Pomnik na Pradze blokuje metro: "Zamrożony front robót"

Iwona Szpala
18.10.2011 aktualizacja: 2011-10-18 10:26
A A A Drukuj
Pomnik Czterech Śpiących stoi na środku terenu wygrodzonego pod budowę stacji metra Dworzec Wileński Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Pomnik Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni blokuje "front robót" drugiej linii metra na Pradze. Zapowiadane od miesięcy przez polityków PO przenosiny monumentu to nadal tylko plany
"Czterech śpiących", którzy przeszkadzają w priorytetowej inwestycji miasta, trzeba przenieść ze skrzyżowania Targowej z al. "Solidarności" kilkadziesiąt metrów w głąb pl. Wileńskiego. Ratuszowi nie udało się jednak zgrać w czasie rozpoczętej w weekend budowy metra z przeprowadzką pomnika. Ten stoi teraz na środku terenu, który ogrodziło włosko-turecko-polskie konsorcjum. Jak ustaliliśmy wczoraj w urzędzie miasta, sytuacja nie zmieni się przez najbliższe tygodnie. Pomnik jest bowiem dopiero na początku urzędniczej drogi przez biurka, która ma doprowadzić do wydania pozwolenia na przesunięcie.

Pierwszym, do którego zwróciła się w tej sprawie miejska spółka Metro Warszawskie, był wojewoda. Tyle że, jak zapewniają jego podwładni, to niewłaściwy adres. Temat wrócił więc do ratusza. Według rzecznika miasta Bartosza Milczarczyka ma wprawdzie priorytet, ale cała procedura potrwa kilka tygodni.



Nastroje na budowie praskiego odcinka metra są więc kiepskie. - To ciężka sytuacja. Zamrożona jest połowa frontu robót - nie kryje Mateusz Witczyński, rzecznik wykonawcy II linii. - Gdyby nie pomnik tkwiący w miejscu nad przyszłymi torami do zawracania pociągów, moglibyśmy już zacząć roboty ziemne.

Ale kopania nie będzie. Jak tłumaczy rzecznik, to w obawie przed ukruszeniem, bądź naruszeniem wiekowej konstrukcji Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni.

Na razie jedyne ruchy urzędników to zmycie z cokołu napisu "czerwona zaraza", który podczas nocnego rajdu stworzyło dwóch harcerzy ZHR. Uczestnicy akcji z okazji 72. rocznicy napaści Związku Radzieckiego na Polskę przekonywali w prokuaturze, że ruszyli na pomnik z powodów ideologicznych.

Nie był to pierwszy atak polityczny na "czterech śpiących". Dotąd zarzuty stawiał PiS. To z szeregów tej formacji wypłynął pomysł, by wysadzić pomnik w powietrze. Rok temu politycy PiS wytropili, że ratusz wstrzymuje się z decyzją o jego przenosinach, bo czeka na opinię Rosji. Nie dali wiary, że do takiej strategii zobowiązuje ekipę Hanny Gronkiewicz-Waltz międzynarodowe prawo. Rządząca stolicą Platforma zyskała przydomek "lokajów Moskwy". Niedługo potem urzędnicy ratusza uznali, że brak odpowiedzi jest milczącą zgodą na przeprowadzkę.

Miasto zapowiadało ją już wiele miesięcy temu, ale - jak słyszymy - znów sprawy techniczne łączą się z międzynarodowymi. - W grę wchodzi geopolityka - wyjaśnia obecną sytuację wokół "czterech śpiących" nasz rozmówca z PO. - Wojewoda jest reprezentantem rządu. Jego zgoda na zmianę lokalizacji pomnika mogłaby wywołać iskrzenie ze strony Moskwy. Po przełożeniu ciężaru decyzji na niezależny samorząd, unikniemy potencjalnych zarzutów. Na tym polega dyplomacja.

- Nonsens - odpowiada rzeczniczka wojewody Ivetta Biały. - Wojewoda wydaje zgody na obiekty i sieci technicznie związane z budową metra. Pomniki po prostu nie leżą w jego kompetencjach.

Ku podtekstowi politycznemu skłania się też PiS. - Boją się narazić Kremlowi - ocenia urzędników radny tej partii Maciej Maciejowski. - Niejasne przepisy, na które się powołują, to tylko pretekst. Mamy w Warszawie polityczną świętą krowę. W tej sytuacji daję ratuszowi ultimatum: albo w dwa tygodnie usuną pomnik, albo przeprowadzę akcję bezpośrednią przy pomocy kierowców. Zwyczajnie ten pomnik wysadzę w powietrze.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy