Potakuj urzędnikowi, bo zamknie cię w psychiatryku

Mariusz Jałoszewski, Igor Nazaruk
21.02.2012 aktualizacja: 2012-02-22 17:47
A A A Drukuj
Ministerstwo Transportu: petenci powinni być ostrożni, tu każde słowo traktuje się bardzo poważnie Fot. Paweł Słomczyński / AG
Zdenerwowany petent palnął w Ministerstwie Transportu, że "w tym kraju nie załatwi się sprawy inaczej, jak podpalając się pod Kancelarią Premiera". To wystarczyło, żeby zamknąć go na obserwacji w szpitalu psychiatrycznym
Pobyt w tym szpitalu to najgorsze, co mnie w życiu spotkało. To upokarzające dla zdrowego człowieka. Przez pięć dni musiałem udowadniać, że nie jestem wielbłądem - mówi "Metru" biznesmen X. Prosi o nieujawnianie nazwiska.

Zaczęło się od wizyty w ministerstwie

W ubiegłą środę z córką i synem był w Ministerstwie Transportu. W czytelni przeglądał dokumenty dotyczące budowy wiaduktów na ul. Marsa, przy której stoi jego dom. Wynajmuje go firmom. Miasto chce wywłaszczyć go z parkingu przed budynkiem, bo jest potrzebny pod inwestycję. Bez parkingu X straci najemców. Razem z innymi właścicielami domów z okolicy oprotestował budowę. Sprawa przez półtora roku tkwiła w ministerstwie.

Następnego dnia wizyta na komisariacie

- Dostałem pismo, że mogę zapoznać się z dokumentami. Jeden dzień to za mało na przeczytanie 40 tomów akt. Spytałem, czy mogę skończyć jutro. Urzędnik powiedział "nie". Wtedy palnąłem: to mam się podpalić, jak ten pod Kancelarią Premiera?

Następnego dnia rano przyjechała do niego policja. Funkcjonariusze dostali od urzędnika resortu notatkę, że obywatel grozi samospaleniem. - Jeśli ktoś mówi o samobójstwie, musimy to sprawdzić. Pan X zgodził się na rozmowę na komendzie - mówi rzecznik stołecznej policji Maciej Karczyński.

Z komendy prosto do psychiatryka

Ale na komendzie X znów palnął: że przez sprawę z wiaduktem nie chce mu się żyć. Wtedy policja wezwała pogotowie, żeby zbadało jego stan psychiczny. - Róbcie swoje, ale jestem zdrowy - powiedział X załodze karetki. Ta wpisała w kartę "myśli samobójcze" i zawiozła go do szpitala dla nerwowo i psychicznie chorych w podstołecznych Ząbkach.

- Nie podawali mi żadnych leków. Kontakt z chorymi dla zdrowego jest straszny. Którejś nocy obudziła mnie kobieta: wpatrywała się we mnie 5 cm od mojej twarzy - relacjonuje X. Obserwacja trwała pięć dni. W wypisie szpital stwierdził: "rzeczowy, brak zagrożenia dla życia, lekko drażliwy, pogodny".

Jak to możliwe, że urzędnicy i policja mogą posłać do szpitala psychiatrycznego zdrowego, normalnego człowieka? Wyjaśnień żąda rzecznik praw obywatelskich, sprawą interesuje się "Kurier Warszawski" TVP Info.

Ministerstwo milczy

Ministerstwo Transportu nie chce rozmawiać o szczegółach zajścia. Urzędnicy napisali do "Metra" tylko, że X "wyartykułował groźbę protestu w postaci podpalenia się pod siedzibą Ministerstwa Transportu". - My tylko wezwaliśmy pogotowie, żeby zbadało stan psychiczny osoby. To standardowa procedura w takich sytuacjach - mówi Karczyński z policji.

Prawo pozwala umieścić człowieka w szpitalu psychiatrycznym bez jego zgody - na leczenie lub na 10-dniową obserwację. Taką decyzję powinien skontrolować sąd rodzinny. Nie wiemy, czy już zdążył wypowiedzieć się w sprawie X.

Stres w urzędach to normalka

Zdaniem dr. Jerzego Pobochy z Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej, urzędnik z ministerstwa przesadził: - Zamiast pisać na policję, mógł uspokoić poirytowanego obywatela i załatwić jego sprawę. Policja i lekarze zachowali się standardowo: mieli wątpliwości, to skierowali człowieka na obserwację. Ale przecież X mógł mówić o samospaleniu w emocjach, stres często zdarza się w urzędach.

- Na jakiej podstawie zamknęli ojca w psychiatryku? Głośno protestował, bo przez półtora roku nikt z nim nie chciał rozmawiać w sprawie jego domu. To władza postanowiła go zastraszyć, zamknąć mu usta - mówi córka X. Biznesmen wyjechał do Niemiec, gdzie ma drugie obywatelstwo.

Wiesław Janusz, sąsiad X, który też protestuje przeciwko wiaduktowi. - A jak powiem, że powieszę się na tym wiadukcie? Po mnie też przyjdzie policja i zamknie mnie w wariatkowie?

Epilog

W ubiegły czwartek (dzień po czytaniu akt przez X) ministerstwo podtrzymało zgodę na budowę wiaduktu. Na wiosnę ludzie mają dostać odszkodowania za zabrane działki.



Przeczytaj też:
- RTV, AGD - nie daj się nabić w gwarancję.
- 70-latkowie na rynku pracy, co wpiszą w CV?


Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy