organizacji Siskom, która popiera rozwój transportu.

- W projekt i uzgodnienia zainwestowano 6 mln zł. Nie wierzę, że znajdą się radni, którzy zagłosują za takim marnotrawstwem - pociesza się wiceburmistrz Smoczyński. Nie ma jednak wsparcia nawet wśród miejskich radnych ze swojej własnej partii. - Nie jest to wiadomość, która mnie ucieszyła. Mam nadzieję, że decyzję da się zmienić, ale wiem, z jakimi problemami finansowymi w mieście się borykamy. Cięcie tej inwestycji to konieczność, a nie czyjeś widzimisię - mówi Dariusz Dolczewski, radny PO wybrany do Rady Warszawy z okręgu obejmującego m.in. Białołękę.

- Nikt nie prześladuje specjalnie Białołęki - zapewnia Ochmański. - Przecież to do tej dzielnicy budujemy most Północny z linią tramwajową, drugą największą inwestycję infrastrukturalną w Warszawie.

- Brak mi słów. Musiałabym użyć tych naprawdę mocnych - denerwuje się Agnieszka Borowska, białołęcka radna PO i prezes stowarzyszenia Moja Białołęka założonego przez mieszkańców wschodniej części dzielnicy. Podkreśla, że wewnątrz jej granic zmieściłyby się: Żoliborz, Wola, Ochota i Mokotów. - Tłumaczyć nam, że przecież jest most Północny, to tak, jakby mieszkańcowi Mokotowa mówić, że nie będzie miał ulicy Puławskiej, ale przecież jest trasa Krasińskiego na Żoliborzu. Białołęka potrzebuje trzykrotnie większych inwestycji niż dzielnice już zurbanizowane i teraz ma jeszcze zostać wycięta tak potrzebna i tak obiecywana przebudowa Marywilskiej? To jakiś dramat! - wybucha.

- Miasto powinno się rozwijać w sposób zrównoważony. Skoro wydawane są pozwolenia na budowę kolejnych osiedli we wschodniej Białołęce, to ten rejon potrzebuje także nowych ulic. Jeżeli ich budowę odsuwa się aż o pięć lat, to świadomie tworzy się slumsy - komentuje Robert Chwiałkowski.

KOMENTARZ

Rozumiem rozgoryczenie mieszkańców Białołęki: skoro ratusz obiecał, powinien dotrzymać słowa, inaczej traci wiarygodność. Problem w tym, że obiecywał dość niefrasobliwie - bardziej niż Marywilska wschodniej Białołęce przydałaby się szersza Płochocińska i kilka innych ulic. Tyle że urzędnicy chcieli mieć święty spokój z kupcami spod Stadionu Dziesięciolecia, których jak najszybciej trzeba było upchnąć gdzieś na peryferiach, i padło na Marywilską. Dopiero teraz ktoś poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że wydawanie setek milionów złotych na wykupywanie gruntów, a potem budowę drugiej jezdni tej ulicy byłoby nieracjonalne. Ratusz wie, że w Warszawie czeka kilka innych inwestycji, które są o wiele pilniejsze, i to na nie chce teraz przesunąć pieniądze (m.in. 25 mln zł na modernizację Modlińskiej czy 65 mln zł na dojazdy do mostu Północnego). Można było jednak wyjść z tego klinczu z twarzą, np. uzgodnić z władzami i mieszkańcami Białołęki, że skoro nie ma pieniędzy na przebudowę Marywilskiej od razu w całości, miasto zacznie tam od usprawnienia przejazdu przez kilka najbardziej zakorkowanych miejsc. Ratusz wolał działać z zaskoczenia i teraz ma za swoje.

Jarosław Osowski

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Białołęki
Najnowsze wiadomości z Warszawy