Plaga lewych taksówek. Oszukują metodą "na walizkę"

Krzysztof Śmietana
18.04.2011 aktualizacja: 2011-04-17 22:41
A A A Drukuj
W tej nielegalnej taksówce na drzwiach brakuje Syrenki i żółto-czerwonego
paska. Auto, zamiast czekać na postoju, blokuje wyjazd z Dworca Centralnego Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Nowy wysyp nielegalnych taksówek w Warszawie: jeżdżą bez licencji jako bagażówki. Tym razem wojnę wypowiedzieli im licencjonowani taksówkarze
Do tej pory taksówki udawał tzw. przewóz osób, a niektórzy kierowcy jeżdżący pod tym szyldem naciągali pasażerów. - Teraz znaleźli przepis, który mówi, że licencji nie potrzeba "dla pojazdów do 3,5 tony w transporcie drogowym rzeczy", czyli rzekomo taksówek bagażowych. To jawna kpina z prawa, bo przecież nie wożą bagażu tylko pasażerów. Dla mnie wszystko jest jasne: chcesz wozić ludzi zarobkowo, musisz mieć licencję - denerwuje się jeden z licencjonowanych taksówkarzy. Razem z kolegami od pewnego czasu dokumentuje na zdjęciach nielegalne taksówki i walczy z nowym procederem. Nazwali się "nieformalną grupą antyprzewozową".

Jak twierdzi nasz informator, na "taksówki bagażowe" przerzucają się właśnie ci, którzy dotychczas jeździli jako "przewóz osób". Niedawna zmiana prawa dała bowiem przewoźnikom rok na wyrobienie licencji taksówkowej albo kupno większego, przynajmniej ośmioosobowego auta. Kierowcy ci często nie potrafią jednak zdać egzaminów (m.in. z przepisów i topografii miasta) lub są karani, a to ich dyskwalifikuje.

- Zjawisko niby-taksówkarzy bagażowych dopiero się zaczyna, ale wkrótce może się rozrosnąć do ogromnych rozmiarów - przewiduje Paweł Biedrzycki, szef Super Taxi. Dodaje, że jest jeszcze inna kategoria nielegalnych taksówkarzy. Jeżdżą po Warszawie, choć mają licencje z podstołecznych miast np. Pruszkowa czy Legionowa - tam uzyskać je znacznie łatwiej.

Co ciekawe fałszywych taksówkarzy można spotkać głównie w korporacjach. Według wyliczeń legalnych kierowców najwięcej taxi-cwaniaków jest w Wawie, a w następnej kolejności w Sawie i Top Taxi. Ich auta dla większości pasażerów są nie do odróżnienia. Różnice jednak są. Po pierwsze nie mają warszawskich oznaczeń, czyli żółto-czerwonego paska i syrenki na przednich drzwiach. W środku pasażer nie zobaczy też licencji. Niektórzy kierowcy wożą w bagażniku paczki. W razie kontroli mówią pasażerom, by przyznali, że to ich własność. Miałoby to potwierdzać, że jadą taksówką bagażową.

Na ten pomysł według legalnych kierowców mieli wpaść szefowie korporacji, w których barwach jeździły auta "przewozu osób". Dotychczas to oni dostawali karę administracyjną za każdy niezgodnie z prawem oznakowany samochód (bez koguta na dachu, taksometru i nazwy firmy). - Szef Wawy uzbierał tego już blisko 350 tys zł. Teraz przerzucił odpowiedzialność na kierowców, bo to na nich będzie wypisywana kara za brak licencji - mówi Paweł Biedrzycki. Próbowaliśmy zapytać szefa Wawa Taxi Arkadiusza Wieczorka o nowy proceder. Jego sekretarka poprosiła o pytania mailem, ale odpowiedzi nie dostaliśmy.

Lewe taksówki może kontrolować Inspekcja Transportu Drogowego lub policja. - Kogoś, kto wozi pasażerów bez licencji jako taksówka bagażowa, możemy ukarać 3 tys. zł. Pasażer musi jednak zeznać, że zamówił normalny kurs a nie transport towaru - mówi Alvin Gajadhur, rzecznik Inspekcji. Legalni taksówkarze twierdzą jednak, że służby nie palą się do kontroli. To dlatego od kilku tygodni sami urządzają prowokacje i wsiadają do pseudotaksówek bagażowych. Każą się wieźć na ul. Waliców prosto pod siedzibę warszawskiej policji drogowej.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy