Czytanie jest sexy
21.06.2011
aktualizacja: 2011-06-21 17:24
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Coraz częściej o książkach wartych przeczytania dowiadujemy się z blogów. Na tym prowadzonym przez Remigiusza Grzelę powstaje "kanon książek najważniejszych". Tworzą go osoby z bardzo różnych środowisk
Dla Andrzeja Łapickiego najważniejsza jest "Lalka". Kasia Adamik wśród swoich typów wymienia ""Wzgórza Błękitnego Snu" Igora Newerly'ego zaznaczając, że "to jeszcze kiedyś może jej się uda nakręcić". W piątce Mariusza Szczygła jest m.in. "Papuga Flauberta" za "zachwycająco nietradycyjne podejście do biografii". Dla Henryki Krzywonos te najważniejsze to "Pokój na Poddaszu" i "Pięć lat kacetu", a u Jolanty Dylewskiej są m.in. "Opowiadania" Czechowa, bo "dzięki nim odkryła, że szczęście to po prostu brak nieszczęścia".
Rozmowa z Remigiuszem Grzelą, dziennikarzem, blogerem i autorem książek
Beata Kęczkowska: Na twoim blogu powstaje kanon książek. Swoje typy pięciu wyjątkowych, najważniejszych tytułów przedstawiło ci już całkiem sporo osób.
Remigiusz Grzela: Jestem trochę pozytywistą - uważam, że każdy powinien robić coś wokół siebie. Nie należy tylko narzekać i czekać, aż się samo zmieni. Skoro nie pisze się wystarczająco dużo o książkach w prasie, brakuje programów o literaturze, a na reformę telewizji publicznej ciągle czekamy, to postanowiłem, że zrobię taką małą rzecz, drobiazg, który może posłużyć innym. Książki są dla mnie sensem życia, kłócę się o nie, zachwycam się nimi, chcę się nimi dzielić. Poprosiłem więc znajomych - bliższych, dalszych - aby napisali mi o pięciu najważniejszych dla nich książkach. W tym gronie są ludzie z bardzo różnych środowisk: jest inżynier telekomunikacji, nauczycielka, pielęgniarka, rabin, są pisarze i poeci, reżyserzy, kompozytor, jest też pan Andrzej Łapicki, którego nie znam osobiście, ale też poprosiłem o udział. Oczywiście jest to grono wyjątkowe, bo czytające dużo książek, ale ten kanon nie trafia wyłącznie do osób, które go tworzą. Mój blog ma bardzo różnych czytelników.
Czy coś ciebie zaskoczyło?
- Spostrzegłem, że dzięki każdej z tych propozycji i ich uzasadnieniom dowiaduję się też czegoś o ludziach, którzy tych wyborów dokonali. Nie bez powodu trafia się w życiu na pewne książki. Henryka Krzywonos wymienia na przykład "Pokój na poddaszu" Wandy Wasilewskiej i pisze: "Jest to książka, która przypominała trochę moje dzieciństwo. Wtedy myślałam sobie, że nie jestem sama na tym świecie, co ma tak źle. Są inne dzieci, które mają gorzej, bo ich mama umiera". Anna Łojewska, autorka "Pamiętnika z dekady bezdomności", która z powodu życiowych okoliczności straciła dach nad głową na lata, opowiedziała o książce "Możesz uzdrowić swoje życie" - którą dzisiaj odradza i uznaje za infantylną, ale wtedy dzięki niej była w stanie na przykład do kogoś obcego się uśmiechnąć. Aktorka Zofia Czerwińska zaproponowała "Psy. Ludzie. Zwierzęta" Stanisława Głąbińskiego. Nagle okazywało się, że książki mówią o ludziach, którzy je czytali.
Kanon ma też funkcję bardzo użytkową.
To znaczy?
- Można trafić na książkę, która i nasze życie odmieni. Oczywiście bodaj najczęściej wymieniane są "Dzieci z Bullerbyn" i "Czarodziejska góra", ale zdarzają się też rzeczy nieprzewidywalne, nieznane - albo mało znane, a po które warto sięgnąć. Albo jeszcze inaczej: na przykład Mariusz Szczygieł pisze: Ota Pavel i "Śmierć pięknych saren", a w uzasadnieniu dodaje, że to "najbardziej antydepresyjna książka świata". Skoro "Śmierć pięknych saren" pomaga Szczygłowi, to dlaczego mnie ma nie pomóc?
Ty wśród swoich najważniejszych książek wymieniasz między innymi "Muminki".
