Jazda po warszawsku: Kierowca pieszemu wilkiem

Jarosław Osowski
11.04.2011 aktualizacja: 2011-04-10 19:01
A A A Drukuj
Korek na Chałubińskiego Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
  • Przejście dla pieszych przy parku Ujazdowskim. Pieszy musi długo czekać, aż jakiś samochód się zatrzyma
  • Pl. Konstytucji. Kierowcy wjeżdżają na skrzyżowanie na żółtym, a nawet czerwonym świetle
Warszawscy kierowcy już nauczyli się kultury wobec siebie - ustępują sobie miejsca i przepuszczają się w korku. Jednak na przejściach dla pieszych wciąż króluje chamstwo.
Dziś w "Gazecie Stołecznej" zaczynamy cykl artykułów "Jazda warszawska". Będziemy opisywać, kto nadaje ton na naszych ulicach, jak są oznakowane i jakie są główne przewinienia kierowców. Liczymy na listy czytelników i dzielenie się własnymi obserwacjami.

Droga wolna

W zeszłym tygodniu tak jak dziennikarze ze wszystkich lokalnych oddziałów "Gazety" przeprowadziliśmy cztery eksperymenty (na podobnego typu ulicach i w godzinach szczytu). Miały wykazać, jak sobie radzimy w korkach i jak się czują na ulicach piesi.

Część wyników burzy stereotyp warszawiaka cwaniaka za kółkiem, który gna przed siebie, nie oglądając się na innych kierowców. W żadnym z miast nie da się tak sprawnie jak w stolicy włączyć do ruchu z podporządkowanej ulicy albo zmienić pas w korku. Podczas dziesięciu prób, które przeprowadziliśmy na ul. Chałubińskiego zwężonej niedawno przed Koszykową z powodu remontu torów tramwajowych na sąsiednim skrzyżowaniu Nowowiejskiej z al. Niepodległości, najczęściej bez żadnego problemu kierowcy wpuszczali nas na jedyny pas do jazdy na wprost. Od razu udawało nam się też wyjechać z podporządkowanej ul. Oczki - samochody sunące ul. Chałubińskiego zatrzymywały się, by zrobić miejsce, pojedynczy kierowcy pokazywali nawet zapraszający gest albo "mrugali" światłami. Odpowiadałem im podniesieniem ręki. Tylko raz musiałem przepuścić dwa samochody, żeby wbić się w korek w stronę Mokotowa. Wynik tej próby jest najlepszy w Polsce: 0,7 - tyle kierowców przeciętnie ignorowało to, że chcę zmienić pas.

Zdążyć na żółtym, refleks na zielonym

Podobnie jak w innych miastach w Polsce zmiana świateł w sygnalizatorze na żółte nie dla wszystkich warszawskich kierowców oznacza sygnał do tego, że należy się zatrzymać. Choć gaśnie światło zielone, niektórzy dodają gazu i wjeżdżają jeszcze na skrzyżowanie. Robią tak nawet wtedy, kiedy nie mają pewności, że zdążą się z niego wydostać. Skutkiem jest blokada przejazdu samochodom, których kierowcy dostają sygnał do przejazdu ulicą poprzeczną.



Takie obrazki obserwowaliśmy w godzinach popołudniowego szczytu na Marszałkowskiej przed pl. Konstytucji. Jezdnia w stronę Mokotowa liczy tam trzy pasy ruchu i tyle właśnie samochodów próbowało jeszcze zazwyczaj sforsować skrzyżowanie mimo żółtego światła. Podczas dziesięciu prób dwukrotnie wjechał na nie tramwaj, który natykał się na auta stojące na torach. Wtedy przejazd i przejście dla pieszych blokowały się totalnie i słychać było klaksony. Raz kierowca opla pod szyldem Halo Taxi już na czerwonym świetle przejechał po zebrze z prawego na lewy pas ruchu, po czym zawrócił przez tory w stronę centrum. Wynik próby: 2,2 - tyle aut wjeżdżało przeciętnie na skrzyżowanie mimo żółtego i czerwonego światła.

Na tle kraju mamy w Warszawie niezły refleks podczas ruszania na zielonym świetle. Znacznie gorzej jest z tym w Katowicach, Krakowie i we Wrocławiu, ale szybciej robią to poznaniacy, torunianie czy rzeszowianie. Na Pięknej przed Kruczą w stronę Al. Ujazdowskich w ciągu 15 sekund od włączenia się zielonego światła na skrzyżowanie wjeżdżało przeciętnie siedem samochodów.



31 aut, pieszy czeka

Sprawdziliśmy też, jak kierowcy reagują na pieszego, który próbuje przedostać się przez jezdnię. Wybraliśmy zebrę w Al. Ujazdowskich przed głównym wejściem do parku Ujazdowskiego u wylotu al. Róż. Wyniki tego eksperymentu budzą grozę. Raz musiałem przepuścić aż 31 samochodów (średnio 12,3), zanim mogłem bezpiecznie wejść na jezdnię. Na wyremontowanej jezdni Alej kierowcy rozpędzali się jak na autostradzie. Niektórzy, zamiast się zatrzymać, uciekali tylko z prawego na lewy pas chyba w obawie, że "wtargnę" im na jezdnię, a oni będą musieli ostro hamować.



- Strach tędy przechodzić. Nawet jeśli jeden kierowca stanie, to nie ma pewności, że zrobi to inny, który jedzie pasem obok. Może przydałoby się tu zainstalować sygnalizację, którą włączaliby piesi? - proponuje Anna Trzcińska, która często chodzi tędy na spacer do parku. Towarzyszą jej synowie Krzyś i Staś w wózku dziecięcym.

Ola i Paweł z Radomia, którzy od dwóch lat studiują w Warszawie, radzili, żeby się nie załamywać: - U nas w ogóle nie ma czegoś takiego jak przepuszczanie pieszych na pasach. Trzeba mieć na to własny sposób: nie przejmujemy się samochodami, wymuszamy na kierowcach swoje prawo do przejścia przez jezdnię.

Czekamy na listy
Czy warszawiacy rzeczywiście nauczyli się już kultury jazdy? Czy piesi czują się na ulicach bezpiecznie? Piszcie: jaroslaw.osowski@agora.pl



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • granatowe renault numer WY 67 63 ! krwe 11.04.11, 11:47

    ul.Koszykowa dzisiaj, gdy przechodziłem na zielonym świetle,mało mnie nie przejechał babsztyl w tym samochodzie. »

  • współczynnik przepuszczania pieszego na pasach= 1% tomidlakos 11.04.11, 12:02

    taka jest smutna rzeczywistosc w calej polsce. kierowca ma dokladnie gdzies, ze sa piesi, ze sa pasy. o zwyklej uprzejmosci zapomnij! malo tego, czesto musze biec na tych pasach, by mi »

  • Róg Niepodległości-Domaniewska kirkunia 11.04.11, 19:38

    Polecam Szanownej Redakcji do obserwacji w godzinach porannego szczytu!1. Nie widziałam tam jeszcze samochodu jadącego 50tką.2. Jazda Niepodległości w stronę Centrum - Zielone, żółte, »

Najnowsze wiadomości z Warszawy