Same robią kolczyki: z kabli, pestek. Da się zarobić?
01.01.2012
aktualizacja: 2011-12-30 21:00
Wszystko się nada: kawałki kabli, klawisze, bebechy komputera, pestki z jabłka, kamienie, kora cynamonu. Zrobiłam nawet kolczyki z "Gazety Wyborczej" - pocięłam ją na długie paski, zwinęłam w rulony, pomalowałam lakierem i już
Początek
Zosia Ratnayake (z wykształcenia ekonomistka (niedoszła), prywatnie mama. Najpierw z pasji, potem także z zawodu twórczyni filcowej biżuterii, ubrań i dodatków. Mieszka i pracuje na Pradze): - 16 lat temu wyszłam za mąż, urodziłam dzieci i przeprowadziłam się z Gdańska do Warszawy. Zaczęłam szukać pracy w zawodzie (studiowałam ekonomię), ale po pierwsze, okazało się, że wcale nie jest z tym różowo, po drugie, chciałam mieć trochę czasu dla dzieci. Wzięłam się do rękodzieła. Na początku był decoupage, pięć lat temu odkryłam filc. Zobaczyłam w internecie zdjęcia i postanowiłam spróbować.
Jolanta Nowak (studiowała dziennikarstwo, politykę społeczną i wielokulturowość. Jest dziennikarką, po pracy robi kolczyki. Mieszka w Wołominie): - Zaczęło się dwa lata temu: szukałam kolczyków pasujących do sukienki, którą chciałam założyć na wesele koleżanki. Miały być duże, ciężkie i ozdobne, bo sukienka była prosta. Nie mogłam znaleźć niczego odpowiedniego, więc postanowiłam, że zrobię je sama.
Weronika Wacławska (absolwentka resocjalizacji, z zawodu menedżerka ds. innowacji i pomysłów w firmie szkoleniowej, z zamiłowania - twórczyni biżuterii. Mieszka na Mokotowie): - Nie noszę biżuterii, ale bardzo lubię dawać prezenty. Zawsze chciałam, żeby były oryginalne, wyjątkowe. Gdybym piekła, mogłyby to być ciasta. Ale nie piekę. Jeszcze na studiach dostałam pracę w sklepie z koralikami. Przychodziły tam kobiety w różnym wieku i bez względu na to, czy miały 20, czy 60 lat, oczy im się świeciły. Chciałam je zrozumieć, umieć doradzić, więc sama zaczęłam robić biżuterię. To nie jest bardzo trudne, ale trzeba mieć cierpliwość w rękach.
Próby
Zosia: - Można filcować na mokro albo na sucho. Ktoś mi powiedział, że ta druga metoda jest łatwiejsza. Wzięłam białą wełnę, igłę i zabrałam się do pracy. Tak się zawzięłam, że pod koniec ta wełna była czerwona od krwi. Na jakiś czas filc poszedł więc w odstawkę. Ale potem było już lepiej. Za drugim podejściem zrobiłam podstawki pod kubki, które są w domu w użyciu do tej pory.
Jolanta: - Używałam zwykłych kombinerek. Dopiero później poczytałam w internecie o robieniu biżuterii i dowiedziałam się, że są do tego specjalne narzędzia, którymi można np. wygiąć drut w ładną, okrągłą pętelkę. Celowo nie poszłam na żaden kurs. Nie chciałam, żeby coś ograniczało moją wyobraźnię. Pierwsze pary kolczyków powstały z mojej starej biżuterii. Potem dziewczyny z pracy dowiedziały się o moim hobby i zaczęły przynosić mi kolczyki bez pary albo urwane łańcuszki.
Weronika: - Na początku robiłam biżuterię z gotowych koralików, kamieni półszlachetnych i ceramicznych, elementów metalowych. Potem zaczęłam kombinować. Wszystko może być materiałem: muszelki, orzechy, pestki z jabłka, makaron, listki, piórka. Wykorzystywałam kawałki kabli, klawisze, bebechy komputera, deski, kamienie. Wplatałam też między kamienie i koraliki kawałki kory cynamonu - okazało się, że cieszy się to sporą popularnością. Zrobiłam nawet kolczyki z „Gazety Wyborczej” - wycięłam z papieru długie, zwężające się paski, zwinęłam w rulony, pomalowałam lakierem i już.