- To są książki, na których się wychowałem, które uruchamiały moje myślenie, zaszczepiły we mnie specyficzną filozofię, jaką autorka w nich przemyciła. W 1996 roku pojechałem na stypendium do Helsinek. Odbyłem wówczas podróż tropem Muminków przez Finlandię. Tove Jansson była już w nie najlepszej formie, ukrywała się przed światem. Próbowałem zdobyć jej adres przez jej wydawcę, ale to się nie udawało. Zwiedzałem wyspy alandzkie, na jednej z nich przewodniczka opowiadała historię Tove i jej partnerki Tuulikki Pietilä. Wtedy przyszło mi do głowy, żeby w książce telefonicznej zamiast Tove Jansson poszukać nazwiska jej partnerki. Było. Zadzwoniłem, odebrała Tove Jansson. Wymieniliśmy się paroma listami, udało mi się też z nią spotkać; początkowo miałem nawet nadzieję, że zrobię z nią wywiad. Jej stan zdrowia już na to, niestety, nie pozwalał. Wróciłem do Polski, korespondowaliśmy. W jednym z ostatnich listów, już na krótko przed jej śmiercią, dziękując za życzenia noworoczne, napisała mi, że najlepsze życzenia, jakie ktoś by mógł jej złożyć, to takie, żeby wróciła do pisania.
Bardzo cenię sobie także opowiadanie Kafki "Wyrok". Ono bodaj najwięcej z wszystkich jego książek mówi o trudnej relacji: ojciec - syn. To w nim ojciec mówi do syna: "Skazuję cię na śmierć przez utopienie"; zaledwie parę stron, ale ukochałem je sobie wyjątkowo.
Kolejna ważna dla mnie książka to "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall. W niej jak w żadnej innej książce widzimy, że z rozmowy możemy się nie tylko czegoś dowiadywać, ale że ta rozmowa może mieć wyjątkową, piękną literacką formę. Śmiało mogę powiedzieć, że te książki mnie zmieniły, miały wpływ na moje życie.
Pamiętam, jak kiedyś na swoim blogu z zachwytem pisałeś o "...mój diabeł stróż". Wtedy kupiłam tę książkę w antykwariacie, teraz ten tytuł będzie wznowiony.
- To w naszej literaturze rzecz niespotykana, tom zupełnie niezwykłej korespondencji między Andrzejem Czajkowskim a Haliną Sander. On to postać znana - pianista, kompozytor, poeta. Jednego z jego wierszy użył niedawno w "(A)pollonii" Krzysztof Warlikowski. Związek między Czajkowskim a Sander był niezwykły. On był homoseksualistą, który próbuje wejść i nie wejść w związek z kobietą. Związek miłości i nienawiści. Chcą być razem i nie chcą być razem. On chce mieć z nią dziecko, ale nie chce mieć z nią dziecka. Wracają do siebie i od siebie odchodzą. I nie sposób się od tych ich listów oderwać. Napisałem o tej lekturze na swoim blogu; jakiś czas później, po jednym ze spotkań, jakie prowadziłem w "Gazecie Wyborczej", pani Halina Sander, czyli Anita Janowska - bo dzisiaj ujawnia już swoje nazwisko - podeszła do mnie, przedstawiła się i podarowała mi egzemplarze swojej książki. Rozdałem je różnym znajomym, uważając, że jest to lektura konieczna. Licząc, że podobnie jak dla mnie będzie ona odkryciem. Cieszę się, że książka zostanie wznowiona.
Zauważyłam, że twoi respondenci, współtwórcy kanonu książek, częściej wymieniają literaturę obcą niż naszą.
- Bo my chyba za mało promujemy nasze książki. Zwróć uwagę, że sami wydawcy często rozkładają ręce, pytając, co możemy zrobić, żeby wypromować jakiegoś autora i jego książkę. Ciekawą platformą wydają mi się blogi - prowadzą je często ludzie, którzy nie są przecież zawodowymi krytykami, a piszą o literaturze z miłości do niej. Sam wchodzę na kilka takich blogów. Ten kanał jest niezwykle dostępny i bardzo prosty. Kolejna znakomita idea to dyskusyjne kluby książki. Przy kawie spotyka się kilkoro osób i rozmawia o jednym tytule. To bardzo wartościowe, zwłaszcza w małych społecznościach, rozwija nawyk czytania i umiejętność rozmawiania o literaturze. Ciągle jednak literatura istnieje w bardzo wąskim obiegu. Trzeba więc krok po kroku przekonywać, że czytanie jest sexy i polecać sobie książki wszędzie tam gdzie to możliwe.
