Frytki na szabas - goście z Izraela w liceum Kossutha

Grzegorz Szymanik
15.03.2010 aktualizacja: 2010-03-14 21:37
A A A Drukuj
Młodzi Polacy i Izraelczycy bawili się razem na sali gimnastycznej Fot.Grażyna Jaworska / Agencja Gazeta
- Chcemy, by uświadomili sobie, że w gruncie rzeczy są tacy sami. Niech się razem śmieją - mówił dyrektor liceum im. Lajosa Kossutha. 150-osobowa grupa młodzieży z Izraela odwiedziła w weekend swoich rówieśników na Ursynowie.
Nawet mysz nie mogła prześlizgnąć się w sobotę do szkoły na Hirszfelda bez pozwolenia izraelskiej ochrony. Kilkanaście minut spędziłem na tłumaczeniu, że nie jestem człowiekiem niebezpiecznym, a książka do nauki języka arabskiego w mojej torbie o niczym nie świadczy. W tym czasie z sali gimnastycznej rozbrzmiewały dźwięki poloneza Wojciecha Kilara. Licealiści z Kossutha uczyli gości polskiego chodzonego. Potem Izraelczycy odwdzięczyli się pokazem tańca nowoczesnego. Były prezenty i podziękowania.

- To pierwsze takie spotkanie w naszej podróży po Polsce - mówiła opiekunka gości.

- Wcześniej przez siedem dni zdążyli odwiedzić Kraków, Auschwitz-Birkenau, Lublin, Majdanek, dziś wrócili z Treblinki. Jutro przemaszerują w Warszawie od Umschlagplatzu do pomnika Bohaterów Getta. To standardowa wycieczka pamięci, na którą jeździ młodzież z Izraela - opowiadał przewodnik grupy.

Paweł Mazur, dyrektor liceum: - Ta podróż jest dla nich ciężka emocjonalnie. Są przeładowani historią. Myślę, że potrzebują takiego wentylu: spotkania z rówieśnikami, uśmiechu, rozmów na błahe tematy. A i naszym licealistom takie spotkanie dużo da. Chcemy im uświadomić, że w gruncie rzeczy są tacy sami.

Młodzieży nie trzeba było niczego uświadamiać. Podczas części oficjalnej siedzieli po dwóch stronach sali gimnastycznej, ale wystarczyło, że wyszli opiekunowie, a podniósł się gwar. Licealiści z Kossutha biegali z karteczkami, na których wypisane mieli imiona izraelskich kolegów - wcześniej komunikowali się już z sobą za pomocą internetu. Błyskały flesze aparatów. Po chwili wszyscy wymieszali się tak, że w zasadzie nie było już wiadomo, kto skąd jest. Tylko rozmowy było słychać: o muzyce, filmach, podróżach, szkole, rodzinie

- no i nauczycielach. Nauczycieli zawsze warto obgadać - tłumaczył Noam.

Paweł Mazur: - Wieczorem odbędzie się panel dyskusyjny. Przeczytamy "Campo di fiori" Miłosza, będziemy rozmawiać trochę poważniej, ale też nie za dużo. Nie chcemy ich dziś przeładowywać ciężkimi tematami. Niech się razem śmieją. A za chwilę zjemy jeszcze wspólną kolację szabasową.

- Czyli?

- Kotlety z kurczaka i frytki.

Przeczytaj także: Boom na neony



Podziel się