Nie tylko Brama Brandenburska. Kiedyś było ich więcej
25.11.2011
aktualizacja: 2011-11-24 19:01
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Dwaj rycerze bez głów za to z tarczami zegarów słonecznych to jedyne pozostałości po bramach triumfalnych, jakie stawały kiedyś w Warszawie. Były to budowle utrwalone tylko w nielicznych opisach, grafikach i obrazach. kolejny odcinek cyklu Warszawa nieodbudowana
ZOBACZ TAKŻE
- Strzały i szturm na Długiej. "Czy to nie zamach" (27-11-11, 17:47)
- Stanisław August na Zamku Królewskim - PRZEWODNIK (26-11-11, 21:00)
- Sklep w kształcie radia. Szokował nowoczesnością (19-11-11, 18:00)
- Ohydna przyczepa wróciła. Znów straszy na ulicy (17-11-11, 12:00)
Ich namiastkę możemy oglądać u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i ul. Traugutta. W piątek o godz. 17.30 uroczysta iluminacja repliki Bramy Brandenburskiej, która stanęła tu z okazji 20-lecia podpisania umowy między miastami partnerskimi - Berlinem i Warszawą.
Moją wyobraźnię porusza jednak ilustracja Giovanniego Battisty Gisleniego z ok. 1668 r. ukazująca barokowe budowle, portyki, obeliski, wspaniały kościół i łuk triumfalny. Można by uznać, że to fantazja na temat Rzymu czy placu w wyimaginowanym, barokowym mieście. A jednak nie. Spójrzmy na szczegóły. Pierwszy to kolumna Zygmunta III Wazy, drugi - ledwo widoczny za nią fragment wieży Zamku Królewskiego. Bo też ilustracja jest wyrazem marzeń króla Jana Kazimierza o urządzeniu obok Zamku, pomiędzy kolumną Zygmunta a wąskim Krakowskim Przedmieściem zaczynającym się w miejscu obecnego skweru Hoovera, czegoś w rodzaju forum. Historycy sztuki określają to miejsce wprost: forum Wazów.
Rysunek powstał już chyba u schyłku panowania Jana Kazimierza, który abdykował w 1668 r. Spójrzmy więc na rycinę jako na wyraz niespełnionych ambicji dynastycznych władcy. Szkoda, że na realizację nie wystarczyło czasu, pieniędzy i ochoty. Mielibyśmy w Warszawie monumentalny kawałek Wiecznego Miasta.
Trzej królowie, jeden na bramie
Forum obok nowych budowli miał uświetnić obelisk z pomnikiem króla Władysława IV ukazanego tu jako wodza w zbroi i z buzdyganem stojącego na niskim cokole. U jego stóp widnieją spętani jeńcy - wrogowie Rzeczypospolitej - pokonani w wojnach toczonych przez króla. Zdaniem historyka sztuki Juliusza A. Chrościckiego pomnik Władysława IV nie musiał pozostawać fantazją. "Prace nad obeliskiem władysławowskim mogły być rozpoczęte, skoro poeta Jan Andrzej Morsztyn, opisując Krakowskie Przedmieście w 1652 r., wytknął, że "król Władysław pamiątki dotąd czeka". Realizację przerwał zapewne najpierw potop szwedzki, a potem czasy niezbyt sprzyjające wielkim inwestycjom. Po zaprezentowanych w środę przez archeologów z Uniwersytetu Warszawskiego odkryciach z dna Wisły można też postawić hipotezę, że gotowy posąg lub przygotowane do budowy pomnika kamienice w 1656 r. po prostu złupili Szwedzi. Kto wie, może zatonęły w nurcie Wisły i leżą tam nadal?
