Pedofile nie trafią do aresztu. "Nie rozpowszechniali"

Piotr Machajski
02.05.2011 aktualizacja: 2011-05-02 15:05
A A A Drukuj
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Prokuratura przegrała batalię o areszt dla trzech podejrzanych w śledztwie dotyczącym ostrej pornografii dziecięcej. Z trzech wniosków sąd zaakceptował tylko jeden.
O tej sprawie pisaliśmy w "Gazecie" na początku marca. To historia osób, które za pośrednictwem internetu wymieniały się zdjęciami z pornografią dziecięcą. Zdjęcia przedstawiają m.in. sceny gwałtu wyjątkowo małych dzieci, nawet dwu-, trzyletnich. Dodatkowo podejrzani prowadzili ze sobą rozmowy (np. przez Skype'a), podczas których opisywali, w jaki sposób chcieliby uprawiać seks z małymi dziećmi. Jeden np. marzy o zgwałceniu noworodka, inny rozważa porwanie jakiegoś dziecka z placu zabaw. Podczas przesłuchania stwierdzili, że były to tylko fantazje.

Prokurator postawił im zarzut rozpowszechniania pornografii dziecięcej i poprosił sąd o ich tymczasowe aresztowanie. Sąd jednak odmówił. Uznał bowiem, że w tym wypadku nie ma mowy o rozpowszechnianiu, a co najwyżej o posiadaniu takiej pornografii. Za to przestępstwo kara jest niższa, a w konsekwencji nie można zastosować aresztu. Powołał się przy tym na wyrok Sądu Najwyższego z 1987 r. (kiedy nie było jeszcze internetu), z którego wynika, że rozpowszechnianie ma miejsce, kiedy chodzi o szeroki, bliżej niezidentyfikowany krąg odbiorców.

Prokuratura złożyła zażalenie. Negowała m.in. powoływanie się na stary wyrok SN. Ale przegrała.

- Sąd zastosował areszt wobec jednego z podejrzanych. Wobec dwóch kolejnych odmówił - przyznaje prok. Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Sąd odwoławczy uznał, że mimo iż w 1987 roku nie było internetu, to wskazana wówczas interpretacja "rozpowszechniania" jest nadal aktualna. 21-letni Mateusz G. i 29-letni Jacek K. na koniec śledztwa będą więc czekać na wolności.

Natomiast 27-letni Marcin S. pójdzie do aresztu, ponieważ u niego w komputerze policjanci znaleźli program eMule. To aplikacja do wymiany plików. Korzystanie z niej polega m.in. na "otwarciu" swojego komputera na inne podłączone do sieci i wymienianie się plikami.

- Sąd uznał, że korzystając z tej aplikacji, przynajmniej godził się na udostępnianie plików z pornografią dziecięcą innym, niezidentyfikowanym użytkownikom, a więc na ich rozpowszechnianie - wyjaśnia sędzia Marcin Łochowski, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Mateusz G. i Jacek K. pliki wysyłali jedynie e-mailem i przez komunikatory i tylko do jednego, zdefiniowanego odbiorcy.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy