Potrącenie 12-latka. Wyjątkowo niebezpieczne przejście

Grzegorz Lisicki
21.01.2012 aktualizacja: 2012-01-19 19:10
A A A Drukuj
Szkoła nr 112 przy Berensona działa od września 2011 roku Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
O włos od tragedii na niebezpiecznym skrzyżowaniu przy białołęckiej podstawówce nr 112 - samochód potrącił ucznia, który na dwa dni trafił do szpitala. W tym miejscu już dawno powinny powstać bezpieczne przejścia dla pieszych. A przygotowania do inwestycji są w powijakach
Do wypadku doszło w węźle komunikacyjnym, który tworzą ważne dla Białołęki ulice: Głębocka łączy się z ul. Berensona i Kątami Grodziskimi, a w bok odchodzi jeszcze ul. Zaułek. Przy niej mieści się rozbudowana niedawno Szkoła Podstawowa nr 112. Chodzi tu 700 dzieci, a na skrzyżowaniu Głębockiej z Berensona jest ogromny ruch: prócz aut osobowych jeżdżą ciężarówki wypełnione ziemią i gruzem (niedaleko jest składowisko) i miejskie autobusy. Obok działają też sklep spożywczy i małe centrum handlowe firmy Marcpol. Jest niebezpiecznie, bo przejścia dla pieszych są w fatalnym stanie - zebry pościerane, w dodatku obserwację utrudnia ostry zakręt Głębockiej w Berensona.

Nie lepiej jest kilkadziesiąt metrów dalej, przy przystanku autobusowym, gdzie wysiadają i wsiadają dzieci idące do szkoły lub z niej wracające. Muszą wypatrywać luk między pędzącymi samochodami, bo tu w ogóle nie ma przejścia dla pieszych ani chodników.

Kilka dni temu o włos nie doszło do tragedii - tuż przy centrum handlowym Marcpolu samochód potrącił 12-letniego ucznia, który próbował przejść przez jezdnię obok przystanku. Dziecko z podejrzeniem wstrząśnięcia mózgu trafiło na dwa dni do szpitala. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało i chłopiec wrócił do domu.

- Ale widać, że bezpieczeństwo na ulicach koło szkoły to już paląca kwestia - mówi Agnieszka Borowska, dzielnicowa radna ze stowarzyszenia Moja Białołęka. Wylicza, co trzeba zrobić: przebudować skrzyżowanie Głębockiej z Berensona i wytyczyć bezpieczne zebry z wygrodzeniami. Podobne przejście musi powstać przy centrum handlowym, gdzie doszło do wypadku. Powinno się też wytyczyć chodniki i zatoczki autobusowe (są tu aż cztery przystanki).

- Jeśli przebudowa zamknęłaby się w 500 tys. zł, zrobimy to sami. Jeśli miałoby to kosztować więcej, trzeba będzie iść do miasta - mówi wiceburmistrz Białołęki Piotr Smoczyński. Wszystko zależy od liczby instalacji, które trzeba będzie przełożyć.

Choć o tym, że miejsce jest niebezpieczne, wiadomo od dawna, urzędnicy dopiero wystąpili o dokładne mapy do Zarządu Dróg Miejskich. To na ich podstawie dzielnica oszacuje koszty prac. Po przebudowie pod podstawówkę będzie mogła podjeżdżać komunikacja miejska. Zbudowana tam zawrotka jest niewykorzystywana, bo autobusy nie mieszczą się na ciasnym skręcie z ul. Berensona.

Z wytyczeniem przejścia przy feralnym przystanku też jest kłopot. Dzielnica musi najpierw wykupić pobocze od prywatnego właściciela, bo przepisy nie pozwalają, żeby zebra prowadziła do trawnika.

Jest za to szansa na chodnik po jednej stronie ulicy, przy Marcpolu. Do ułożenia trotuaru firmę obligowało uzyskane w 2007 r. pozwolenie na budowę. Mimo to nie położyła go do dziś. Dlatego radna Borowska złożyła interpelację, w której proponuje, by doprowadzić do zamknięcia centrum handlowego do czasu wywiązania się inwestora ze zobowiązań. - A my postraszyliśmy nadzorem budowlanym i o ile wiem, Marcpol zabrał się za przygotowywanie projektu chodnika - mówi nam burmistrz Smoczyński.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy