Wolą zawodówki, czyli złote czasy dla fachowców

Małgorzata Zubik
19.02.2010 aktualizacja: 2010-02-18 22:49
A A A Drukuj
Klaudia Hackiewicz i Kamil Pasterkowski, uczniowie technikum budowlanego Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
- Do mojej szkoły uczniowie pchają się drzwiami i oknami - mówi Anna Maria Piętak, dyrektorka technikum architektoniczno-budowlanego. - Czujemy, że jest zielone światło dla kształcenia zawodowego, prestiż takich szkół rośnie. W ciągu ostatnich trzech lat liczba uczniów wzrosła w nich o jedną trzecią.
SERWISY
TAB wybrała Klaudia Hackiewicz, dziś uczennica trzeciej klasy. - Najpierw byłam w liceum, ale nie była to dobra szkoła. Na studia i tak trzeba iść, a po tej szkole będę też mieć zawód w ręku - wyjaśnia.

Jej kolega z klasy Kamil Pasterkowski w gimnazjum myślał o architekturze, ale teraz chce być "Bobem Budowniczym". - Frustruje nas to, że ludzie z liceum uważają nas za gorszych - mówi. - A przecież mamy więcej nauki od nich.

Do tego dochodzą praktyki, nie tylko w zapyziałych szkolnych warsztatach. Klasa IIIe pojechała wczoraj na budowę hipermarketu. - Zobaczą technologie, o których przeciętny człowiek nawet nie wie - wyjaśnia Barbara Pużańska z Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. - Będzie też wykład, specjalnie dla nich. Na rynku budowlanym ciągle mamy niedobór fachowców.

Dlatego PZPB współpracuje z miejskim biurem edukacji, które przygotowało projekt "Zawody budowlane na rynku pracy". Ma on m.in. podnieść praktyczną wiedzę 1410 warszawskich uczniów. Pomoże też w nawiązaniu współpracy pięciu szkół z firmami budowlanymi. Koszty (ponad 1 mln zł) w 97 proc. pokrywa Unia Europejska.

Od trzech lat stołeczny ratusz zachęca gimnazjalistów do nauki w szkołach zawodowych. Są efekty. Z miejskiego raportu "Edukacja dla rynku pracy" wynika, że mimo niżu demograficznego nabór do techników systematycznie rośnie. We wrześniu zeszłego roku przyjęto do klas pierwszych 4,541 uczniów. To o 31 proc. więcej niż trzy lata temu. Dziś w technikum uczy się już co czwarty warszawski uczeń. Szkoły zawodowe wybrało 32 proc., a jeszcze kilka lat temu było to mniej niż 20 proc.

Szkoły wprowadzają nowe zawody. W tym roku przybędzie kolejnych dziewięć, m.in. technik organizacji reklamy, mechanik maszyn i urządzeń drogowych. Danuta Woluntarska, dyrektorka technikum poligraficznego przy ul. Stawki, wprowadziła nowy kierunek: technik cyfrowych procesów graficznych. - Daje możliwość pracy nie tylko w samej poligrafii, ale też w studiach reklamowych - wyjaśnia.

- To był mój cel - podkreśla Mieczysława Nowotniak, wicedyrektorka biura edukacji. - Nie chodziło tylko o zwiększenie liczby uczniów w szkołach zawodowych, ale także o podniesienie jakości kształcenia. Uważam, że mamy sukces. Dyrektorzy raportują, że absolwenci mają propozycje pracy jeszcze przed skończeniem szkoły, technicy budowlani są wprost rozchwytywani. Taki młody człowiek jest w lepszej sytuacji niż średni uczeń liceum.

Firmy coraz chętniej współpracują ze szkołami. Poligraficzne nie odmawiają nowoczesnych urządzeń, ale też przysyłają specjalistów, którzy opowiadają uczniom o branżowych nowinkach. Telekomunikacyjne fundują stypendia - jak w technikum łączności. - Zadziałała promocja szkolnictwa zawodowego, choć mogłoby być jeszcze lepiej - ocenia dyrektor tej szkoły Eugeniusz Śniegowski. - Technikum to dwie szkoły w jednym. Trzeba zdać maturę i egzamin zawodowy. A mimo to pokutuje pogląd, że szkoła zawodowa jest gorsza od ogólnokształcącej.

Skarży się, że ma problemy z kształceniem w bardzo potrzebnym na rynku zawodzie montera sieci i urządzeń telekomunikacyjnych. Mimo wsparcia firm, które są gotowe fundować stypendia, przyjmować uczniów na praktyki i oferować pracę, nie może uzbierać odpowiedniej liczby chętnych. W TAB słyszymy z kolei, że słabo garną się do nowego, atrakcyjnego zawodu technika urządzeń sanitarnych. Bo kojarzy im się z pracą hydraulika.

Przeczytaj także: List czytelniczki: Mój syn ofiarą chłopca z ADHD



Podziel się