Proces
Jolanta: - Najważniejsza jest wena. Zanim siądę do pracy, otwieram moje pudełka. Amelia (ta z filmu) lubiła zanurzać rękę w ziarnach, a ja lubię dotykać koraliki - jedne są gładkie, inne matowe. I tak się zaczyna. Siedzę w moim pokoju w takiej pozycji jak na hamaku - schylona głowa, podkurczone nogi, a na brzuchu taca - jak mi wypadnie jakiś mały element, nie muszę szukać. Nigdy nie rysuję wzorów, działam spontanicznie. Najwięcej czasu zajmuje mi szukanie pomysłu. Czasem trwa to kilka godzin, a samo robienie kolczyków - kilkanaście minut.
Zosia: - Zanim zacznę pracę, w głowie musi coś kliknąć. Żebym, siadając do pracy, wiedziała, co chcę zrobić. Jak już mam pomysł, mogę nawet na bosaka pójść do pracowni, która jest w mieszkaniu obok. Czasem filcuję też na kuchennym stole. Pracuję dwie-trzy godzinny dziennie. Czasem zaczynam, jak dzieci wyjdą do szkoły i mam chwilę spokoju. Kiedy indziej zabieram się do tego wieczorem i pracuję pół nocy. Mam ten komfort, że potem w dzień mogę odespać.
Weronika: - Biżuterię robię na starej drewnianej stolnicy. Kiedyś służyła mi do robienia latawców. Jest bardzo praktyczna - ma boki i dzięki temu korale z niej nie lecą. Do tego obowiązkowo musi być muzyka i świeczka, żeby był ładny zapach. Zaczynam późno, około 23, i siedzę tak przez trzy-cztery godziny. Każdą zrobioną rzecz fotografuję, żeby mieć wzornik. Potem ktoś może sobie zamówić podobną rzecz. Ale nie taką samą, bo nigdy nie robię niczego dwa razy.
Pieniądze
Zosia: - Najpierw sama próbowałam sprzedawać to, co zrobię. Teraz wstawiam do galerii i mam spokój. Czy są z tego pieniądze? Owszem, choć raczej ciężko byłoby się z tego utrzymać. Z drugiej strony może gdybym pracowała więcej
Jolanta: - Kolczyków nie sprzedaję, czego moi znajomi nie rozumieją. Na wakacjach w Turcji i Tunezji turyści zaczepiali mnie, żeby zapytać, gdzie kupiłam biżuterię. Gdy dowiadywali się, że sama zrobiłam, był zachwyt, a potem rozczarowanie, bo nie chciałam jej sprzedać. Bardzo się dziwili. Żyjemy w takich czasach, że wszędzie widzi się biznes. Myślałam parę razy, żeby założyć firmę, ale musiałabym robić to samo w wielu egzemplarzach, a wtedy straciłyby swój wyjątkowy charakter. Parę razy stałam nawet przed sklepem indyjskim - chciałam wejść i poprosić, żeby wstawili moje kolczyki na próbę, żeby się przekonać, czy ktoś to kupi. Ale zaraz potem myślałam: A jak kupi? Będę musiała zrobić następne i pasja stanie się pracą.
Weronika: - Niewiele rzeczy sprzedaję. Większość biżuterii rozdaję jako prezenty. Czasem ktoś do mnie wpadnie i coś kupi albo tak jak ostatnio - znajomi zaprosili mnie na imprezę i powiedzieli, żebym zabrała biżuterię. Sprzedałam kilka sztuk. Z jednej strony to łechce, że ktoś nie tylko chwali i chce w tym chodzić, ale jest gotowy za to zapłacić. Z drugiej - zdobyte w ten sposób pieniądze przydają się na zakup materiałów. Znam dziewczyny, które rozprowadzają biżuterię w biurach i sprzedają jej mnóstwo. Ja tak nie umiem. Nie nadaję się na swojego menedżera.
Pasja
Zosia: - Jest takie chińskie przysłowie, że człowiek, który robi to, co lubi, nie przepracuje ani jednego dnia. Ja mam to szczęście. Największego kopa daje mi jednak prowadzenie kursów filcowania. To one dają mi energię. Opowiadam np., jak robiłam filcowy gorset, bo moja przyjaciółka wymyśliła sobie, że tak ubierze się na wesele znajomej.
Weronika: - Chciałabym w przyszłości żyć tylko z robienia biżuterii, ale nie wiem, czy dałabym radę. ZUS-y, faktury, podatki - to by zabiło trzy czwarte przyjemności. Na wszelki wypadek mam obmyśloną swoją markę - Jewellery Lab. W logo koniecznie musi być czarny kot, bo każda czarownica ma swojego kota. A w robieniu biżuterii jest coś z bycia czarownicą, tylko zamiast kociołków masz puszki z koralikami. W idealnej wizji na dworze powinno być zimno, w domu ciepło, a w nogach powinien spać kot. Gdy robię naszyjniki, staram się, żeby w mieszkaniu panował taki nastrój. Kota na razie mam tylko wytatuowanego na nadgarstku.
Jolanta: - Robienie kolczyków bardzo mnie relaksuje. W pracy ciągle muszę z kimś się spotykać, rozmawiać, a jak robię kolczyki, wszyscy dają mi spokój. I ja sama daję sobie spokój. O niczym nie myślę. Uczę się koncentracji, muszę się pilnować, żeby nic nie zepsuć. Nigdy nie miałam sportowych zainteresowań, ale myślę, że jeśli ktoś wstaje o 6 rano, żeby biegać, poświęca na to swój sen i wolny czas, to musi być pasja. Z kolczykami jest podobnie.
Zosia Ratnayake (z wykształcenia ekonomistka (niedoszła), prywatnie mama. Najpierw z pasji, potem także z zawodu twórczyni filcowej biżuterii, ubrań i dodatków. Mieszka i pracuje na Pradze): - 16 lat temu wyszłam za mąż, urodziłam dzieci i przeprowadziłam się z Gdańska do Warszawy. Zaczęłam szukać pracy w zawodzie (studiowałam ekonomię), ale po pierwsze, okazało się, że wcale nie jest z tym różowo, po drugie, chciałam mieć trochę czasu dla dzieci. Wzięłam się do rękodzieła. Na początku był decoupage, pięć lat temu odkryłam filc. Zobaczyłam w internecie zdjęcia i postanowiłam spróbować.
Jolanta Nowak (studiowała dziennikarstwo, politykę społeczną i wielokulturowość. Jest dziennikarką, po pracy robi kolczyki. Mieszka w Wołominie): - Zaczęło się dwa lata temu: szukałam kolczyków pasujących do sukienki, którą chciałam założyć na wesele koleżanki. Miały być duże, ciężkie i ozdobne, bo sukienka była prosta. Nie mogłam znaleźć niczego odpowiedniego, więc postanowiłam, że zrobię je sama.
Weronika Wacławska (absolwentka resocjalizacji, z zawodu menedżerka ds. innowacji i pomysłów w firmie szkoleniowej, z zamiłowania - twórczyni biżuterii. Mieszka na Mokotowie): - Nie noszę biżuterii, ale bardzo lubię dawać prezenty. Zawsze chciałam, żeby były oryginalne, wyjątkowe. Gdybym piekła, mogłyby to być ciasta. Ale nie piekę. Jeszcze na studiach dostałam pracę w sklepie z koralikami. Przychodziły tam kobiety w różnym wieku i bez względu na to, czy miały 20, czy 60 lat, oczy im się świeciły. Chciałam je zrozumieć, umieć doradzić, więc sama zaczęłam robić biżuterię. To nie jest bardzo trudne, ale trzeba mieć cierpliwość w rękach.
Próby
Zosia: - Można filcować na mokro albo na sucho. Ktoś mi powiedział, że ta druga metoda jest łatwiejsza. Wzięłam białą wełnę, igłę i zabrałam się do pracy. Tak się zawzięłam, że pod koniec ta wełna była czerwona od krwi. Na jakiś czas filc poszedł więc w odstawkę. Ale potem było już lepiej. Za drugim podejściem zrobiłam podstawki pod kubki, które są w domu w użyciu do tej pory.
Jolanta: - Używałam zwykłych kombinerek. Dopiero później poczytałam w internecie o robieniu biżuterii i dowiedziałam się, że są do tego specjalne narzędzia, którymi można np. wygiąć drut w ładną, okrągłą pętelkę. Celowo nie poszłam na żaden kurs. Nie chciałam, żeby coś ograniczało moją wyobraźnię. Pierwsze pary kolczyków powstały z mojej starej biżuterii. Potem dziewczyny z pracy dowiedziały się o moim hobby i zaczęły przynosić mi kolczyki bez pary albo urwane łańcuszki.
Weronika: - Na początku robiłam biżuterię z gotowych koralików, kamieni półszlachetnych i ceramicznych, elementów metalowych. Potem zaczęłam kombinować. Wszystko może być materiałem: muszelki, orzechy, pestki z jabłka, makaron, listki, piórka. Wykorzystywałam kawałki kabli, klawisze, bebechy komputera, deski, kamienie. Wplatałam też między kamienie i koraliki kawałki kory cynamonu - okazało się, że cieszy się to sporą popularnością. Zrobiłam nawet kolczyki z „Gazety Wyborczej” - wycięłam z papieru długie, zwężające się paski, zwinęłam w rulony, pomalowałam lakierem i już.
Proces
Jolanta: - Najważniejsza jest wena. Zanim siądę do pracy, otwieram moje pudełka. Amelia (ta z filmu) lubiła zanurzać rękę w ziarnach, a ja lubię dotykać koraliki - jedne są gładkie, inne matowe. I tak się zaczyna. Siedzę w moim pokoju w takiej pozycji jak na hamaku - schylona głowa, podkurczone nogi, a na brzuchu taca - jak mi wypadnie jakiś mały element, nie muszę szukać. Nigdy nie rysuję wzorów, działam spontanicznie. Najwięcej czasu zajmuje mi szukanie pomysłu. Czasem trwa to kilka godzin, a samo robienie kolczyków - kilkanaście minut.
Zosia: - Zanim zacznę pracę, w głowie musi coś kliknąć. Żebym, siadając do pracy, wiedziała, co chcę zrobić. Jak już mam pomysł, mogę nawet na bosaka pójść do pracowni, która jest w mieszkaniu obok. Czasem filcuję też na kuchennym stole. Pracuję dwie-trzy godzinny dziennie. Czasem zaczynam, jak dzieci wyjdą do szkoły i mam chwilę spokoju. Kiedy indziej zabieram się do tego wieczorem i pracuję pół nocy. Mam ten komfort, że potem w dzień mogę odespać.
Weronika: - Biżuterię robię na starej drewnianej stolnicy. Kiedyś służyła mi do robienia latawców. Jest bardzo praktyczna - ma boki i dzięki temu korale z niej nie lecą. Do tego obowiązkowo musi być muzyka i świeczka, żeby był ładny zapach. Zaczynam późno, około 23, i siedzę tak przez trzy-cztery godziny. Każdą zrobioną rzecz fotografuję, żeby mieć wzornik. Potem ktoś może sobie zamówić podobną rzecz. Ale nie taką samą, bo nigdy nie robię niczego dwa razy.
Pieniądze
Zosia: - Najpierw sama próbowałam sprzedawać to, co zrobię. Teraz wstawiam do galerii i mam spokój. Czy są z tego pieniądze? Owszem, choć raczej ciężko byłoby się z tego utrzymać. Z drugiej strony może gdybym pracowała więcej
Jolanta: - Kolczyków nie sprzedaję, czego moi znajomi nie rozumieją. Na wakacjach w Turcji i Tunezji turyści zaczepiali mnie, żeby zapytać, gdzie kupiłam biżuterię. Gdy dowiadywali się, że sama zrobiłam, był zachwyt, a potem rozczarowanie, bo nie chciałam jej sprzedać. Bardzo się dziwili. Żyjemy w takich czasach, że wszędzie widzi się biznes. Myślałam parę razy, żeby założyć firmę, ale musiałabym robić to samo w wielu egzemplarzach, a wtedy straciłyby swój wyjątkowy charakter. Parę razy stałam nawet przed sklepem indyjskim - chciałam wejść i poprosić, żeby wstawili moje kolczyki na próbę, żeby się przekonać, czy ktoś to kupi. Ale zaraz potem myślałam: A jak kupi? Będę musiała zrobić następne i pasja stanie się pracą.
Weronika: - Niewiele rzeczy sprzedaję. Większość biżuterii rozdaję jako prezenty. Czasem ktoś do mnie wpadnie i coś kupi albo tak jak ostatnio - znajomi zaprosili mnie na imprezę i powiedzieli, żebym zabrała biżuterię. Sprzedałam kilka sztuk. Z jednej strony to łechce, że ktoś nie tylko chwali i chce w tym chodzić, ale jest gotowy za to zapłacić. Z drugiej - zdobyte w ten sposób pieniądze przydają się na zakup materiałów. Znam dziewczyny, które rozprowadzają biżuterię w biurach i sprzedają jej mnóstwo. Ja tak nie umiem. Nie nadaję się na swojego menedżera.
Pasja
Zosia: - Jest takie chińskie przysłowie, że człowiek, który robi to, co lubi, nie przepracuje ani jednego dnia. Ja mam to szczęście. Największego kopa daje mi jednak prowadzenie kursów filcowania. To one dają mi energię. Opowiadam np., jak robiłam filcowy gorset, bo moja przyjaciółka wymyśliła sobie, że tak ubierze się na wesele znajomej.
Weronika: - Chciałabym w przyszłości żyć tylko z robienia biżuterii, ale nie wiem, czy dałabym radę. ZUS-y, faktury, podatki - to by zabiło trzy czwarte przyjemności. Na wszelki wypadek mam obmyśloną swoją markę - Jewellery Lab. W logo koniecznie musi być czarny kot, bo każda czarownica ma swojego kota. A w robieniu biżuterii jest coś z bycia czarownicą, tylko zamiast kociołków masz puszki z koralikami. W idealnej wizji na dworze powinno być zimno, w domu ciepło, a w nogach powinien spać kot. Gdy robię naszyjniki, staram się, żeby w mieszkaniu panował taki nastrój. Kota na razie mam tylko wytatuowanego na nadgarstku.
Jolanta: - Robienie kolczyków bardzo mnie relaksuje. W pracy ciągle muszę z kimś się spotykać, rozmawiać, a jak robię kolczyki, wszyscy dają mi spokój. I ja sama daję sobie spokój. O niczym nie myślę. Uczę się koncentracji, muszę się pilnować, żeby nic nie zepsuć. Nigdy nie miałam sportowych zainteresowań, ale myślę, że jeśli ktoś wstaje o 6 rano, żeby biegać, poświęca na to swój sen i wolny czas, to musi być pasja. Z kolczykami jest podobnie.
-
Same robią kolczyki: z kabli, pestek. Da się za...
zewszad_i_znikad
01.01.12, 13:25
Bardzo ciekawe. Ja kolczyków nie umiem zrobić - zawsze mówię, że nie mam rąk, tylko upuszczarki i myślę, że wyginanie drucików w kółko przytwierdzające kolczyk do bigla może wymagać »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kanar poluje na cudzoziemca: "Yyy you have to pay now!"
- Monumentalna sala otwarta po półwieczu w ukryciu
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Napad roku. Wpłacili do banku pocięte gazety
- Sto nowych Swingów. Dostawy wyprzedzają terminy!
- Poważna awaria magistrali. Duża część Pragi bez ciepła
- Fala wyburzeń pod nowe centrum. Co pójdzie pod kilof?
- Budują Rotundę, burzą kamienice. Warszawa sprzed lat
- Fala wyburzeń pod nowe centrum. Co pójdzie pod kilof?
- Odkryj perły socrealizmu. Nie każdemu się podobają
- Gdzie w Warszawie na smaczne śniadanie? Polecamy lokale
- Młody aktor w śpiączce po szarpaninie w klubie
- Pierwszy blok z lat 90. idzie pod kilof. Bo przeszkadza
- Zmienią nazwę nowego mostu? Bo powstają wulgarne skróty







