UNBA: Siódmy mistrz z kolei!

Marcin Krysiak
27.01.2012 aktualizacja: 2012-01-29 07:56
A A A Drukuj
Zdjęcia z finałowych rozgrywek XXXI sezonu amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL Bogusz Gelba, Marcin Krysiak, Anna Wojtecka
  • Zdjęcia z finałowych rozgrywek XXXI sezonu amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL
  • Zdjęcia z finałowych rozgrywek XXXI sezonu amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL
  • Zdjęcia z finałowych rozgrywek XXXI sezonu amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL
  • Zdjęcia z finałowych rozgrywek XXXI sezonu amatorskiej ligi koszykówki UNBA.PL
To prawdziwy ewenement. Osobiście nie znam ligi, w której tak ryzykowne byłoby obstawianie drużyny, która na koniec sezonu zdobędzie mistrzostwo. Pod tym względem Liga UNBA od ponad trzech lat nieustannie zaskakuje. Licząc od ostatniego mistrzowskiego sezonu wielokrotnych triumfatorów, Agrobazaru, złoto zdobywali kolejno NWW, Unimed, Dental Club, Polibuda 2013 i Lekarze. W XXXI edycji przyszedł czas na Nola!
ZOBACZ TAKŻE
I liga: Spektakularny finisz

Do tej pory w historii Ligi zdarzyło się to tylko dwa razy. W XVIII edycji udało się to zawodnikom Likantropii, drużynie znanej obecnie pod nazwą OBP Intencive & Sport Travel, która w finale pokonała zaskoczonych "etatowych mistrzów" z Agrobazaru. W XXVIII sezonie sprawcami niespodzianki zostali Dental Club w finale pokonując Unimed. Zarówno Likantropia, jak i Dental Club startowali do play off z siódmej pozycji. Naprawdę rzadko zdarza się, aby drużyna zaczynająca rywalizację w play off z odległego miejsca w ogóle dotarła do finału, a co dopiero zdobyła mistrzostwo. W obecnym sezonie do tego "sensacyjnego" grona postanowili dołączyć panowie z Nola.

Unimed mieli bardzo udany sezon. Wygrali w nim wszystkie jedenaście spotkań i z czystym kontem przystąpili do play off. Jak już pisałem w poprzednim tygodniu w fazie pucharowej przedłużyli swoją serię spotkań bez porażki aż do piętnastu! Niestety nie mieli w tym sezonie szczęścia do kontuzji. Przez cały sezon wyłączony z gry był Tomek Królik. W tygodniu poprzedzającym finał Unimed stracili jeszcze Pawła Pobutę. W ten sposób w niedzielę dysponowali ledwie sześcioosobowym składem. Jak na finał to dość skromnie. Nola nie mieli takich problemów. Pięć osób na ławce w przypadku dużej intensywności gry mogło przesądzić o losach spotkania. Obie drużyny zaczęły bardzo nerwowo. W pierwszej kwarcie Unimed trafili z gry ledwie dwa rzuty na dziewięć oddanych (oba zza łuku dokładając dwa "osobiste"). Nola byli równie "skuteczni" (cztery rzuty na czternaście prób). Po dziesięciu minutach mieliśmy w tej sytuacji remis (8:8). Na początku drugiej odsłony ciężar gry po stronie Unimedu wziął na siebie Jarek Bańda (12 pkt, 2 zb, 1 bl, 2 prz, 1 as). Po jego dwóch trafieniach i akcji "2+1" w wykonaniu Wojtka Stawickiego (7 pkt, 7 zb, 1 bl , 2 prz, 1 as) wydawało się, że starzy mistrzowie wreszcie zaczynają łapać właściwy rytm (16:10). W kolejnych minutach zawodnicy Nola postanowili udowodnić, że jest inaczej. Zabrali się ostro do pracy. Najpierw jedynym efektem, jaki osiągnęli było ograniczenie ofensywnych poczynań rywali, ale na początek musiało wystarczyć. Do końca pierwszej połowy Unimed zdobyli już tylko 2 "oczka" i na przerwę schodzili prowadząc 3 punktami (18:15). Zmiana stron okazała się zbawienna dla zawodników Nola. Od początku trzeciej kwarty zagrali bardzo agresywnie. Zawodnicy Unimedu mieli ogromne trudności z zagraniem piłki bliżej kosza i punktowali w zasadzie tylko zza łuku. Wśród rywali rozkręcił się tymczasem Bartosz Probola (11 pkt, 7 zb, 4 prz, 2 as), późniejszy MVP spotkania finałowego. W trzeciej kwarcie zdobył dla swojej drużyny 7 punktów. Jego ostatnie trafienie w końcówce odsłony dało Nola 1-punktowe prowadzenie (32:31). W ostatniej kwarcie stało się to, co w sumie chyba musiało mieć miejsce. Z początku gra była jeszcze wyrównana. Po trafieniu Rafała Lisiewicza (2 pkt, 10 zb, 1 bl) Unimed doprowadzili do remisu (37:37). Niestety w tym momencie, zapewne na skutek zmęczenia, zupełnie stanęli, a rywale bezwzględnie to wykorzystali. W końcówce meczu do dobrze grającego Proboli dołączył w ataku jeszcze Jakub Florek (10 pkt, 2 zb, 1 as). Jego dwa trafienia za trzy punkty "ustawiły" grę. Zawodnicy Unimedu próbowali jeszcze powalczyć, ale rozpędzeni i rozentuzjazmowani całym obrotem spraw Nola byli już poza ich zasięgiem i zostali mistrzem XXXI edycji Ligi UNBA.

W starciu decydującym o trzecim miejscu, gdzie spotkali się NWW i OBP Intencive & Sport Travel przez dłuższy czas ciężko było mówić o ciekawym meczu. Drużyny sprawiały wrażenie "przygaszonych". Dopiero w drugiej połowie na boisku coś się zaczęło dziać. Zaczęli NWW. Kilka udanych akcji dało im 4-punktowe prowadzenie (28:24). Przeciwnicy zaczęli odrabiać straty i udało im się to po punktach Michała Adamskiego na początku czwartej kwarty (32:32). Do końca spotkania byliśmy już świadkami zaciętej rywalizacji. NWW postawili na agresywną i nieustępliwą obronę. OBP aż pięciokrotnie byli przez nich wysyłani na linię rzutów wolnych. W szeregach NWW do pracy zabrał się nieobecny do tej pory Arek Łęczycki (8 pkt, 4 zb, 2 prz, 5 as). To nieprawdopodobne, ale MVP i najlepszy strzelec rundy zasadniczej przez trzy kwarty zapisał na swoim koncie ledwie 2 punkty! W końcówce pokazał jednak swoją wartość. Jego trzy akcje dały NWW 2-punktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu.

W miniony weekend rozwiązanie znalazła kwestia spadku do drugiej ligi. W kolejnych pierwszoligowych zmaganiach nie zobaczymy niestety TNT, którzy w decydującym starciu ulegli niedawnym mistrzom Ligi, Lekarzom. O zwycięstwo swojej drużyny zadbał jak zwykle Piotrek Gietka (24 pkt, 6 zb, 1 prz, 2 as). Lekarze, wraz z Art Promotion Group o swój pierwszoligowy byt powalczą w następny weekend podczas baraży.

II liga: CMP idą dalej

W finale drugiej ligi mieliśmy pojedynek dwóch drużyn, które grając w grupie B zakończyły sezon z najlepszym, dorobkiem. Starcie od mocnego uderzenia rozpoczęli CMP Centrum Medyczne. W połowie pierwszej kwarty prowadzili już 11:0, a w rolach głównych wystąpili Tomek Przedlacki (19 pkt,9 zb) i Piotrek Paprocki (15 pkt, 4 zb, 2 as). Kolejne minuty nie były już tak udane dla tej drużyny. CMP zwyczajnie stanęli w miejscu, a na kolejne ich punkty trzeba było poczekać do początku drugiej odsłony. Tymczasem przebudzili się zawodnicy Sahela. Do końca pierwszej dziesięciominutówki zdobyli 6 punktów zmniejszając przewagę rywali (6:11). Na początku drugiej kwarty ponownie potężnie zaatakowali CMP. Świetną robotę wykonali ich podkoszowi, wspomniany już Przedlacki oraz Dawid Sobieraj (13 pkt, 8 zb, 1 bl, 1 prz, 1 as). Trzy minuty przed końcem pierwszej połowy ich drużyna prowadziła już 14 punktami (25:11). Dopiero udane akcje Maćka Krupińskiego (9 zb, 1 zb, 1 as) i Michała Sosina (18 pkt, 6 zb, 1 prz, 3 as) pozwoliły Sahelowi podratować nienajlepszą sytuację. Na przerwę schodzili z 10-punktowąstratą (19:29). Po zmianie stron zawodnicy Sahela podjęli ostatnią już tego dnia próbę dogonienia rywali. Zdobyli 8 punktów z rzędu i błyskawicznie zbliżyli się do CMP na 6 punktów (27:33). Ci jednak nie mieli zamiaru na więcej pozwolić rywalom. Konsekwentnie dogrywając piłkę pod kosz ponownie zaczęli "odjeżdżać" zawodnikom Sahela, tym razem definitywnie. Przed ostatnią kwartą wynik na tablicy świadczył, że o inne rozwiązanie, niż zwycięstwo CMP będzie w tym spotkaniu naprawdę ciężko. Niezwykle rzadko udaje się na przestrzeni jednej kwarty odrobić 15-punktowąstratę (31:46), szczególnie w tak prestiżowym starciu. Przez dziesięć minut CMP spokojnie rozgrywali swoje akcje. Sahel podejmowali kolejne próby odrobienia strat. Niestety metoda, głównie rzuty z dystansu, okazała się być zawodną. W ostatniej odsłonie trafili ledwie jeden taki rzut na siedem oddanych. Dobrze krytym Michałowi Sosinowi i Maćkowi Krupińskiemu nie było dane zapunktować z obwodu. Tym samym po półrocznej przerwie CMP ponownie zobaczymy w pierwszej lidze.

W sobotnim meczu o trzecie miejsce dające możliwość gry w barażach górą byli AGartE. Ostap Rusztowania nie byli już w stanie nawiązać z nimi tak wyrównanej rywalizacji, jak tydzień wcześniej z CMP. AGartE w barażach zmierzą się z Art Promotion Group.

III liga: Slang Team nie do zatrzymania

Druga połowę sezonu i play off Slang Team rozegrali doskonale. Nic też dziwnego, że do starcia finałowego, w którym za rywali mieli Piwo Wino Wódka Spać, przystępowali z pozycji zdecydowanych faworytów. Co tutaj dużo pisać, po prostu nie zawiedli ani siebie, ani kibiców. Już początek spotkania pokazał kto ma zamiar dyktować warunki na boisku. Po pierwszej kwarcie Slang Team ich prowadzenie wynosiło 9 punktów (13:4). W drugiej odsłonie, mimo ogromnego zaangażowania rywali, wzrosło do 11 "oczek" (27:16). Na przestrzeni tych dwudziestu minut jak zwykle oglądaliśmy popisy Jacka Doliny (28 pkt, 2 zb, 3 prz, 3 as), który w połowie spotkania miał na koncie już 16 punktów. Dopiero trzecia kwarta spotkania była wyrównana, co oczywiście w żaden sposób nie poprawiło ogólnej sytuacji PWWS. Nadal wyraźnie przegrywali i szczerze mówiąc nie widać było, żeby cokolwiek w tej materii miało się zmienić. W ostatniej kwarcie Slang Team nadal grali na luzie w pewnym momencie powiększając swoje prowadzenie do 14 punktów (52:38). Ostatni zryw przeciwników pozwolił im, dzięki dwóm trafieniom zza łuku, zmniejszyć rozmiary porażki.

Konkurs rzutów za 3 punkty

Rozegrany przed meczem o mistrzostwo trzeciej ligi konkurs rzutów za trzy punkty wygrał można powiedzieć tradycyjnie zawodnik Polibudy 2013 i prawdziwy weteran parkietów, Bolek Rogoziński. Wygrał, bo - jak sam zażartował - mieliśmy w niedzielę "dzień dziadka". Prawda jest taka, że Bolek to prawdziwy dominator konkursu. Wygrał go, jak sam twierdzi, już dziesięciokrotnie (!!!) i na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które miały to szczęście i go pokonały. Tym razem zaliczył 20 celnych rzutów na 25 oddanych. Kolejnemu zawodnikowi brakowało do niego aż 3 celne "trójki".

Fotografie do artykułu wykonane przez Bogusza Gelbę, Marcina Krysiaka oraz w przypadku spotkania finałowego dodatkowo przez Annę Wojtecką (zdjęcia 24-33).

Więcej informacji o Lidze UNBA na www.unba.pl

Zobacz więcej na temat:

Podziel się