Otwarty Uniwersytet pęka w szwach. Padł kolejny rekord

Rozmawiał Wojciech Karpieszuk
19.08.2010 aktualizacja: 2010-08-19 08:04
A A A Drukuj
Katarzyna Lubryczyńska
Spodziewałam się zainteresowania, ale nie aż takiego - zachwala Katarzyna Lubryczyńska, dyrektorka Uniwersytetu Otwartego na UW. Chętnych na dobrowolną naukę jest coraz więcej, w rekrutacji padł kolejny rekord.
SERWISY
Uniwersytet Otwarty ruszył dwa lata temu przy Uniwersytecie Warszawskim. To 150 otwartych wykładów akademickich z sześciu dziedzin. Cel: uczelnia jest dla każdego, każdy może się uczyć i poszerzać horyzonty. Okazuje się, że ludzie chcą się uczyć. Na zajęcia przychodzą młodzi, starsi (zdarzało się, że w jednej ławce siedzieli razem świeżo upieczony maturzysta i emeryt), lepiej i gorzej wykształceni, pracujący i bezrobotni. Właśnie trwa kolejna rekrutacja. Padają rekordy zainteresowania.

Wojciech Karpieszuk: Czy może pani wymienić najoryginalniejsze kursy Uniwersytetu Otwartego?

Katarzyna Lubryczyńska: Ze 150 trudno wskazać jeden. Ciekawie zapowiada się nowość: „Miłość po rosyjsku - interaktywny kurs języka rosyjskiego dla potencjalnie i realnie zakochanych”. Poprowadzą go kobieta i mężczyzna. Słownictwo poznajemy na podstawie historii pewnej pary, od momentu poznania się, randkowania, aż po ślub i później rozwód. Jest duże zainteresowanie kursem „Detektywi na Uniwersytecie”. Jest dużo nowości językowych: fiński, gruziński, język migowy. Zaskoczyło mnie bardzo duże zainteresowanie kursem „Od Marrakeszu do Zamościa: Kultura Żydów sefardyjskich”. Wydawało mi się, że to taki wąski temat.

Wojciech Karpieszuk: Spodziewała się pani tak dużej popularności Uniwersytetu Otwartego?

- Spodziewałam się dużego zainteresowania, ale nie aż takiego. Działamy dopiero dwa lata, a mamy już ponad 10 tys. słuchaczy. To są najróżniejsi ludzie. Ok. 50 proc. młodzi w wieku 25-35 lat, ale są też emeryci, przychodzi coraz więcej licealistów. Na najbliższy trymestr już jest prawie 6,7 tys. zgłoszeń. Padł rekord, to o 200 więcej niż we wcześniejszej rekrutacji. A to dopiero połowa zapisów.

Dlaczego aż tylu ludzi chce się uczyć? Dla siebie, a nie dla papierka?

- Ludzie chcą się rozwijać, poszerzać wiedzę w dziedzinie, która ich interesuje, poznawać inne osoby. W tym tkwi fenomen Uniwersytetu Otwartego. Na jedne zajęcia chodzą doktorzy i ludzie po zawodówce, licealiści i emeryci, pracownik biurowy i właściciel firmy. Dogadują się fantastycznie. Chodzą, bo ich interesuje jakiś temat, wymieniają doświadczenia. Zdarza się, że całe grupy zapisują się razem na kolejne zajęcia.

Co mówią wykładowcy? Czym się różnią wasi słuchacze od studentów Uniwersytetu Warszawskiego?

- Podobno na Uniwersytecie Otwartym trudniej prowadzi się zajęcia. Przychodzą na nie prawdziwi pasjonaci. Rzadko zdarza się, że wykłady kończą się o umówionej godzinie, bo jest tyle pytań. I nikt z sali nie wychodzi. Słuchacze przychodzą sami dla siebie. Są wymagający, często mają ogromną wiedzą i doświadczenie. Bardzo angażują się w zajęcia.

Czują się związani z uczelnią?

- Bardzo. Oprócz wykładów organizujemy konferencje, debaty, wystawy. Nasi słuchacze uczestniczą też w życiu Uniwersytetu Warszawskiego.

Zapisy

Zapisy potrwają do połowy września. Każdy może zostać słuchaczem Uniwersytetu Otwartego. Zajęcia odbywają się o dogodnych godzinach w tygodniu i w weekendy. Trymestr kosztuje od 180 zł do 270 zł. Więcej: www.uo.uw.edu.pl .

Przeczytaj także: Najlepsze kluby dla studentów



Podziel się

  • Uniwersytet z natury jest otwarty akuku5 19.08.10, 13:10

    Ciekawe skąd popularność opisanej inicjatywy, bo przecież i wcześniej każdyczłowiek z ulicy mógł wejść do dowolnej sali wykładowej i posłuchać każdegowykładu. Przez dziesięciolecia »