Zapach Politechniki: trochę z kaszalota, trochę z bobra

Wojciech Karpieszuk
28.12.2009 aktualizacja: 2010-08-11 18:12
A A A Drukuj
Studentki wydziału chemii (od lewej): Magdalena Bober, Agnieszka Cieślicka i Anna Liwska, stworzyły perfumy Entropia Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Trochę wydzieliny z przewodu pokarmowego kaszalota i z gruczołu analnego bobra. Do tego nuta czarnego pieprzu, drewna, glonów morskich i żywicy. Tak pachną perfumy Politechniki Warszawskiej
SERWISY
Niektórym ten kadzidlany aromat przypomina cedr, innym lawendę. Perfumy Entropia mają pomarańczowy kolor. Wymyślili je studenci Politechniki Warszawskiej z koła naukowego Herbion. - Dostaliśmy od rektora grant na stworzenie niepowtarzalnego zapachu uczelni. I my wygraliśmy - wyjaśnia Magda Bober z zespołu "perfumeryjnego".

Entropia ma reklamować ich uczelnię. - Połączenie drewna i pieprzu daje zapachowe wrażenie kurzu. To podkreśla wiekowość Politechniki, kojarzy się z jej starymi drewnianymi audytoriami - tłumaczy Agnieszka Cieślicka z piątego roku biotechnologii.

Pracowała nad perfumami wspólnie z koleżankami i kolegami z koła naukowego. Studenci zapewniają, że inspiracją do ich stworzenia wcale nie był nieprzyjemny zapach unoszący się czasem w salach wykładowych czy na wydziałowych korytarzach. Choć na uczelnianym forum roi się już od komentarzy w rodzaju: „Zapach Politechniki kojarzy mi się ze smrodem siarkowodoru i innych specjałów na laborkach z chemii”, „Zapraszam do laboratorium na elektronikę i techniki informacyjne. Pracujemy nad paroma aromatami, m.in.: » Niewietrzona sala «, » Niedomyty inżynier «”.

- To stereotypy, że studenci Politechniki brzydko pachną - oburza się Magda Bober z zespołu "perfumeryjnego". - Nasze perfumy to będzie fajny gadżet.

I rzeczywiście - flakoniki niczym nie różnią się od tych z najdroższych perfumerii. Na czarnym stylowym opakowaniu widnieją najróżniejsze chemiczne wzory otaczające nazwę "Entropia, eau de parfum". Na razie wyprodukowanych będzie tylko sto sztuk. Perfum nigdzie nie będzie można kupić. Mają być prezentami dla wyjątkowych gości Politechniki.

Studenci pracowali nad Entropią w laboratorium przez kilka tygodni. Mieszali i wąchali różne roztwory: tabaki, pieprzu czarnego, pomarańczy, liści czarnej porzeczki, jononu alfa i beta. Później każdy zapisywał swoje skojarzenia o esencji. - Po kilku godzinach wąchania czułam te zapachy wszędzie: na ulicy, w tramwaju - przyznaje Ania Liwska, świeża absolwentka PW.

Po wielu próbach młodzi laboranci byli pewni: to jest to! Nie chcą zdradzić dokładnej receptury, bo - jak podkreślają - jest jedyna w swoim rodzaju. - Możemy tylko wyjawić, że dominują nuty: czarny pieprz, drewno, agar, żywica - wylicza Agnieszka. I dodaje: - To perfumy unisex, ale mają zapach dosyć ostry, idą raczej w kierunku męskim.

Najwięcej problemów przy doświadczeniach w laboratorium było z syntetykiem cybetu, czyli wydzieliny z gruczołu analnego kota. Stosuje się go do utrwalania zapachów. - Jest bardzo intensywny. Nawet najmniejsza ilość potwornie śmierdzi. Nie udało nam się tego odpowiednio rozcieńczyć. Musieliśmy z tego zrezygnować - żałuje Ania.

Za to łatwo poszło z syntetykiem ambry, czyli woskowatej wydzieliny z przewodu pokarmowego kaszalota. Był potrzebny do wzmacniania zapachu.

Nazwy dla perfum szukali w internecie. Wiedzieli, że musi być wyjątkowa. I jest. Za wikipedią: "entropia - termodynamiczna funkcja stanu określająca kierunek przebiegu procesów spontanicznych w odosobnionym układzie termodynamicznym".

Perfumy wąchał już rektor. - Zapach zaakceptował ochoczo! - zapewnia Agnieszka.

Przeczytaj także: Kto napada na banki? "Mafia trzepakowa" i nieudacznicy



Podziel się