Rozmowa z Remigiuszem Grzelą, dziennikarzem, blogerem i autorem książek
Beata Kęczkowska: Na twoim blogu powstaje kanon książek. Swoje typy pięciu wyjątkowych, najważniejszych tytułów przedstawiło ci już całkiem sporo osób.
Remigiusz Grzela: Jestem trochę pozytywistą - uważam, że każdy powinien robić coś wokół siebie. Nie należy tylko narzekać i czekać, aż się samo zmieni. Skoro nie pisze się wystarczająco dużo o książkach w prasie, brakuje programów o literaturze, a na reformę telewizji publicznej ciągle czekamy, to postanowiłem, że zrobię taką małą rzecz, drobiazg, który może posłużyć innym. Książki są dla mnie sensem życia, kłócę się o nie, zachwycam się nimi, chcę się nimi dzielić. Poprosiłem więc znajomych - bliższych, dalszych - aby napisali mi o pięciu najważniejszych dla nich książkach. W tym gronie są ludzie z bardzo różnych środowisk: jest inżynier telekomunikacji, nauczycielka, pielęgniarka, rabin, są pisarze i poeci, reżyserzy, kompozytor, jest też pan Andrzej Łapicki, którego nie znam osobiście, ale też poprosiłem o udział. Oczywiście jest to grono wyjątkowe, bo czytające dużo książek, ale ten kanon nie trafia wyłącznie do osób, które go tworzą. Mój blog ma bardzo różnych czytelników.
Czy coś ciebie zaskoczyło?
- Spostrzegłem, że dzięki każdej z tych propozycji i ich uzasadnieniom dowiaduję się też czegoś o ludziach, którzy tych wyborów dokonali. Nie bez powodu trafia się w życiu na pewne książki. Henryka Krzywonos wymienia na przykład "Pokój na poddaszu" Wandy Wasilewskiej i pisze: "Jest to książka, która przypominała trochę moje dzieciństwo. Wtedy myślałam sobie, że nie jestem sama na tym świecie, co ma tak źle. Są inne dzieci, które mają gorzej, bo ich mama umiera". Anna Łojewska, autorka "Pamiętnika z dekady bezdomności", która z powodu życiowych okoliczności straciła dach nad głową na lata, opowiedziała o książce "Możesz uzdrowić swoje życie" - którą dzisiaj odradza i uznaje za infantylną, ale wtedy dzięki niej była w stanie na przykład do kogoś obcego się uśmiechnąć. Aktorka Zofia Czerwińska zaproponowała "Psy. Ludzie. Zwierzęta" Stanisława Głąbińskiego. Nagle okazywało się, że książki mówią o ludziach, którzy je czytali.
Kanon ma też funkcję bardzo użytkową.
To znaczy?
- Można trafić na książkę, która i nasze życie odmieni. Oczywiście bodaj najczęściej wymieniane są "Dzieci z Bullerbyn" i "Czarodziejska góra", ale zdarzają się też rzeczy nieprzewidywalne, nieznane - albo mało znane, a po które warto sięgnąć. Albo jeszcze inaczej: na przykład Mariusz Szczygieł pisze: Ota Pavel i "Śmierć pięknych saren", a w uzasadnieniu dodaje, że to "najbardziej antydepresyjna książka świata". Skoro "Śmierć pięknych saren" pomaga Szczygłowi, to dlaczego mnie ma nie pomóc?
Ty wśród swoich najważniejszych książek wymieniasz między innymi "Muminki".
- To są książki, na których się wychowałem, które uruchamiały moje myślenie, zaszczepiły we mnie specyficzną filozofię, jaką autorka w nich przemyciła. W 1996 roku pojechałem na stypendium do Helsinek. Odbyłem wówczas podróż tropem Muminków przez Finlandię. Tove Jansson była już w nie najlepszej formie, ukrywała się przed światem. Próbowałem zdobyć jej adres przez jej wydawcę, ale to się nie udawało. Zwiedzałem wyspy alandzkie, na jednej z nich przewodniczka opowiadała historię Tove i jej partnerki Tuulikki Pietilä. Wtedy przyszło mi do głowy, żeby w książce telefonicznej zamiast Tove Jansson poszukać nazwiska jej partnerki. Było. Zadzwoniłem, odebrała Tove Jansson. Wymieniliśmy się paroma listami, udało mi się też z nią spotkać; początkowo miałem nawet nadzieję, że zrobię z nią wywiad. Jej stan zdrowia już na to, niestety, nie pozwalał. Wróciłem do Polski, korespondowaliśmy. W jednym z ostatnich listów, już na krótko przed jej śmiercią, dziękując za życzenia noworoczne, napisała mi, że najlepsze życzenia, jakie ktoś by mógł jej złożyć, to takie, żeby wróciła do pisania.
