UNBA: Finaliści za burtą
13.01.2012
aktualizacja: 2012-01-13 11:52
To z pewnością największa niespodzianka rozpoczętych właśnie play off. Postarali się o nią zawodnicy OBP Intencive & Sport Travel, którzy po pasjonującym ćwierćfinałowym dwumeczu odprawili niedawnych finalistów rozgrywek, zawodników Polibudy 2013. Za niespodziankę można również uznać odpadnięcie z dalszej rywalizacji trzeciej drużyny poprzedniego sezonu, czyli TC Team.
ZOBACZ TAKŻE
- UNBA: ekscytujący początek sezonu (18-02-12, 09:39)
- UNBA: Siódmy mistrz z kolei! (27-01-12, 08:01)
I liga: Syndrom Unimedu
Od jakiegoś czasu w pierwszej lidze szerzy się zaraza. Większość drużyn może spać spokojnie. W grupie ryzyka znajdują się ekipy, które dotarły do finału rozgrywek. Zarażenie w najlepszym przypadku kończy się dla nich słabym występem w kolejnych play off. Taki los spotkał w XXIX edycji zawodników Unimedu, którzy wcześniej aż sześć razy z rzędu brali udział w finałowej rywalizacji (dwukrotnie zdobywając mistrzostwo), by następnie odpaść z rywalizacji już na etapie ćwierćfinału. Na kolejne ofiary nie trzeba było długo czekać. Trzy sezony trzymali się panowie z Dental Club'u (raz zwyciężając w meczu finałowym), jednak kiedy już choroba ich dopadła, to jej efekty okazały się naprawdę spektakularne. W XXX sezonie ligowym nie tylko nie powalczyli o mistrzostwo, ale w ogóle nie zakwalifikowali się do play off. Musieli nieźle namęczyć się w play out, żeby uniknąć gry w barażach. W XXXI edycji zaraza okazała się szczególnie okrutna. Obaj finaliści z poprzedniej edycji nie zaliczą sezonu do udanych. Już w ćwierćfinale z play off musieli pożegnać się Polibuda 2013. Panowie dwa razy gościli ostatnio w finale rozgrywek (raz zdobywając mistrzostwo). Tym razem po wyrównanej i bardzo emocjonującej rywalizacji (o której w dalszej części tekstu) musieli uznać wyższość OBP. Ta zapewne nieco toporna medyczna terminologia jest obecnie jak najbardziej na miejscu, ponieważ to właśnie Lekarze przechodzą chorobę w sposób do tego momentu niespotykany. Trzeba powiedzieć, że ewentualnym naśladowcom poprzeczkę postawili bardzo... "wysoko". Aktualni mistrzowie Ligi właśnie przegrali swój pierwszy mecz fazy play out (z Art Promotion Group) i są już tylko o krok od spadku do drugiej ligi. Podczas pojedynku z TNT będzie naprawdę gorąco.
Przejdźmy teraz do tego, co zapewne większość interesuje najbardziej, czyli do rywalizacji drużyn uczestniczących w ćwierćfinałach fazy play off, a tutaj poza jedną parą naprawdę było na co popatrzeć. Skoro "poza jedną", to miejmy już ją z głowy. Nola sprawili i sobie i swoim wiernym fanom wielki prezent z okazji Nowego Roku i po dobrej grze wyeliminowali z dalszej rywalizacji wyżej rozstawionych TC Team. Zadanie było nieco ułatwione, ponieważ rywale już w pierwszym, sobotnim spotkaniu mieli problem nawet ze skompletowaniem piątki meczowej. Skończyło się na tym, że na boisko musiał wejść kontuzjowany Karol Macko, po którego postawie widać było wyraźnie, że od gry chce się trzymać jak najdalej. Nola wygrali w sobotę różnicą 25 punktów i w tym momencie było w zasadzie po wszystkim.