Ale kolumnie Zygmunta III Wazy i pomnikowi jego syna Władysława IV miał jeszcze towarzyszyć monument ostatniego z Wazów - Jana Kazimierza. Tym razem przybrał on formę jednoprzelotowego łuku triumfalnego. Kartusz z napisem "IO CASIMIRUS" nie pozostawia wątpliwości, że to pomnik samego króla. Łuk wieńczy posąg Jana Kazimierza wspiętego na koniu. Gdyby powstał, byłby pierwszym konnym pomnikiem w naszych dziejach. Zdaniem badaczy łuk miał upamiętniać króla jako wielkiego wodza, pogromcę Kozaków w bitwie pod Beresteczkiem.
Zdaniem Chrościckiego samo forum Wazów i lokalizacja kolumny Zygmunta tak były pomyślane, by kolejni władcy z dynastii mogli dokładać tu kolejne monumenty uświetniające ten królewski ród. Właśnie tutaj pomiędzy zamkiem a obecną figurą Matki Boskiej Passawskiej odbywały się najważniejsze uroczystości: procesje, powroty do Warszawy zwycięskich wojsk, przyjazdy magnatów i dyplomatów na sejm. Tutaj też przed królem Zygmuntem III Wazą w 1611 r. złożył hołd lenny elektor Prus Jan Zygmunt Hohenzollern.
Malowane łuki
Łuk triumfalny to chyba najbardziej monumentalna i reprezentacyjna forma pomnika w dobie baroku. Zdaniem ówczesnych przysługiwała jedynie monarchom. Dał temu wyraz wybitny wódz i dla wielu kandydat na króla Polski kanclerz Jan Zamoyski. Kiedy zwrócił się za pośrednictwem opata Angela Oduccia do grafika Laura, by zilustrował jego zwycięstwa w wojnie w Inflantach, opat zaproponował wykonanie ryciny z łukiem triumfalnym. "Kanclerz odpowiadał w tej kwestii wielokrotnie w latach 1601-1603, żądając, aby Oduccio i Lauro porzucili ten niewczesny projekt wydania ryciny. Jako powód podawał, że łuk triumfalny przysługiwał tylko królom i książętom, a jemu jako senatorowi nie wypada jego przyjąć" - pisał Juliusz Chrościcki w książce "Sztuka i polityka". A przecież nie chodziło nawet o wzniesienie budowli, lecz rycinę, którą kanclerz rozdawał swoim stronnikom i przyjaciołom.
W czasach Wazów tymczasowe łuki triumfalne stawały w Gdańsku dla uczczenia w 1646 r. przybycia przyszłej królowej żony Władysława IV Ludwiki Marii czy w Krakowie w 1648 r. na uroczystości pogrzebowe króla Władysława IV. Zapewne w czasach panowania Wazów także na warszawskim Forum nie brakowało okazji do ustawienia tymczasowej bramy triumfalnej sławiącej dokonania kolejnych monarchów. Wiemy, że taka brama stanęła na przyjazd do Warszawy pierwszej żony Władysława IV Cecylii Renaty.
Czy były też inne? Zapewne tak. W 1676 r. łuk triumfalny ustawiony na Krakowskim Przedmieściu przed kościołem bernardynów (czyli św. Anny) witał nowego monarchę Jana III Sobieskiego, a w 1691 r. wzniesiono bramę z okazji ślubu królewicza Jakuba Sobieskiego.
Najwięcej wiemy o bramie ustawionej w 1734 r. dla uczczenia przybycia do Warszawy Augusta III wybranego jesienią poprzedniego roku. I ta brama stanęła przed kościołem bernardynów. Tak jak jej poprzedniczki powstała zapewne w konstrukcji drewnianej i została obciągnięta tkaniną, którą pomalowano. Z daleka sprawiała wrażenie murowanej. Bardzo przy tym monumentalnej, trójprzelotowej, boniowanej i ozdobionej malowidłami oraz rzeźbami. Te ostatnie znalazły się m.in. na attyce, ponad którą do lotu wzbijał się orzeł.
Wizerunek bramy przetrwał na obrazie nadwornego malarza Johana Samuela Mocka. Widzimy na nim pochód z królem jadącym konno i witanym w łuku bramy przez delegację warszawskich mieszczan.
Wino z ogniem
Tragiczny w skutkach epizod miały uroczystości koronacyjne Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1764 r. Miasto odświętnie przybrano, a koło pałacu Poniatowskiego (dziś to pałac Uruskich koło bramy uniwersyteckiej przy Krakowskim Przedmieściu) wystawiono łuk triumfalny. W jego zwieńczeniu ustawiono ogromny antał wina z posągiem orła, z którego szponów ciekł trunek - zaraz po tym jak przez bramę przejechał król. Niestety, nie zachowano ostrożności. Orzeł na głowie miał glinianą donicę w formie korony wypełnioną płonącą smołą. Pospólstwo chciwe na wino wdarło się na bramę. Orzeł runął, kilka osób zamiast wina połknęło rozgrzaną smołę i zmarło.
Byli też poparzeni. Wino rozlało się zupełnie. Na tragedię mało kto zwrócił jednak uwagę. Przed królem podążał bowiem konno Wessel, podskarbi wielki koronny. "Brał garścią z torby wiszącej na nim numizmata i rzucał między pospólstwo. Te numizmata były wielkości złotówki, srebrne. Nie kładę, aby ich więcej nad tysiąc rozrzucił, bo i nieczęsto ciskał" - relacjonował ksiądz Jędrzej Kitowicz.
Gdyby panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego trwało dłużej, być może Warszawa zostałaby upiększona niejednym łukiem triumfalnym. Już w 1765, jak pisze prof. Marek Kwiatkowski, swoje usługi zaoferował królowi francuski architekt De la Magdalaine. Nadesłał z Paryża propozycję budowy w Warszawie bramy miejskiej. Miał to być łuk triumfalny przypominający paryskie budowle na placu de la Concorde. Projekt był jednak tylko reklamą. Król z usług de Magdalaine'a nie skorzystał, bo interesowali go architekci wyższej klasy.
Za to w 1777 r., gdy Efraim Schroeger przedstawił monarsze projekt rozbudowy Zamku Królewskiego, proponował wzniesienie łuku triumfalnego na osi pl. Zamkowego, zaś w ujmujących plac skrzydłach zamku przebicie gigantycznych, jednoarkadowych bram. Rok później, projektując teatr publiczny między Długą a pl. Krasińskich na osi Miodowej, przewidywał przebicie tej ulicy przez środek budynku za pomocą potężnej bramy w formie jednoprzelotowego łuku triumfalnego. Łuk miały zdobić kolumny toskańskie, wyobrażenia Sław i nad wszystkim gigantyczny zegar w formie globu. Godziny na obracającym się wokół pierścieniu miał wskazywać łeb węża rozrywanego pazurami przez orła. Jednak i tych projektów nie zrealizowano, zaś w spuściźnie pozostałej po królu natykamy się na co najmniej kilka projektów łuków triumfalnych mających upamiętnić ostatniego władcę Polski.
Na powrót wojsk
Łuk triumfalny upamiętnił za to innego z Poniatowskich, księcia Józefa, gdy w trakcie kampanii zaczepnej przekroczył granicę austriacką i wdarł się głęboko na terytorium zajmowane przez Cesarstwo. 10 maja zajął Lublin, 17 maja - Sandomierz, Lwów i Kraków, zmuszając Austriaków do ustąpienia z Warszawy. Kiedy w październiku 1809 r. został podpisany pokój wiedeński, Księstwo Warszawskie powiększyło się kosztem Austrii o północną Małopolskę, Podlasie i Lubelszczyznę. Wojska polskie wracające do Warszawy witane były w atmosferze triumfu. Wtedy to dla ich uczczenia na dzisiejszym pl. Trzech Krzyży stanął łuk triumfalny.
Wykonano go zapewne tak jak inne z drewna, ale rzeźby miał kamienne. Okruchy tych dekoracji przetrwały do dziś przed gmachem pobliskiego Instytutu Głuchoniemych w postaci rycerzy bez głów i rąk. Posągi nie miały ich jednak nigdy, bo też nie są to żadni rycerze, tylko zbroje. Niegdyś stanowiły fragment dekoracji pod postacią krzyżujących się elementów uzbrojenia: pancerzy, halabard, pik, sztandarów, przez historyków sztuki nazywanych panopliami. Projektantem bramy był znany architekt Jakub Kubicki.
Kiedy kilka lat później car Aleksander I wskrzesił Królestwo Polskie i nadał mu konstytucję, władze Królestwa chciały mu wystawić w podzięce łuk triumfalny lub pomnik. Car się na to nie zgodził. Skończyło się na kościele pw. św. Aleksandra.
Brama na niebie
A jednak w XIX wieku w Warszawie nadal stawiano bramy triumfalne. Niektóre były bardzo ulotne. Trwały kilka sekund. To bramy tworzone podczas dworskich pokazów. "Fajerwerk w ogrodzie belwederskim z okoliczności imienin cesarzowej Matki (...) ze wszystkich stron tak Belwederu, jak i Łazienek tysiące wystrzelał rakiet i sztuczne ognie najrozmaitszych kształtów. Ognie utworzyły bramę triumfalną z cyfrą (inicjałem) najjaśniejszej solenizantki" - donosił "Kurier Warszawski" w 1821 r.
Kolejne bramy wznoszono z okazji przyjazdów do miasta carów. O ile przed 1831 r. lud entuzjastycznie witał Aleksandra I czy Mikołaja I, o tyle po upadku powstania listopadowego o tych wizytach starano się jak najszybciej zapomnieć. Dwie tymczasowe bramy triumfalne stanęły np. w 1838 r. dla uczczenia przybycia do Warszawy cara Mikołaja I. Obie zaprojektował architekt Andrzej Gołoński. Pierwsza wznosiła się przed Zamkiem Królewskim, druga - na Krakowskim Przedmieściu. Wspierały się na czterech kolumnach opasanych wieńcami z inicjałem cara. Skromniejsze były bramy wystawione wzdłuż Traktu Królewskiego w 1897 r. podczas przybycia do Warszawy cara Mikołaja II. Przypominały raczej rozpięte nad ulicą kotary do wielkiego buduaru niż łuki. Tak jak i z innych bram pozostały po nich jedynie zdjęcia.
Moją wyobraźnię porusza jednak ilustracja Giovanniego Battisty Gisleniego z ok. 1668 r. ukazująca barokowe budowle, portyki, obeliski, wspaniały kościół i łuk triumfalny. Można by uznać, że to fantazja na temat Rzymu czy placu w wyimaginowanym, barokowym mieście. A jednak nie. Spójrzmy na szczegóły. Pierwszy to kolumna Zygmunta III Wazy, drugi - ledwo widoczny za nią fragment wieży Zamku Królewskiego. Bo też ilustracja jest wyrazem marzeń króla Jana Kazimierza o urządzeniu obok Zamku, pomiędzy kolumną Zygmunta a wąskim Krakowskim Przedmieściem zaczynającym się w miejscu obecnego skweru Hoovera, czegoś w rodzaju forum. Historycy sztuki określają to miejsce wprost: forum Wazów.
Rysunek powstał już chyba u schyłku panowania Jana Kazimierza, który abdykował w 1668 r. Spójrzmy więc na rycinę jako na wyraz niespełnionych ambicji dynastycznych władcy. Szkoda, że na realizację nie wystarczyło czasu, pieniędzy i ochoty. Mielibyśmy w Warszawie monumentalny kawałek Wiecznego Miasta.
Trzej królowie, jeden na bramie
Forum obok nowych budowli miał uświetnić obelisk z pomnikiem króla Władysława IV ukazanego tu jako wodza w zbroi i z buzdyganem stojącego na niskim cokole. U jego stóp widnieją spętani jeńcy - wrogowie Rzeczypospolitej - pokonani w wojnach toczonych przez króla. Zdaniem historyka sztuki Juliusza A. Chrościckiego pomnik Władysława IV nie musiał pozostawać fantazją. "Prace nad obeliskiem władysławowskim mogły być rozpoczęte, skoro poeta Jan Andrzej Morsztyn, opisując Krakowskie Przedmieście w 1652 r., wytknął, że "król Władysław pamiątki dotąd czeka". Realizację przerwał zapewne najpierw potop szwedzki, a potem czasy niezbyt sprzyjające wielkim inwestycjom. Po zaprezentowanych w środę przez archeologów z Uniwersytetu Warszawskiego odkryciach z dna Wisły można też postawić hipotezę, że gotowy posąg lub przygotowane do budowy pomnika kamienice w 1656 r. po prostu złupili Szwedzi. Kto wie, może zatonęły w nurcie Wisły i leżą tam nadal?
Ale kolumnie Zygmunta III Wazy i pomnikowi jego syna Władysława IV miał jeszcze towarzyszyć monument ostatniego z Wazów - Jana Kazimierza. Tym razem przybrał on formę jednoprzelotowego łuku triumfalnego. Kartusz z napisem "IO CASIMIRUS" nie pozostawia wątpliwości, że to pomnik samego króla. Łuk wieńczy posąg Jana Kazimierza wspiętego na koniu. Gdyby powstał, byłby pierwszym konnym pomnikiem w naszych dziejach. Zdaniem badaczy łuk miał upamiętniać króla jako wielkiego wodza, pogromcę Kozaków w bitwie pod Beresteczkiem.
Zdaniem Chrościckiego samo forum Wazów i lokalizacja kolumny Zygmunta tak były pomyślane, by kolejni władcy z dynastii mogli dokładać tu kolejne monumenty uświetniające ten królewski ród. Właśnie tutaj pomiędzy zamkiem a obecną figurą Matki Boskiej Passawskiej odbywały się najważniejsze uroczystości: procesje, powroty do Warszawy zwycięskich wojsk, przyjazdy magnatów i dyplomatów na sejm. Tutaj też przed królem Zygmuntem III Wazą w 1611 r. złożył hołd lenny elektor Prus Jan Zygmunt Hohenzollern.
Malowane łuki
Łuk triumfalny to chyba najbardziej monumentalna i reprezentacyjna forma pomnika w dobie baroku. Zdaniem ówczesnych przysługiwała jedynie monarchom. Dał temu wyraz wybitny wódz i dla wielu kandydat na króla Polski kanclerz Jan Zamoyski. Kiedy zwrócił się za pośrednictwem opata Angela Oduccia do grafika Laura, by zilustrował jego zwycięstwa w wojnie w Inflantach, opat zaproponował wykonanie ryciny z łukiem triumfalnym. "Kanclerz odpowiadał w tej kwestii wielokrotnie w latach 1601-1603, żądając, aby Oduccio i Lauro porzucili ten niewczesny projekt wydania ryciny. Jako powód podawał, że łuk triumfalny przysługiwał tylko królom i książętom, a jemu jako senatorowi nie wypada jego przyjąć" - pisał Juliusz Chrościcki w książce "Sztuka i polityka". A przecież nie chodziło nawet o wzniesienie budowli, lecz rycinę, którą kanclerz rozdawał swoim stronnikom i przyjaciołom.
W czasach Wazów tymczasowe łuki triumfalne stawały w Gdańsku dla uczczenia w 1646 r. przybycia przyszłej królowej żony Władysława IV Ludwiki Marii czy w Krakowie w 1648 r. na uroczystości pogrzebowe króla Władysława IV. Zapewne w czasach panowania Wazów także na warszawskim Forum nie brakowało okazji do ustawienia tymczasowej bramy triumfalnej sławiącej dokonania kolejnych monarchów. Wiemy, że taka brama stanęła na przyjazd do Warszawy pierwszej żony Władysława IV Cecylii Renaty.
Czy były też inne? Zapewne tak. W 1676 r. łuk triumfalny ustawiony na Krakowskim Przedmieściu przed kościołem bernardynów (czyli św. Anny) witał nowego monarchę Jana III Sobieskiego, a w 1691 r. wzniesiono bramę z okazji ślubu królewicza Jakuba Sobieskiego.
Najwięcej wiemy o bramie ustawionej w 1734 r. dla uczczenia przybycia do Warszawy Augusta III wybranego jesienią poprzedniego roku. I ta brama stanęła przed kościołem bernardynów. Tak jak jej poprzedniczki powstała zapewne w konstrukcji drewnianej i została obciągnięta tkaniną, którą pomalowano. Z daleka sprawiała wrażenie murowanej. Bardzo przy tym monumentalnej, trójprzelotowej, boniowanej i ozdobionej malowidłami oraz rzeźbami. Te ostatnie znalazły się m.in. na attyce, ponad którą do lotu wzbijał się orzeł.
Wizerunek bramy przetrwał na obrazie nadwornego malarza Johana Samuela Mocka. Widzimy na nim pochód z królem jadącym konno i witanym w łuku bramy przez delegację warszawskich mieszczan.
Wino z ogniem
Tragiczny w skutkach epizod miały uroczystości koronacyjne Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1764 r. Miasto odświętnie przybrano, a koło pałacu Poniatowskiego (dziś to pałac Uruskich koło bramy uniwersyteckiej przy Krakowskim Przedmieściu) wystawiono łuk triumfalny. W jego zwieńczeniu ustawiono ogromny antał wina z posągiem orła, z którego szponów ciekł trunek - zaraz po tym jak przez bramę przejechał król. Niestety, nie zachowano ostrożności. Orzeł na głowie miał glinianą donicę w formie korony wypełnioną płonącą smołą. Pospólstwo chciwe na wino wdarło się na bramę. Orzeł runął, kilka osób zamiast wina połknęło rozgrzaną smołę i zmarło.
Byli też poparzeni. Wino rozlało się zupełnie. Na tragedię mało kto zwrócił jednak uwagę. Przed królem podążał bowiem konno Wessel, podskarbi wielki koronny. "Brał garścią z torby wiszącej na nim numizmata i rzucał między pospólstwo. Te numizmata były wielkości złotówki, srebrne. Nie kładę, aby ich więcej nad tysiąc rozrzucił, bo i nieczęsto ciskał" - relacjonował ksiądz Jędrzej Kitowicz.
Gdyby panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego trwało dłużej, być może Warszawa zostałaby upiększona niejednym łukiem triumfalnym. Już w 1765, jak pisze prof. Marek Kwiatkowski, swoje usługi zaoferował królowi francuski architekt De la Magdalaine. Nadesłał z Paryża propozycję budowy w Warszawie bramy miejskiej. Miał to być łuk triumfalny przypominający paryskie budowle na placu de la Concorde. Projekt był jednak tylko reklamą. Król z usług de Magdalaine'a nie skorzystał, bo interesowali go architekci wyższej klasy.
Za to w 1777 r., gdy Efraim Schroeger przedstawił monarsze projekt rozbudowy Zamku Królewskiego, proponował wzniesienie łuku triumfalnego na osi pl. Zamkowego, zaś w ujmujących plac skrzydłach zamku przebicie gigantycznych, jednoarkadowych bram. Rok później, projektując teatr publiczny między Długą a pl. Krasińskich na osi Miodowej, przewidywał przebicie tej ulicy przez środek budynku za pomocą potężnej bramy w formie jednoprzelotowego łuku triumfalnego. Łuk miały zdobić kolumny toskańskie, wyobrażenia Sław i nad wszystkim gigantyczny zegar w formie globu. Godziny na obracającym się wokół pierścieniu miał wskazywać łeb węża rozrywanego pazurami przez orła. Jednak i tych projektów nie zrealizowano, zaś w spuściźnie pozostałej po królu natykamy się na co najmniej kilka projektów łuków triumfalnych mających upamiętnić ostatniego władcę Polski.
Na powrót wojsk
Łuk triumfalny upamiętnił za to innego z Poniatowskich, księcia Józefa, gdy w trakcie kampanii zaczepnej przekroczył granicę austriacką i wdarł się głęboko na terytorium zajmowane przez Cesarstwo. 10 maja zajął Lublin, 17 maja - Sandomierz, Lwów i Kraków, zmuszając Austriaków do ustąpienia z Warszawy. Kiedy w październiku 1809 r. został podpisany pokój wiedeński, Księstwo Warszawskie powiększyło się kosztem Austrii o północną Małopolskę, Podlasie i Lubelszczyznę. Wojska polskie wracające do Warszawy witane były w atmosferze triumfu. Wtedy to dla ich uczczenia na dzisiejszym pl. Trzech Krzyży stanął łuk triumfalny.
Wykonano go zapewne tak jak inne z drewna, ale rzeźby miał kamienne. Okruchy tych dekoracji przetrwały do dziś przed gmachem pobliskiego Instytutu Głuchoniemych w postaci rycerzy bez głów i rąk. Posągi nie miały ich jednak nigdy, bo też nie są to żadni rycerze, tylko zbroje. Niegdyś stanowiły fragment dekoracji pod postacią krzyżujących się elementów uzbrojenia: pancerzy, halabard, pik, sztandarów, przez historyków sztuki nazywanych panopliami. Projektantem bramy był znany architekt Jakub Kubicki.
Kiedy kilka lat później car Aleksander I wskrzesił Królestwo Polskie i nadał mu konstytucję, władze Królestwa chciały mu wystawić w podzięce łuk triumfalny lub pomnik. Car się na to nie zgodził. Skończyło się na kościele pw. św. Aleksandra.
Brama na niebie
A jednak w XIX wieku w Warszawie nadal stawiano bramy triumfalne. Niektóre były bardzo ulotne. Trwały kilka sekund. To bramy tworzone podczas dworskich pokazów. "Fajerwerk w ogrodzie belwederskim z okoliczności imienin cesarzowej Matki (...) ze wszystkich stron tak Belwederu, jak i Łazienek tysiące wystrzelał rakiet i sztuczne ognie najrozmaitszych kształtów. Ognie utworzyły bramę triumfalną z cyfrą (inicjałem) najjaśniejszej solenizantki" - donosił "Kurier Warszawski" w 1821 r.
Kolejne bramy wznoszono z okazji przyjazdów do miasta carów. O ile przed 1831 r. lud entuzjastycznie witał Aleksandra I czy Mikołaja I, o tyle po upadku powstania listopadowego o tych wizytach starano się jak najszybciej zapomnieć. Dwie tymczasowe bramy triumfalne stanęły np. w 1838 r. dla uczczenia przybycia do Warszawy cara Mikołaja I. Obie zaprojektował architekt Andrzej Gołoński. Pierwsza wznosiła się przed Zamkiem Królewskim, druga - na Krakowskim Przedmieściu. Wspierały się na czterech kolumnach opasanych wieńcami z inicjałem cara. Skromniejsze były bramy wystawione wzdłuż Traktu Królewskiego w 1897 r. podczas przybycia do Warszawy cara Mikołaja II. Przypominały raczej rozpięte nad ulicą kotary do wielkiego buduaru niż łuki. Tak jak i z innych bram pozostały po nich jedynie zdjęcia.
-
Nie tylko Brama Brandenburska. Kiedyś było ich ...
karoly
25.11.11, 17:01
w Warszawie ich nie ma, ale tuż pod - jak najbardziej.jeden, ku czci księcia Józefa w Jabłonnie. drugi - dokładnie po przeciwnej stronie miasta, Łuk Europy - buhahaha.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Środa na ulicach Warszawy [23.05.2012]
- Otwarto fragment autostrady do Warszawy. Kiedy reszta?
- Nowy autobus od dziś na ulicach Warszawy [ZDJĘCIA]
- Podwójne zabójstwo na Siekierkach. "Dziwne zdarzenie"
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Cicha noc na A2
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów


