Zlikwidowali kierunek studiów i... zaraz go przywrócili

Wojciech Karpieszuk
12.12.2009 aktualizacja: 2009-12-11 19:00
A A A Drukuj
Główna brama Uniwersytetu Warszawskiego Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
- Od dziekana usłyszeliśmy, że nasz kierunek będzie zamknięty i mamy sobie szukać czegoś innego - alarmują studenci międzywydziałowych studiów wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim. Kiedy wybuchła burza, władze uczelni zmieniły zdanie. Pozwolą na dokończenie studiów.
Chodzi o makrokierunek prowadzony przez trzy wydziały: zarządzania, lingwistyki stosowanej, dziennikarstwa i nauk politycznych. Powstał w 2007 r. W przyszłym roku miały odbyć się pierwsze obrony licencjatów. - Wiedzieliśmy, że kondycja finansowa tych studiów jest zła. Ale nigdy nie przypuszczaliśmy, że władze wydziału zdecydują się na coś takiego - mówi jedna ze studentek (tak jak inni rozmówcy prosi o zachowanie anonimowości).

W czwartek dziekan wydziału lingwistyki stosowanej spotkał się ze studentami. - Oświadczył, że nasz kierunek zostanie zamknięty. Powiedział, że zimowa sesja będzie ostatnia. Nie wierzyliśmy własnym uszom. Dano nam dwa miesiące na zmianę kierunku. Jak to możliwe? - pyta jeden ze studentów.

Dziekan miał zasugerować, by studenci na własną rękę przenosili się na inne kierunki. Zaproponował białorutenistykę, zarządzanie albo europeistykę.

Studentka: - To jakieś żarty. Jak mamy zacząć czwarty semestr na białorutenistyce bez znajomości nawet podstaw białoruskiego? Zarządzanie to już w ogóle kosmos. Mieliśmy tylko podstawy ekonomii. Jak nadrobię dwa lata studiów w pół roku?

Studenci podkreślają, że ich kierunek jest wyjątkowy. - Dzięki temu, że jest prowadzony przez trzy wydziały, jest zróżnicowany. Mamy wiedzę gospodarczą, ale jest też dużo zajęć o kulturze krajów wschodniosłowiańskich oraz o relacjach Unia Europejska - Wschód. Specjalnie poszłam na te studia, bo się tym interesuję. Zrezygnowałam z innego kierunku, na który się dostałam - podkreśla nasza rozmówczyni.

- Myślałem, że tworzenie makrokierunków to przyszłościowa sprawa, ale okazuje się, że nie na Uniwersytecie Warszawskim - dodaje jej kolega.

Studenci z drugiego roku skarżą się też na organizację tych studiów. - Lektoraty z rosyjskiego odbywają się w małych salkach. Zdarzało się, że połowa grupy siedziała na podłodze. Na konwersatorium chodzi po sto osób. Jak można dyskutować w takim tłumie? - pytają.

Na spotkaniu z dziekanem dowiedzieli się też, że po przeniesieniu na inny kierunek będą musieli nadrobić różnice programowe. Na europeistyce będzie trzeba za to zapłacić - ok. 300 zł za przedmiot. - Dlaczego mamy ponosić koszty zmian? Władze wydziału wiedziały o trudnej sytuacji kierunku, a jeszcze kilka miesięcy temu była prowadzona rekrutacja. To nieodpowiedzialność - oburzają się studenci.

Twierdzą, że w trakcie spotkania dziekan wyszedł, by zadzwonić i skonsultować się w sprawie opłat. - Po powrocie zapewnił, że wydział się zadłuży specjalnie dla nas, żebyśmy mogli różnice programowe zrobić za darmo - relacjonują.

Wieści o zamknięciu kierunku błyskawicznie rozniosły się po wydziale. Studenci uderzyli do mediów. W dziekanacie rozdzwoniły się telefony. Prof. Sambor Grucza, dziekan wydziału lingwistyki stosowanej, nie chciał w piątek z nami rozmawiać. Sekretarka odesłała nas do rzeczniczka prasowego.

Anna Korzekwa, rzeczniczka UW, zapewnia, że nic złego się nie dzieje. - Padła tylko sugestia, że studenci mogliby rozważyć przeniesienie się na inny kierunek. Kondycja finansowa międzywydziałowych studiów wschodniosłowiańskich jest zła, bo jest mniej chętnych, niż przypuszczaliśmy. Nie będzie nowej rekrutacji, ale każdy, kto zaczął studia, będzie mógł je skończyć - zapewnia.

Z taką też informacją z sekretariatu wydziału rozesłano w piątek maile do wszystkich studentów. Jest w nich zapewnienie, że zmiana kierunku jest dobrowolna.

Żaden ze studentów, z którymi rozmawialiśmy, nie zamierza się przenieść.

Przeczytaj także: Kryzys zagląda do szkół - braknie nawet na pensje?



Podziel się