Zdecydowanie więcej emocji było podczas konfrontacji NWW z Dental Club'em oraz Unimedu z Jednostką, które były do siebie bliźniaczo wręcz podobne. W obu przypadkach po pierwszym meczu górą były drużyny wyżej rozstawione. Do spotkań rewanżowych zarówno NWW, jak i Unimed przystępowali z 9-punktową zaliczką i w obu przypadkach drużynie przegrywającej udało się (prawie) doprowadzić do sytuacji remisu w dwumeczu. Dental Club w drugiej kwarcie niedzielnego spotkania prowadzili już 17:8. Dobrze było jeszcze w trzeciej (32:23). Niestety od tego momentu swój tradycyjny w tym sezonie festiwal strzelecki rozpoczął Arek Łęczycki (34 pkt, 3 zb, 6 prz, 1 as). W drugiej połowie zaliczył 22 punkty i przeciwnicy o wygraniu serii mogli zapomnieć. Jednostka swój "moment" mieli nieco później, bo w trzeciej odsłonie. Co prawda w dwumeczu nie doprowadzili do remisu, ale byli stosunkowo blisko. To właśnie w tym momencie prowadzili z Unimedem różnicą 8 punktów (31:23). Musieli strasznie zdenerwować tym faktem rywali, bo ci postarali się w sposób dość bezwzględny pokazać im miejsce w szeregu. W kolejnych jedenastu minutach Jednostka zwyczajnie nie istnieli. Przegrali ten fragment spotkania 19:1 i oczywiście wszystko, co działo się na placu później nie miało już wpływu na końcowy wynik rywalizacji.
Zdecydowanie najciekawsze widowisko, i to dwuczęściowe stworzyli w weekend Polibuda 2013 oraz OBP Intencive & sport Travel. Przed rozpoczęciem rywalizacji wydawało się, że w zdecydowanie lepszym położeniu są wicemistrzowie Ligi. Po problemach, jakie mieli na początku sezonu (z pierwszych czterech spotkań przegrali trzy) nie pozostał już nawet ślad, czego dowodem była seria siedmiu zwycięstw z rzędu. Ich defensywa stała się trudna do przełknięcia dla rywali, a i ofensywa wyglądała coraz lepiej. OBP tymczasem grali raczej ze zmiennym szczęściem. W zasadzie tylko dwa ostatnie występy w rundzie zasadniczej mogli zaliczyć do udanych wcześniej ulegając całej czołówce tabeli (w tym również Polibudzie 2013). Mimo tego do rywalizacji OBP przystąpili naprawdę zmobilizowani pokazując, że play off, to czas weteranów. W pierwszej kwarcie sobotniego spotkania ośmieszyli wręcz obronę rywali wygrywając ją 17:5. Zawodnicy Polibudy nie pozostali dłużni i w drugiej odsłonie to oni wystąpili w roli "dominatorów". Ich obrona wreszcie zadziałał i to jak! Kolejną dziesięciominutówkę wygrali 17:2 i na półmetku starcia byli 3 punkty przed przeciwnikami (22:19). Było naprawdę interesująco. Niestety w drugiej połowie obraz gry uległ drastycznemu pogorszeniu. Na parkiecie zapanował chaos, z którego opanowaniem żadna ze stron już do końca spotkania sobie nie poradziła. Obie ekipy choć mocno zaangażowane nie potrafiły w miarę regularnie punktować. Efektem był dość przygnębiający wynik pierwszego starcia (36:33 dla OBP) i ogromna niewiadoma jaką stanowiła postawa obu drużyn w meczu rewanżowym. Ten lepiej rozpoczęli panowie z Polibudy 2013. Po dziesięciu minutach prowadzili już 13 punktami (17:4) i w dwumeczu mieli już 10-punktową zaliczkę. Niestety w drugiej odsłonie nie wiodło się im już tak dobrze, a na przeszkodzie do utrzymania prowadzenie stanęła... ich własna niemoc z linii rzutów wolnych. Na przestrzeni dziesięciu minut stawali na "osobistych" aż pięciokrotnie. Z jedenastu prób trafili ledwie trzy rzuty. W ten sposób ich przewaga zamiast się powiększać stopniała do 8 punktów (21:13), a OBP zaczęli powoli otrząsać się z początkowego szoku. Wreszcie na początku czwartej kwarty, po dwóch trafieniach zza łuku Sebastiana Słoniewskiego (7 pkt, 4 zb, 4 prz, 3 as) dwumeczowa przewaga rywali przestała istnieć (33:34). Zawodnicy Polibudy poczuli wreszcie, że jeszcze chwila i najgorszy scenariusz może się dla nich stać faktem. Zaczęli jak szaleni walczyć o kolejne punkty. Po trafieniu Karola Trocewicza (9 pkt, 6 zb) było już naprawdę nieźle (40:33 dla Polibudy). Niestety już chwilę później boisko z pięcioma przewinieniami na koncie musiał opuścić kapitan Polibudy 2013, Radek Bzoma (6 pkt, 5 zb, 1 prz, 4 as). Jak się okazało był to przełomowy moment spotkania. Drużyna pozbawiona lidera bardzo szybko straciła inicjatywę w grze. Tymczasem po drugiej stronie "życiówkę" rozegrał Karol Madejski (19 pkt, 4 zb, 3 bl). W ostatnich minutach dwukrotnie trafił za trzy punkty. Jego drugi rzut przejdzie do historii. Został oddany przez ręce dobrze broniącego rywala. Piłka wysokim lobem opuściła ręce Madejskiego i po odbiciu od tablicy znalazła drogę do kosza dając OBP szansę na rozstrzygnięcie losów rywalizacji w dogrywce. W dodatkowych trzech minutach bohaterem OBP został Grzegorz Kwiatkowski (10 pkt, 2 zb, 1 bl). Najpierw trafił rzut z faulem. Kiedy rywale odpowiedzieli trafieniem kilkadziesiąt sekund przed końcem zaaplikował im celną "trójkę", która okazała się być decydującą o losach całej rywalizacji. Polibuda 2013 odpadli z rywalizacji o mistrzostwo Ligi UNBA.
II liga: Ostapy na fali
To z pewnością największa niespodzianka drugoligowej serii ćwierćfinałowej. W poprzednim sezonie Ostap Rusztowania bezskutecznie próbowali przebić się do fazy pucharowej. Na przeszkodzie stanęły kontuzje, braki kadrowe i słaba forma. Tym razem niemal rzutem na taśmę załapali się do play off, czym zaskoczyli chyba nawet samych siebie. Skoro już jednak tak się stało postanowili całą sprawę potraktować z należytym szacunkiem. Efekt? No cóż, w starciu z nimi Gazeta.pl nie mieli za wiele do powiedzenia. Liderzy grupy A przegrali dwumecz 24 punktami i w słabym stylu pożegnali się z play off. Gazeta.pl nie byli jedynymi, którzy w konfrontacji z przeciwnikami z drugiej grupy doznali sporego szoku. CMP Centrum Medyczne jak walec przejechali się po Bottari Europe już w pierwszym spotkaniu wypracowując sobie 21-punktową zaliczkę. W drugim starciu ograniczyli się już tylko do skutecznej obrony uprzednio zajętych pozycji.
Nieco więcej do powiedzenia mieli w weekend B'ballin. Pierwsze starcie z Sahelem przez długi czas nie układało się po ich myśli. Pod koniec trzeciej kwarty przegrywali już 20 punktami (36:56). Mimo to ambitnie walczyli o poprawę swojego losu. Dzięki fantastycznej czwartej kwarcie wygranej 11 punktami (21:10) zniwelowali przewagę rywali do 6 "oczek" (66:60) i przed spotkaniem rewanżowym ich sytuacja była co najmniej do przyjęcia. Niestety w drugim meczu B'ballin puściły chyba nerwy. Nie potrafili poradzić sobie ze słabo grającymi w ataku, ale świetnie broniącymi zawodnikami Sahela. Owszem, wygrali to spotkanie, ale dwumecz przegrali różnicą 5 punktów. W ten sposób już trzecia drużyna grająca w sezonie w grupie B przeszła do kolejnej rundy.
Honor grupy A uratowali AGartE. Choć w pierwszym starciu z Martwymi Prezydentami męczyli się okrutnie, to w rewanżu zagrali bardziej niż przyzwoicie. W połowie rewanżowego starcia prowadzili już 10 punktami (29:19, w dwumeczu mieli 13-punktową zaliczkę). Kiedy w czwartej kwarcie "prezydenci" starali się jeszcze powalczyć o zwycięstwo na wysokości zadania stanął Michał Bakuła (18 pkt, 4 zb, 2 prz, 3 as). Jego trzy akcje dały AGartE bezpieczną przewagę (52:43) i awans do półfinału.
III liga: Jak wygrać dwie dogrywki w ciągu godziny
Sztuki tej udało się dokonać zawodnikom Slang Team. Sytuacja była wyjątkowa. W sobotnie popołudnie Slang Team najpierw dokończyli przerwane jeszcze 10 grudnia spotkanie z Siostrami Spiningowymi (do rozegrania pozostało nieco ponad półtorej minuty). Następnie brali udział w dramatycznym pojedynku z Piwo Wino Wódka Spać. W obu przypadkach "udało im się" doprowadzić do dogrywki i - co ważniejsze dla nich - obi wygrać! No, co tu dużo pisać, duży szacunek chłopaki :)
W ostatni weekend sezonu zasadniczego najciekawsza rywalizacja nie miała jednak miejsca w grupie C. Tutaj wszyscy byli pewni udziału w play off i emocje od pewnego czasu nieco opadły. Najbardziej pasjonująca była rywalizacja w grupie D, gdzie dwie najlepsze drużyny miały jeszcze szansę na uczestnictwo w play off. Kawał dobrej roboty wykonali Zwittersi. Dzięki zwycięstwu w ostatnich sekundach nad Evil Apes wywalczyli sobie uczestnictwo w play off. Decydujące punkty zdobył Paweł Panusiuk (jedyne trafienie w meczu, ale za to jakże cenne!), a "kropkę nad i" postawił Kamil Bałabaniak (6 pkt, 1 zb, 1 prz, 1 as).
Na wysokości zadania nie udało się stanąć panom z Vabank. Porażka z Nie Obrażaj Się okazała się bardzo bolesna. Wraz z syreną kończącą zawody musieli się pogodzić również z zakończeniem rywalizacji w XXXI edycji Ligi UNBA.
Od jakiegoś czasu w pierwszej lidze szerzy się zaraza. Większość drużyn może spać spokojnie. W grupie ryzyka znajdują się ekipy, które dotarły do finału rozgrywek. Zarażenie w najlepszym przypadku kończy się dla nich słabym występem w kolejnych play off. Taki los spotkał w XXIX edycji zawodników Unimedu, którzy wcześniej aż sześć razy z rzędu brali udział w finałowej rywalizacji (dwukrotnie zdobywając mistrzostwo), by następnie odpaść z rywalizacji już na etapie ćwierćfinału. Na kolejne ofiary nie trzeba było długo czekać. Trzy sezony trzymali się panowie z Dental Club'u (raz zwyciężając w meczu finałowym), jednak kiedy już choroba ich dopadła, to jej efekty okazały się naprawdę spektakularne. W XXX sezonie ligowym nie tylko nie powalczyli o mistrzostwo, ale w ogóle nie zakwalifikowali się do play off. Musieli nieźle namęczyć się w play out, żeby uniknąć gry w barażach. W XXXI edycji zaraza okazała się szczególnie okrutna. Obaj finaliści z poprzedniej edycji nie zaliczą sezonu do udanych. Już w ćwierćfinale z play off musieli pożegnać się Polibuda 2013. Panowie dwa razy gościli ostatnio w finale rozgrywek (raz zdobywając mistrzostwo). Tym razem po wyrównanej i bardzo emocjonującej rywalizacji (o której w dalszej części tekstu) musieli uznać wyższość OBP. Ta zapewne nieco toporna medyczna terminologia jest obecnie jak najbardziej na miejscu, ponieważ to właśnie Lekarze przechodzą chorobę w sposób do tego momentu niespotykany. Trzeba powiedzieć, że ewentualnym naśladowcom poprzeczkę postawili bardzo... "wysoko". Aktualni mistrzowie Ligi właśnie przegrali swój pierwszy mecz fazy play out (z Art Promotion Group) i są już tylko o krok od spadku do drugiej ligi. Podczas pojedynku z TNT będzie naprawdę gorąco.
Przejdźmy teraz do tego, co zapewne większość interesuje najbardziej, czyli do rywalizacji drużyn uczestniczących w ćwierćfinałach fazy play off, a tutaj poza jedną parą naprawdę było na co popatrzeć. Skoro "poza jedną", to miejmy już ją z głowy. Nola sprawili i sobie i swoim wiernym fanom wielki prezent z okazji Nowego Roku i po dobrej grze wyeliminowali z dalszej rywalizacji wyżej rozstawionych TC Team. Zadanie było nieco ułatwione, ponieważ rywale już w pierwszym, sobotnim spotkaniu mieli problem nawet ze skompletowaniem piątki meczowej. Skończyło się na tym, że na boisko musiał wejść kontuzjowany Karol Macko, po którego postawie widać było wyraźnie, że od gry chce się trzymać jak najdalej. Nola wygrali w sobotę różnicą 25 punktów i w tym momencie było w zasadzie po wszystkim.
Zdecydowanie więcej emocji było podczas konfrontacji NWW z Dental Club'em oraz Unimedu z Jednostką, które były do siebie bliźniaczo wręcz podobne. W obu przypadkach po pierwszym meczu górą były drużyny wyżej rozstawione. Do spotkań rewanżowych zarówno NWW, jak i Unimed przystępowali z 9-punktową zaliczką i w obu przypadkach drużynie przegrywającej udało się (prawie) doprowadzić do sytuacji remisu w dwumeczu. Dental Club w drugiej kwarcie niedzielnego spotkania prowadzili już 17:8. Dobrze było jeszcze w trzeciej (32:23). Niestety od tego momentu swój tradycyjny w tym sezonie festiwal strzelecki rozpoczął Arek Łęczycki (34 pkt, 3 zb, 6 prz, 1 as). W drugiej połowie zaliczył 22 punkty i przeciwnicy o wygraniu serii mogli zapomnieć. Jednostka swój "moment" mieli nieco później, bo w trzeciej odsłonie. Co prawda w dwumeczu nie doprowadzili do remisu, ale byli stosunkowo blisko. To właśnie w tym momencie prowadzili z Unimedem różnicą 8 punktów (31:23). Musieli strasznie zdenerwować tym faktem rywali, bo ci postarali się w sposób dość bezwzględny pokazać im miejsce w szeregu. W kolejnych jedenastu minutach Jednostka zwyczajnie nie istnieli. Przegrali ten fragment spotkania 19:1 i oczywiście wszystko, co działo się na placu później nie miało już wpływu na końcowy wynik rywalizacji.
Zdecydowanie najciekawsze widowisko, i to dwuczęściowe stworzyli w weekend Polibuda 2013 oraz OBP Intencive & sport Travel. Przed rozpoczęciem rywalizacji wydawało się, że w zdecydowanie lepszym położeniu są wicemistrzowie Ligi. Po problemach, jakie mieli na początku sezonu (z pierwszych czterech spotkań przegrali trzy) nie pozostał już nawet ślad, czego dowodem była seria siedmiu zwycięstw z rzędu. Ich defensywa stała się trudna do przełknięcia dla rywali, a i ofensywa wyglądała coraz lepiej. OBP tymczasem grali raczej ze zmiennym szczęściem. W zasadzie tylko dwa ostatnie występy w rundzie zasadniczej mogli zaliczyć do udanych wcześniej ulegając całej czołówce tabeli (w tym również Polibudzie 2013). Mimo tego do rywalizacji OBP przystąpili naprawdę zmobilizowani pokazując, że play off, to czas weteranów. W pierwszej kwarcie sobotniego spotkania ośmieszyli wręcz obronę rywali wygrywając ją 17:5. Zawodnicy Polibudy nie pozostali dłużni i w drugiej odsłonie to oni wystąpili w roli "dominatorów". Ich obrona wreszcie zadziałał i to jak! Kolejną dziesięciominutówkę wygrali 17:2 i na półmetku starcia byli 3 punkty przed przeciwnikami (22:19). Było naprawdę interesująco. Niestety w drugiej połowie obraz gry