Alarmujące dane: ponad 20 tys. niedożywionych dzieci

Małgorzata Zubik
30.11.2009 aktualizacja: 2009-11-29 22:01
A A A Drukuj
Stołówka w warszawskiej SP nr 60 Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Trudno w to uwierzyć: w Warszawie są ponad 23 tys. niedożywionych dzieci. Pomaga im miasto, organizacje pozarządowe, Kościół i osoby prywatne. Wsparcie jest jednak niewystarczające.
Smutna mina i słabe oceny - to może być sygnał, że mamy przed sobą dziecko, które nie dojada. W domu nie dostaje śniadania, bo rodzice nie mają do tego głowy albo pieniędzy. W tornistrze nie ma kanapki. Dlatego nie może doczekać się szkolnego obiadu. Jeśli chodzi na świetlicę, czasem dostanie drugą zupę albo kanapkę. Gdy taki Jaś jest w gimnazjum, zamiast do świetlicy pójdzie na ulicę.

Szacuje się, że takich dzieci jest 8-10 proc. Są nieodpłatnie dożywiane. Jak dużo dzieci potrzebuje pomocy, nie wiadomo. - Łatwiej policzyć bezdomnych niż dzieci, choć coraz więcej organizacji to robi - wyjaśnia Monika Sawczuk, szefowa fundacji Bank Żywności SOS.

Obiady prezydenckie

Bank pomaga organizacjom pozarządowym, które dożywiają 60 tys. dzieci na Mazowszu. Z tego prawie 5 tys. w Warszawie. Ratusz podaje, że za pośrednictwem ośrodków pomocy społecznej jedzenie dostaje w tym roku ok. 12 tys. dzieci. Dla kolejnych 5 tys. obiady funduje miejskie biuro edukacji. - Dyrektorzy mogą zwalniać z opłat za obiady i dobrze to działa - chwali Beata Murawska, wicedyrektorka biura. - Jest mnóstwo przypadków, gdy dziecko nie dostaje pomocy z OPS, choć powinno. Tzw. obiady prezydenckie są dla dzieci z rodzin, które nie kwalifikują się do pomocy społecznej albo są tak niezaradne, że nie potrafią z niej skorzystać.

Kolejne 1,5 tys. dzieci dożywia w swoich ogniskach Towarzystwo Przyjaciół Dzieci (część dostaje jedzenie z paczek Banku Żywności). W sumie daje to ponad 23 tys. dzieci na 202,3 tys. warszawiaków w wieku od 5 do 19 lat (dane GUS z końca 2008 r.). To więcej niż przyjęte przez urzędników 10 proc. - W Polsce nie mówimy o głodzie, ale o niedożywieniu - przypomina Monika Sawczuk. - Często jest tak, że przez pięć-sześć dni w tygodniu dziecko je zupę. Drugie danie tylko w niedzielę.

Najlepiej mają przedszkolaki, bo gdy rodzina dostaje wsparcie, czeka na nie śniadanie, obiad i podwieczorek. - Sytuacja pogarsza się, gdy idą do szkoły, a mówimy już o sześciolatkach - podkreśla Sawczuk. - Może być tak, że szkolny obiad to jedyny posiłek w ciągu dnia.

W statystykach tacy uczniowie będą odnotowani jako objęci pomocą. Ale tylko część z nich może liczyć na coś więcej, jak w Zespole Szkół nr 70 w Wawrze, gdzie z pomocy korzysta 54 uczniów. - Wszystko, co zostaje z obiadu, wędruje do świetlicy, gdzie dzieci są czasem do godz. 18 - mówi dyrektorka Monika Prochot. - Myślę, że wszystkie dzieci są u nas nakarmione. Mamy darmowe mleko i owoce.

Niezbadana Białołęka

W organizacjach pozarządowych chłodzą jednak zadowolenie samorządowców i szkół. Fundacja Pożywienie - Darem Serca podaje, że 5 proc. warszawskich uczniów powinno dostawać bezpłatne posiłki, ale są poza systemem pomocy. - W dalszym ciągu są miejsca, gdzie dzieci są głodne - uważa Monika Jagodzińska, wiceprezeska TPD. Towarzystwo prowadzi 34 środowiskowe ogniska. W jednych są nawet trzydaniowe obiady, w innych kanapki i herbata. Dzieci dostają też żywność do domu.

- Nierozpoznane są dzielnice, gdzie buduje się dużo nowych osiedli - mówi Monika Jagodzińska. - Nie ma tam niemal żadnej oferty dla dzieci, bo dla organizacji pozarządowych brakuje lokali komunalnych. To Białołęka, Włochy, Wilanów, Wawer. A są tam rodziny w potrzebie. Gdy wieziemy do Wawra paczki z ryżem, olejem, mąką, natychmiast ustawia się kilkaset osób. Na Pradze, Woli, gdzie jest biednie, jest kilkanaście organizacji i sytuacja jest lepsza. Miasto robi dużo, ale więcej mogłyby zdziałać dzielnice.

Tego samego zdania jest Monika Sawczuk: - Są badania, z których wynika, że mniej niż połowa nauczycieli wiąże kłopoty z nauką z niedożywieniem. Zdarza się, że w świetlicy na 25 dzieci jest tylko połowa z nich, bo reszta spędza czas na ulicy. Bywa, że pedagodzy nie są zainteresowani, żeby przyjechać do Banku po paczki z jedzeniem. Przydałoby się więcej kontroli nad pomocą.

Przeczytaj także: Nowy serial: o dzieciach, które rodzą dzieci



Podziel się