Bardzo cenię sobie także opowiadanie Kafki "Wyrok". Ono bodaj najwięcej z wszystkich jego książek mówi o trudnej relacji: ojciec - syn. To w nim ojciec mówi do syna: "Skazuję cię na śmierć przez utopienie"; zaledwie parę stron, ale ukochałem je sobie wyjątkowo.
Kolejna ważna dla mnie książka to "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall. W niej jak w żadnej innej książce widzimy, że z rozmowy możemy się nie tylko czegoś dowiadywać, ale że ta rozmowa może mieć wyjątkową, piękną literacką formę. Śmiało mogę powiedzieć, że te książki mnie zmieniły, miały wpływ na moje życie.
Pamiętam, jak kiedyś na swoim blogu z zachwytem pisałeś o "...mój diabeł stróż". Wtedy kupiłam tę książkę w antykwariacie, teraz ten tytuł będzie wznowiony.
- To w naszej literaturze rzecz niespotykana, tom zupełnie niezwykłej korespondencji między Andrzejem Czajkowskim a Haliną Sander. On to postać znana - pianista, kompozytor, poeta. Jednego z jego wierszy użył niedawno w "(A)pollonii" Krzysztof Warlikowski. Związek między Czajkowskim a Sander był niezwykły. On był homoseksualistą, który próbuje wejść i nie wejść w związek z kobietą. Związek miłości i nienawiści. Chcą być razem i nie chcą być razem. On chce mieć z nią dziecko, ale nie chce mieć z nią dziecka. Wracają do siebie i od siebie odchodzą. I nie sposób się od tych ich listów oderwać. Napisałem o tej lekturze na swoim blogu; jakiś czas później, po jednym ze spotkań, jakie prowadziłem w "Gazecie Wyborczej", pani Halina Sander, czyli Anita Janowska - bo dzisiaj ujawnia już swoje nazwisko - podeszła do mnie, przedstawiła się i podarowała mi egzemplarze swojej książki. Rozdałem je różnym znajomym, uważając, że jest to lektura konieczna. Licząc, że podobnie jak dla mnie będzie ona odkryciem. Cieszę się, że książka zostanie wznowiona.
Zauważyłam, że twoi respondenci, współtwórcy kanonu książek, częściej wymieniają literaturę obcą niż naszą.
- Bo my chyba za mało promujemy nasze książki. Zwróć uwagę, że sami wydawcy często rozkładają ręce, pytając, co możemy zrobić, żeby wypromować jakiegoś autora i jego książkę. Ciekawą platformą wydają mi się blogi - prowadzą je często ludzie, którzy nie są przecież zawodowymi krytykami, a piszą o literaturze z miłości do niej. Sam wchodzę na kilka takich blogów. Ten kanał jest niezwykle dostępny i bardzo prosty. Kolejna znakomita idea to dyskusyjne kluby książki. Przy kawie spotyka się kilkoro osób i rozmawia o jednym tytule. To bardzo wartościowe, zwłaszcza w małych społecznościach, rozwija nawyk czytania i umiejętność rozmawiania o literaturze. Ciągle jednak literatura istnieje w bardzo wąskim obiegu. Trzeba więc krok po kroku przekonywać, że czytanie jest sexy i polecać sobie książki wszędzie tam gdzie to możliwe.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Koniec Woli i cud na Zachodnim czyli jak to robi PKP
- Rozbiorą bazar. Znikną budy, ale handel pozostanie
- Stop drogom przez grodzone osiedla. Pierwsza próba sił
- Oszukaj złodzieja. Ruszyła akcja znakowania rowerów
- Najnowszy film z lotniska w Modlinie! Amerykański styl
- Ulica Mandelsztama w Warszawie. "Pierwsza na świecie"
- Pokonali trasę z 1942 roku. Uczcili skazanych na śmierć
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Cicha noc na A2
- Miasto ma tysiące pustych mieszkań. A lokatorzy czekają
- Muzeum zbankrutowało. "Noc muzeów" będzie ostatnią?
- Zobacz najdroższe mieszkania w W-wie. A jaki widok!