uległ drastycznemu pogorszeniu. Na parkiecie zapanował chaos, z którego opanowaniem żadna ze stron już do końca spotkania sobie nie poradziła. Obie ekipy choć mocno zaangażowane nie potrafiły w miarę regularnie punktować. Efektem był dość przygnębiający wynik pierwszego starcia (36:33 dla OBP) i ogromna niewiadoma jaką stanowiła postawa obu drużyn w meczu rewanżowym. Ten lepiej rozpoczęli panowie z Polibudy 2013. Po dziesięciu minutach prowadzili już 13 punktami (17:4) i w dwumeczu mieli już 10-punktową zaliczkę. Niestety w drugiej odsłonie nie wiodło się im już tak dobrze, a na przeszkodzie do utrzymania prowadzenie stanęła... ich własna niemoc z linii rzutów wolnych. Na przestrzeni dziesięciu minut stawali na "osobistych" aż pięciokrotnie. Z jedenastu prób trafili ledwie trzy rzuty. W ten sposób ich przewaga zamiast się powiększać stopniała do 8 punktów (21:13), a OBP zaczęli powoli otrząsać się z początkowego szoku. Wreszcie na początku czwartej kwarty, po dwóch trafieniach zza łuku Sebastiana Słoniewskiego (7 pkt, 4 zb, 4 prz, 3 as) dwumeczowa przewaga rywali przestała istnieć (33:34). Zawodnicy Polibudy poczuli wreszcie, że jeszcze chwila i najgorszy scenariusz może się dla nich stać faktem. Zaczęli jak szaleni walczyć o kolejne punkty. Po trafieniu Karola Trocewicza (9 pkt, 6 zb) było już naprawdę nieźle (40:33 dla Polibudy). Niestety już chwilę później boisko z pięcioma przewinieniami na koncie musiał opuścić kapitan Polibudy 2013, Radek Bzoma (6 pkt, 5 zb, 1 prz, 4 as). Jak się okazało był to przełomowy moment spotkania. Drużyna pozbawiona lidera bardzo szybko straciła inicjatywę w grze. Tymczasem po drugiej stronie "życiówkę" rozegrał Karol Madejski (19 pkt, 4 zb, 3 bl). W ostatnich minutach dwukrotnie trafił za trzy punkty. Jego drugi rzut przejdzie do historii. Został oddany przez ręce dobrze broniącego rywala. Piłka wysokim lobem opuściła ręce Madejskiego i po odbiciu od tablicy znalazła drogę do kosza dając OBP szansę na rozstrzygnięcie losów rywalizacji w dogrywce. W dodatkowych trzech minutach bohaterem OBP został Grzegorz Kwiatkowski (10 pkt, 2 zb, 1 bl). Najpierw trafił rzut z faulem. Kiedy rywale odpowiedzieli trafieniem kilkadziesiąt sekund przed końcem zaaplikował im celną "trójkę", która okazała się być decydującą o losach całej rywalizacji. Polibuda 2013 odpadli z rywalizacji o mistrzostwo Ligi UNBA.
II liga: Ostapy na fali
To z pewnością największa niespodzianka drugoligowej serii ćwierćfinałowej. W poprzednim sezonie Ostap Rusztowania bezskutecznie próbowali przebić się do fazy pucharowej. Na przeszkodzie stanęły kontuzje, braki kadrowe i słaba forma. Tym razem niemal rzutem na taśmę załapali się do play off, czym zaskoczyli chyba nawet samych siebie. Skoro już jednak tak się stało postanowili całą sprawę potraktować z należytym szacunkiem. Efekt? No cóż, w starciu z nimi Gazeta.pl nie mieli za wiele do powiedzenia. Liderzy grupy A przegrali dwumecz 24 punktami i w słabym stylu pożegnali się z play off. Gazeta.pl nie byli jedynymi, którzy w konfrontacji z przeciwnikami z drugiej grupy doznali sporego szoku. CMP Centrum Medyczne jak walec przejechali się po Bottari Europe już w pierwszym spotkaniu wypracowując sobie 21-punktową zaliczkę. W drugim starciu ograniczyli się już tylko do skutecznej obrony uprzednio zajętych pozycji.
