Chopin bez fortepianu

Roman Pawłowski
27.06.2011 aktualizacja: 2011-06-26 16:44
A A A Drukuj
Fortepian z czasów Chopina na ekspozycji w Żelazowej Woli Fot. Franciszek Mazur / Agencja
Kronika Wypadków Kulturalnych
ZOBACZ TAKŻE
Pamiętacie zeszłoroczne Najdłuższe Urodziny Chopina? 170-godzinny maraton muzyczny, który wymyśliła aktorka Edyta Duda-Olechowska, a zorganizowało Stowarzyszenie Mieszkańców Ulicy Smolnej, był jedną z niewielu rzeczywiście otwartych, demokratycznych imprez Roku Chopinowskiego. Na przełomie lutego i marca w Domu Polonii wystąpiło kilkuset pianistów z całego kraju - studentów szkół muzycznych i pianistów amatorów - obok międzynarodowych gwiazd. Atmosfera przypominała londyńskie Promsy - ludzie koczowali na Krakowskim dzień i noc. W sumie przez koncerty przewinęło się 30 tys. widzów, a dwa razy tyle słuchało transmisji w internecie.

Organizatorzy, zachęceni sukcesem, postanowili powtórzyć imprezę w tym roku w kościele Wizytek. Problemem okazał się brak dobrego instrumentu. Przed rokiem wypożyczyli fortepian od prywatnej firmy, teraz zwrócili się o pomoc do Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Liczyli naiwnie, że instytucja, której zadaniem jest propagowanie muzyki wielkiego kompozytora, z radością wesprze serię urodzinowych koncertów, zwłaszcza że przypadkiem posiada kilkanaście instrumentów kupionych specjalnie na Konkurs Chopinowski. Usłyszeli: "nie". NIFC uzasadnił, że fortepianu nie pożyczy, bo instrument może ulec zniszczeniu. Ostatecznie pianiści zagrali na instrumencie z Mazowieckiego Centrum Kultury.

O urodzinowych problemach z fortepianem opowiedział Jarosław Chołodecki ze Stowarzyszenia Mieszkańców Ulicy Smolnej podczas debaty w ResPublice Nowej, poświęconej Europejskiej Stolicy Kultury. Jeśli ktoś szukał przyczyn porażki Warszawy w tym wyścigu, to właśnie znalazł jedną z nich. Publiczne instytucje kultury zamiast współpracować z organizacjami obywatelskimi, traktują je jak intruzów, którzy wchodzą na zarezerwowane dla nich pole. Warszawska kultura coraz bardziej przypomina ogród, w którym pod każdym drzewem siedzi warczący pies i gryzie każdego, kto chciałby się zbliżyć. Takim psem ogrodnika obok NIFC jest Sinfonia Varsovia, która zazdrośnie strzeże oddanego jej kompleksu Instytutu Weterynarii na Pradze i nie wpuszcza tam inicjatyw obywatelskich. Wcześniejsze deklaracje miasta, że instytut będzie "wielodyscyplinarnym centrum kultury, otwartym dla organizacji pozarządowych" okazały się ściemą. Tymczasem to właśnie dzięki NGO-som kultura w stolicy kwitnie, to ze środowisk obywatelskich wychodzą najciekawsze inicjatywy i pomysły. Problem w tym, że nie mają zaplecza, aby realizować swoje pomysły. Bez wsparcia instytucji są skazane na wieczną partyzantkę, a Warszawa - na instytucjonalną monokulturę.

Swoją drogą bardzo mi się podoba idea, aby trzymać fortepian z dala od pianistów, bo mogą go zniszczyć. Proponuję, aby NIFC czym prędzej pozakładał kłódki na swoje cenne instrumenty, aby przypadkiem nie dostały się w ręce takich wandali, jak Andrzej Jagodziński, Lena Ledoff czy Paweł Wakarecy. Klucze dla pewności dyrektor NIFC może trzymać na szyi.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy