Kto wychowuje dzieci zapracowanych rodziców

Małgorzata Zubik
02.06.2010 aktualizacja: 2010-06-01 20:52
A A A Drukuj
Patrycja Dołowy fot. Adam Kozak / AG
Rodzice nie mają wyjścia: muszą korzystać z pomocy, żeby łączyć wychowywanie dzieci z pracą. Niech tylko robią to mądrze - radzi Patrycja Dołowy z fundacji MaMa.
W Dzień Dziecka w klubokawiarni Grawitacja odbyła się debata poświęcona dzieciom. Eksperci zaproszeni przez Instytut Obywatelski zastanawiali się nad tym, kto wychowuje dzieci zapracowanych rodziców i gdzie to się dzieje. O tym, jak pogodzić pracę i wychowanie dzieci, mówi Patrycja Dołowy, mikrobiolożka, doktor nauk przyrodniczych i wiceprezeska fundacji MaMa oraz mama dwóch chłopców (jeden ma cztery, a drugi prawie dwa lata).

Małgorzata Zubik: Model rodzica zapracowanego, który nie ma czasu dla dzieci, jest powszechny?

Patrycja Dołowy: Jest powszechny. Do tego dużo się o nim mówi, jest tematem popularnym w mediach, wszedł w świadomość. Dużo ludzi widzi siebie samych w tym modelu. I ma negatywne skojarzenia: jestem rodzicem zapracowanym, nie mam czasu dla dzieci. Pozytywne jest to, że dużo o tym mówimy.

Kto więc wychowuje nasze dzieci?

- Opiekunka, pani w przedszkolu, nauczycielka, czasem babcia.

Czy w ogóle jest możliwe pogodzenie pracy z wychowywaniem dzieci w taki sposób, żeby dzieci nie cierpiały i rodzice byli zadowoleni?

- Nie możemy sobie wyobrazić współczesnego świata bez tych dwóch sfer. Ich połączenie jest jednak trudne. Sama wykonuję wolny zawód i każdego dnia spędzam kilka godzin tylko z dziećmi, to taki święty czas, ale nie mogę tego modelu zaproponować innym rodzicom. Bardzo często po prostu nie mają wyjścia i muszą dużo pracować. Byłoby pewnie lepiej gdyby spędzali więcej czasu z dziećmi. Jednak jak świat się kręci, zawsze były osoby trzecie, które pomagały w ich wychowaniu. Tak naprawdę model rodziców, którzy osobiście opiekują się dziećmi, pojawił się nie tak dawno i dość szybko zniknął. Przecież kiedyś dzieci z biednych rodzin wychowywała ulica albo wioska, a te z bogatych guwernantka. Teraz próbujemy pogodzić role, ale bez pomocy nie jest to możliwe.

A rodzice żyją czasem w poczuciu winy.

- Moja organizacja stawia sobie za cel pomagać rodzicom, a nie wpędzać ich w poczucie winy. Pokazywać im, że mogą korzystać z pomocy różnych instytucji, organizacji pozarządowych, że ich rolą jest wybranie najlepszej pomocy.

Ale jak to zrobić? Najbardziej naturalna wydaje się pomoc babci czy dziadka, ale w Warszawie coraz częściej jest to niemożliwe, ponieważ babcia i dziadek są daleko.

- Rzeczywiście jest tu bardzo wiele osób napływowych, podobnie jest w innych dużych miastach. Okazuje się jednak, że w małych miejscowościach jest z tym również problem, ponieważ wszyscy muszą pracować. Zanika model rodziny wielopokoleniowej, z ciociami, wujkami. Pozostaje opiekunka. Możemy ją jednak odpowiednio wybrać, niech to będzie osoba, która ma pomysł na spędzanie czasu z dzieckiem, ale też wyznaje te same poglądy jak my. Tak, by nas wspierała w wychowywaniu. Można znaleźć takie instytucje, które zorganizują dziecku czas w odpowiedni sposób. Zapewnią kontakt z innymi dziećmi, zaoferują ciekawe zajęcia edukacyjne, warsztaty, a nie tylko przechowanie

Zastąpić rodziców jednak nie nic może, prawda?

- Nikt nie jest w stanie zastąpić rodziców: ani opiekunka, ani pani w przedszkolu czy w szkole. Ważne jest jednak, żeby rodzice mieli dobry kontakt nie tylko z dziećmi, ale z tymi, którzy się nimi zajmują. Niech pytają o dzieci, niech się interesują tym, co robią dzieci, jak się zachowują. A jeśli rodzice są w takiej sytuacji, że mogą być tylko rodzicami weekendowymi, to niech ten czas w weekendy spędzą z dziećmi. I nie chodzi o to, żeby wymyślać jak najbardziej intensywne zajęcia po to, żeby wynagrodzić braki z tygodnia, ale żeby po prostu być razem blisko, dać dzieciom ciepło i wsparcie.

Przeczytaj także: Podręczniki z internetu zastąpią tradycyjne książki



W zoo na świat przyszła mała żyrafa. Zobacz galerię

Podziel się