Nieco więcej do powiedzenia mieli w weekend B'ballin. Pierwsze starcie z Sahelem przez długi czas nie układało się po ich myśli. Pod koniec trzeciej kwarty przegrywali już 20 punktami (36:56). Mimo to ambitnie walczyli o poprawę swojego losu. Dzięki fantastycznej czwartej kwarcie wygranej 11 punktami (21:10) zniwelowali przewagę rywali do 6 "oczek" (66:60) i przed spotkaniem rewanżowym ich sytuacja była co najmniej do przyjęcia. Niestety w drugim meczu B'ballin puściły chyba nerwy. Nie potrafili poradzić sobie ze słabo grającymi w ataku, ale świetnie broniącymi zawodnikami Sahela. Owszem, wygrali to spotkanie, ale dwumecz przegrali różnicą 5 punktów. W ten sposób już trzecia drużyna grająca w sezonie w grupie B przeszła do kolejnej rundy.
Honor grupy A uratowali AGartE. Choć w pierwszym starciu z Martwymi Prezydentami męczyli się okrutnie, to w rewanżu zagrali bardziej niż przyzwoicie. W połowie rewanżowego starcia prowadzili już 10 punktami (29:19, w dwumeczu mieli 13-punktową zaliczkę). Kiedy w czwartej kwarcie "prezydenci" starali się jeszcze powalczyć o zwycięstwo na wysokości zadania stanął Michał Bakuła (18 pkt, 4 zb, 2 prz, 3 as). Jego trzy akcje dały AGartE bezpieczną przewagę (52:43) i awans do półfinału.
III liga: Jak wygrać dwie dogrywki w ciągu godziny
Sztuki tej udało się dokonać zawodnikom Slang Team. Sytuacja była wyjątkowa. W sobotnie popołudnie Slang Team najpierw dokończyli przerwane jeszcze 10 grudnia spotkanie z Siostrami Spiningowymi (do rozegrania pozostało nieco ponad półtorej minuty). Następnie brali udział w dramatycznym pojedynku z Piwo Wino Wódka Spać. W obu przypadkach "udało im się" doprowadzić do dogrywki i - co ważniejsze dla nich - obi wygrać! No, co tu dużo pisać, duży szacunek chłopaki :)
W ostatni weekend sezonu zasadniczego najciekawsza rywalizacja nie miała jednak miejsca w grupie C. Tutaj wszyscy byli pewni udziału w play off i emocje od pewnego czasu nieco opadły. Najbardziej pasjonująca była rywalizacja w grupie D, gdzie dwie najlepsze drużyny miały jeszcze szansę na uczestnictwo w play off. Kawał dobrej roboty wykonali Zwittersi. Dzięki zwycięstwu w ostatnich sekundach nad Evil Apes wywalczyli sobie uczestnictwo w play off. Decydujące punkty zdobył Paweł Panusiuk (jedyne trafienie w meczu, ale za to jakże cenne!), a "kropkę nad i" postawił Kamil Bałabaniak (6 pkt, 1 zb, 1 prz, 1 as).
Na wysokości zadania nie udało się stanąć panom z Vabank. Porażka z Nie Obrażaj Się okazała się bardzo bolesna. Wraz z syreną kończącą zawody musieli się pogodzić również z zakończeniem rywalizacji w XXXI edycji Ligi UNBA.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kanar poluje na cudzoziemca: "Yyy you have to pay now!"
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Napad roku. Wpłacili do banku pocięte gazety
- Sto nowych Swingów. Dostawy wyprzedzają terminy!
- Poważna awaria magistrali. Duża część Pragi bez ciepła
- Stacja Stadion opóźniona. Kiedy wreszcie zacznie działać?
- Fala wyburzeń pod nowe centrum. Co pójdzie pod kilof?
- Budują Rotundę, burzą kamienice. Warszawa sprzed lat
- Fala wyburzeń pod nowe centrum. Co pójdzie pod kilof?
- Odkryj perły socrealizmu. Nie każdemu się podobają
- Gdzie w Warszawie na smaczne śniadanie? Polecamy lokale
- Młody aktor w śpiączce po szarpaninie w klubie
- Pierwszy blok z lat 90. idzie pod kilof. Bo przeszkadza
- Zmienią nazwę nowego mostu? Bo powstają wulgarne skróty








