Oferty pracy w regionie
Szkoła w dobie Internetu: książka lżejsza, laptop lepszy
17.05.2010
aktualizacja: 2010-05-17 11:15
"Co należy robić w internecie?". Większość uczniów na pierwszym miejscu odpowiada: "komunikować się, rozmawiać" (ewentualnie: "gadać na GG") oraz grać. No i jeszcze googlować przy odrabianiu pracy domowej - dowiedziałem się od uczniów mojej dawnej szkoły.
ZOBACZ TAKŻE
- Podręczniki z internetu zastąpią tradycyjne książki (19-05-10, 10:00)
- Komputery i internet od pierwszej klasy (18-05-10, 11:00)
- Niezwykły neon zaświecił na Bródnie: napisany odręcznie (15-05-10, 09:00)
- Laptopy dla uczniów. To się może udać (29-03-11, 01:00)
- Prof. Hopfinger: Jestem z kultury druku (13-12-10, 09:00)
- Gdzie darmowy internet na Ursynowie? Sam zdecyduj (13-09-10, 21:26)
- Podstawówki po egzaminie - najlepszy Ursynów (01-06-10, 09:00)
- Bestsellery z ciężarówek. Tak kiedyś sprzedawano książki (29-05-10, 11:00)
- Pomagają uczniom i nauczycielom jak qmać media (24-05-10, 15:00)
- Czy byłeś dzisiaj na Fejsie czyli życie w Internecie (24-05-10, 15:00)
- W Warszawie mało przedszkoli dla niepełnosprawnych dzieci (17-05-10, 10:00)
- Opowiadamy o świecie 19-latków. Wy nas nie rozumiecie (17-05-10, 09:00)
- Z wielka pompą Szembek został patronem gimnazjum (14-05-10, 22:30)
Po latach przerwy wróciłem do mojej szkoły. Tak jak ponad 20 reporterów "Gazety" miałem sprawdzić, czy nadal tkwi ona w epoce kredy, czy też nadąża za rozwojem nowoczesnych technologii.
Tak naprawdę moja podstawówka już nie istnieje. Gmach przy ul. Trockiej na Targówku z zewnątrz wygląda jak dawniej, ale na murze wisi tabliczka: "W tym budynku w latach 1983-2003 mieściła się Szkoła Podstawowa nr 315".
Dziś w budynku znajduje się gimnazjum nr 141. Na liście nauczycieli z moich czasów odnajduję tylko panią od plastyki. Wuefista to dawny kolega z boiska. Na posterunku niezmiennie tkwi też pielęgniarka, choć gabinet całkiem odmieniony.
Inne zmiany widać już w gabinecie dyrektorki. Sekretarka na ekranie komputera ma podgląd z kamer zainstalowanych nad wejściem i na korytarzu. Nikt obcy nie prześlizgnie się do szkoły. Jeszcze kilka lat temu zamiast kamer był tu stały posterunek straży miejskiej.
Podręcznik do muzeum
Idę na informatykę do drugiej klasy. 30 uczniów podzielonych na dwie grupy, każdy ma swój komputer. Nie mogę wziąć czynnego udziału w lekcji, bo polegnę już na pierwszym zadaniu - uczniowie piszą aplikację w Visual Basicu. Za moich czasów uczyliśmy się komend w DOS-ie. - Teraz też to mają, ale w trzeciej klasie. Najpierw stawiamy na bardziej praktyczne rzeczy - mówi Agnieszka Bobińska, nauczycielka informatyki.
Na lekcji nie ma książek. Te polecane przez ministerstwo są już mocno nieświeże: uczą Word Pada i Windowsów 98 - programów, które niebawem trafią do muzeum techniki.
Nauczyciele sami wymyślają uczniom zadania, sami dbają o programy. Na aplikacje komercyjne brakuje pieniędzy, ale przecież niemal wszystkie mają równie dobre darmowe odpowiedniki. Nastolatki biegle posługują się programami Gimp (do obróbki fotografii) czy InScape (do grafiki wektorowej). Oba są darmowe i rozwijane przez zapaleńców z całego świata w systemie open source. Trochę mimochodem gimnazjum kształci więc pokolenie świadomych konsumentów.
Pokolenie internetu
Prawdziwym wyzwaniem dla współczesnej szkoły jest jednak internet. Uczniowie, którzy siedzą w ławkach mojej dawnej podstawówki, to pierwsze pokolenie, dla którego globalna sieć jest od zawsze. Mają ją w domu, w szkole (oprócz pracowni informatycznej także w bibliotece), a nawet w komórkach. W szkole jest sieć WiFi, choć telefony mogą być włączone tylko na przerwach.
Nic dziwnego, że na pytanie: "skąd dowiedziałeś/łaś się, czym jest internet", w ankietach odpowiadają... "z internetu" albo "od siebie". Sam nie wiem, co bym odpowiedział, gdyby mnie ktoś zapytał, skąd dowiedziałem się, czym jest telewizja.
W ankietach większość 15-latków z 30-osobowej klasy nie ma problemów z odpowiedzią na pytanie, "czego nie należy robić w internecie". A więc nie należy ściągać nielegalnych programów, rozmawiać z nieznajomymi, podawać danych osobowych, przeklinać, obrażać innych, a nawet: "nie należy podawać haseł do kont bankowych". Nieco niepokoić może odpowiedź: "nie należy nawiązywać poważnych związków", bo czy to znaczy, że można nawiązywać przelotne?
Rozmawianie lepsze niż czytanie
Prawdziwą różnicę pokoleniową widać dopiero w odpowiedziach na pytanie: "co należy robić w internecie?". Otóż większość na pierwszym miejscu odpowiada: "komunikować się, rozmawiać" (ewentualnie: "gadać na GG") oraz grać. Jeden z chłopaków dopisuje nawet: "granie jest bogiem, granie jest nałogiem". Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które wolą książki od internetu. Jedna z nich uzasadnia odpowiedź tym, że książka jest jednak lżejsza od laptopa.
W rozmowach uczniowie dodają też, że internet trzeba mieć otwarty w czasie odrabiania pracy domowej, by w Google'ach szukać odpowiedzi.
Czy za tą powszechną obecnością uczniów w internecie nadążają nauczyciele? Ci od informatyki na pewno. Dariusz Wierbiłowicz ma sporą część uczniów wśród znajomych na Naszej-klasie. Nauczyciel matematyki dodatkowe zadania dla zdolniejszych wysyła mailem, tą drogą dostaje też odpowiedzi. - Polonistka jeszcze trzy lata temu nie korzystała z komputera. Niedawno poprosiła o zaistalowanie Publishera, bo Word już nie wystarcza do robienia szkolnej gazetki - mówi Agnieszka Bobińska.
Anglista Adam Ambroziak stosuje tablicę interaktywną. Takie urządzenia dostały z urzędu dzielnicy wszystkie szkoły na Targówku. Tablica jest monitorem rozmiarów tradycyjnej tablicy, można na niej wyświetlać obraz z komputera, wyczuwa też dotyk wskaźnikiem, dzięki czemu można pisać czy rysować. Nie ma już wychodzenia w czasie lekcji, żeby zmoczyć gąbkę.
- Z komputera mogę puszczać dźwięk. Chcę namówić szkołę, żeby kupiła program, który wyświetla graficznie fale dźwiękowe podczas wypowiadania angielskiego słowa - tłumaczy Ambroziak. - Uczeń powtarza słowo, a program "ze słuchu" wyświetla na tablicy wykres z jego falą dźwiękową. Trzeba powtarzać tak długo, aż zapis wymowy ucznia pokryje się na wykresie z wymową wzorcową - tłumaczy nauczyciel.
Większość nauczycieli z komputerami nie ma jednak aż tyle wspólnego. Elektroniczny dziennik obsługują za pomocą "totolotka" - tak mówią na szablony wypełniane na kartce, które potem informatyk wprowadza do systemu.
Za technologią nie nadążają też rodzice. Dostęp do e-dziennika wykupiło tylko 26 proc. z nich.
Dzieciaki za to świetnie sobie radzą i nie ustępują kolegom z Zachodu. W poniedziałek (17 maja) na Targówku odbędzie się finał międzynarodowego programu "Roots and Wings" ("Nasze korzenie skrzydłami do Europy"), w którym jako jedyne z Polski bierze udział gimnazjum nr 141. Wspólnie z kolegami z sześciu państw (m.in. ze Szwecji, z Hiszpanii, Niemiec) od dwóch lat uczniowie przez internet opowiadają sobie o swoich miastach, obliczają, ile emitują CO2 (oczywiście na komputerze), kręcą i wrzucają filmy na YouTube.
Czy szkoła wykorzystuje dostatecznie współczesne multimedia? Czy korzystanie z internetu to jej codzienność, czy tylko okazjonalny dodatek? Czy nauczyciele wykorzystują internet podczas lekcji różnych przedmiotów? Jak radzą sobie z technologią? A jak reagują na prace uczniów kopiowane z internetu? Czekamy na listy: stoleczna@agora.pl
Wrażenia z powrotu do szkoły dziennikarze "Gazety" opisują także w blogu szkola20.blox.pl
Noc Muzeów na zdjęciach. Zobacz galerię

Tak naprawdę moja podstawówka już nie istnieje. Gmach przy ul. Trockiej na Targówku z zewnątrz wygląda jak dawniej, ale na murze wisi tabliczka: "W tym budynku w latach 1983-2003 mieściła się Szkoła Podstawowa nr 315".
Dziś w budynku znajduje się gimnazjum nr 141. Na liście nauczycieli z moich czasów odnajduję tylko panią od plastyki. Wuefista to dawny kolega z boiska. Na posterunku niezmiennie tkwi też pielęgniarka, choć gabinet całkiem odmieniony.
Inne zmiany widać już w gabinecie dyrektorki. Sekretarka na ekranie komputera ma podgląd z kamer zainstalowanych nad wejściem i na korytarzu. Nikt obcy nie prześlizgnie się do szkoły. Jeszcze kilka lat temu zamiast kamer był tu stały posterunek straży miejskiej.
Podręcznik do muzeum
Idę na informatykę do drugiej klasy. 30 uczniów podzielonych na dwie grupy, każdy ma swój komputer. Nie mogę wziąć czynnego udziału w lekcji, bo polegnę już na pierwszym zadaniu - uczniowie piszą aplikację w Visual Basicu. Za moich czasów uczyliśmy się komend w DOS-ie. - Teraz też to mają, ale w trzeciej klasie. Najpierw stawiamy na bardziej praktyczne rzeczy - mówi Agnieszka Bobińska, nauczycielka informatyki.
Na lekcji nie ma książek. Te polecane przez ministerstwo są już mocno nieświeże: uczą Word Pada i Windowsów 98 - programów, które niebawem trafią do muzeum techniki.
Nauczyciele sami wymyślają uczniom zadania, sami dbają o programy. Na aplikacje komercyjne brakuje pieniędzy, ale przecież niemal wszystkie mają równie dobre darmowe odpowiedniki. Nastolatki biegle posługują się programami Gimp (do obróbki fotografii) czy InScape (do grafiki wektorowej). Oba są darmowe i rozwijane przez zapaleńców z całego świata w systemie open source. Trochę mimochodem gimnazjum kształci więc pokolenie świadomych konsumentów.
Pokolenie internetu
Prawdziwym wyzwaniem dla współczesnej szkoły jest jednak internet. Uczniowie, którzy siedzą w ławkach mojej dawnej podstawówki, to pierwsze pokolenie, dla którego globalna sieć jest od zawsze. Mają ją w domu, w szkole (oprócz pracowni informatycznej także w bibliotece), a nawet w komórkach. W szkole jest sieć WiFi, choć telefony mogą być włączone tylko na przerwach.
Nic dziwnego, że na pytanie: "skąd dowiedziałeś/łaś się, czym jest internet", w ankietach odpowiadają... "z internetu" albo "od siebie". Sam nie wiem, co bym odpowiedział, gdyby mnie ktoś zapytał, skąd dowiedziałem się, czym jest telewizja.
W ankietach większość 15-latków z 30-osobowej klasy nie ma problemów z odpowiedzią na pytanie, "czego nie należy robić w internecie". A więc nie należy ściągać nielegalnych programów, rozmawiać z nieznajomymi, podawać danych osobowych, przeklinać, obrażać innych, a nawet: "nie należy podawać haseł do kont bankowych". Nieco niepokoić może odpowiedź: "nie należy nawiązywać poważnych związków", bo czy to znaczy, że można nawiązywać przelotne?
Rozmawianie lepsze niż czytanie
Prawdziwą różnicę pokoleniową widać dopiero w odpowiedziach na pytanie: "co należy robić w internecie?". Otóż większość na pierwszym miejscu odpowiada: "komunikować się, rozmawiać" (ewentualnie: "gadać na GG") oraz grać. Jeden z chłopaków dopisuje nawet: "granie jest bogiem, granie jest nałogiem". Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które wolą książki od internetu. Jedna z nich uzasadnia odpowiedź tym, że książka jest jednak lżejsza od laptopa.
W rozmowach uczniowie dodają też, że internet trzeba mieć otwarty w czasie odrabiania pracy domowej, by w Google'ach szukać odpowiedzi.
Czy za tą powszechną obecnością uczniów w internecie nadążają nauczyciele? Ci od informatyki na pewno. Dariusz Wierbiłowicz ma sporą część uczniów wśród znajomych na Naszej-klasie. Nauczyciel matematyki dodatkowe zadania dla zdolniejszych wysyła mailem, tą drogą dostaje też odpowiedzi. - Polonistka jeszcze trzy lata temu nie korzystała z komputera. Niedawno poprosiła o zaistalowanie Publishera, bo Word już nie wystarcza do robienia szkolnej gazetki - mówi Agnieszka Bobińska.
Anglista Adam Ambroziak stosuje tablicę interaktywną. Takie urządzenia dostały z urzędu dzielnicy wszystkie szkoły na Targówku. Tablica jest monitorem rozmiarów tradycyjnej tablicy, można na niej wyświetlać obraz z komputera, wyczuwa też dotyk wskaźnikiem, dzięki czemu można pisać czy rysować. Nie ma już wychodzenia w czasie lekcji, żeby zmoczyć gąbkę.
- Z komputera mogę puszczać dźwięk. Chcę namówić szkołę, żeby kupiła program, który wyświetla graficznie fale dźwiękowe podczas wypowiadania angielskiego słowa - tłumaczy Ambroziak. - Uczeń powtarza słowo, a program "ze słuchu" wyświetla na tablicy wykres z jego falą dźwiękową. Trzeba powtarzać tak długo, aż zapis wymowy ucznia pokryje się na wykresie z wymową wzorcową - tłumaczy nauczyciel.
Większość nauczycieli z komputerami nie ma jednak aż tyle wspólnego. Elektroniczny dziennik obsługują za pomocą "totolotka" - tak mówią na szablony wypełniane na kartce, które potem informatyk wprowadza do systemu.
Za technologią nie nadążają też rodzice. Dostęp do e-dziennika wykupiło tylko 26 proc. z nich.
Dzieciaki za to świetnie sobie radzą i nie ustępują kolegom z Zachodu. W poniedziałek (17 maja) na Targówku odbędzie się finał międzynarodowego programu "Roots and Wings" ("Nasze korzenie skrzydłami do Europy"), w którym jako jedyne z Polski bierze udział gimnazjum nr 141. Wspólnie z kolegami z sześciu państw (m.in. ze Szwecji, z Hiszpanii, Niemiec) od dwóch lat uczniowie przez internet opowiadają sobie o swoich miastach, obliczają, ile emitują CO2 (oczywiście na komputerze), kręcą i wrzucają filmy na YouTube.
Czy szkoła wykorzystuje dostatecznie współczesne multimedia? Czy korzystanie z internetu to jej codzienność, czy tylko okazjonalny dodatek? Czy nauczyciele wykorzystują internet podczas lekcji różnych przedmiotów? Jak radzą sobie z technologią? A jak reagują na prace uczniów kopiowane z internetu? Czekamy na listy: stoleczna@agora.pl
Wrażenia z powrotu do szkoły dziennikarze "Gazety" opisują także w blogu szkola20.blox.pl
Przeczytaj także: Kryzys zagląda do szkół - braknie nawet na pensje?
Noc Muzeów na zdjęciach. Zobacz galerię

Oferty pracy w regionie
Najczęściej czytane24 htydzień
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Środa na ulicach Warszawy [23.05.2012]
- Otwarto fragment autostrady do Warszawy. Kiedy reszta?
- Nowy autobus od dziś na ulicach Warszawy [ZDJĘCIA]
- Podwójne zabójstwo na Siekierkach. "Dziwne zdarzenie"
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Cicha noc na A2
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów




