Ministerstwo w pałacu jak wiejska siedziba ziemiańska
18.12.2011
aktualizacja: 2011-12-15 18:36
W pałacu Prymasowskim przy Senatorskiej 13 w latach międzywojennych ulokowało się Ministerstwo Rolnictwa - bo rezydencja urzędnikom przypominała wiejskie siedziby ziemian.
ZOBACZ TAKŻE
- Zobacz jak piękna była przed wojną ul. Piękna (05-02-12, 12:00)
- Kamienica, a na podwórku stoi pałac i włoska willa (15-01-12, 13:00)
- Cała Wola kupowała tu strucle. Kamienica stoi do dziś (01-01-12, 12:00)
- Niezwykłe szopki i jasełka dla plebsu. Jak było kiedyś? (24-12-11, 16:00)
- Magiczne osiedle fińskich domków. Czy przetrwa? (10-12-11, 18:00)
- Damska bielizna, modne kreacje. Tu ubierała się stolica (04-12-11, 11:00)
- Sklep w kształcie radia. Szokował nowoczesnością (19-11-11, 18:00)
Minister rolnictwa Stanisław Janicki miał osobliwy pomysł. Na dziedzińcu pałacu przed fasadą od strony Senatorskiej postanowił postawić ogromnego żubra. Żubr pochodził z Białowieży, został doskonale wymodelowany i był uważany za wyjątkowo udany pomnik króla polskiej puszczy. Plan ministra nie spodobał się jednak urzędnikom magistrackim. Ratusz znajdował się zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej przy pl. Teatralnym. Na ulokowanie spiżowego zwierza przed odrestaurowanym zabytkiem miasto się nie zgodziło i posąg, który tak naprawdę upamiętniał polowanie cara Aleksandra II nie stanął.
Pomnik celnego oka
Pomnik nie był nowy. Pochodził z czasów, gdy Puszcza Białowieska była terenem polowań carów rosyjskich, a w samej Białowieży stał myśliwski pałac cesarski. Kiedy car Aleksander II ustrzelił w 1860 r. potężnego samca, dworzanie postanowili upamiętnić jakoś ten fakt. W petersburskich zakładach Ogariewa odlano spiżowy posąg identycznego żubra jak ten odstrzelony przez imperatora. Figurę przewieziono do Zwierzyńca koło Białowieży, gdzie stanęła w 1862 r. Przetrwała tu do pierwszej wojny światowej. Podziwiał ją m.in. Henryk Sienkiewicz. Kiedy w 1915 r. front niemiecki przesuwał się na wschód, żubra zdjęto z cokołu, zapakowano na platformę kolejową i wywieziono do Moskwy. Polacy jednak o królu puszczy nie zapomnieli i gdy bolszewicy przegrali wojnę w 1920 r., upomniano się o niego w czasie spisywania postanowień traktatu ryskiego. Tak w 1924 r. trafił do Warszawy i to od razu na Zamek Królewski.
To wtedy właśnie minister Janicki zaproponował ustawienie go przed świeżo wyremontowaną siedzibą resortu rolnictwa. Żubr pozostał jednak na zamku, aż w 1928 r. prezydent Ignacy Mościcki uznał, że miejsce króla puszczy nie jest w mieście, tylko w lesie. Kazał go więc przewieźć do rezydencji prezydenckiej w Spale, która przed 1915 r. była własnością cesarza Rosji. Żubr stał się jedną z atrakcji tej miejscowości i tłem dla tysięcy fotografii, jakie robiły sobie szkolne wycieczki.
Na tym jednak nie koniec przygód spiżowego żubra. W czasie wojny ponoć tak się spodobał niemieckim okupantom, że zapragnęli go przewieźć do Berlina. Żubr pozostał jednak na miejscu tyle że z odpiłowaną głową przez jakiegoś niemieckiego oficera. Legenda głosi, że oficer z żubrzym łbem próbował wrócić do Niemiec, ale zginął zastrzelony i zwierzę głowę odzyskało.
Jeszcze u schyłku PRL-u o zwrot żubra walczyły władze Białowieży. Nie udało się to i w 2004 r. w Zwierzyńcu stanęła replika posągu króla Puszczy. W ten sposób celne oko cara Aleksandra II dziś upamiętnia - oczywiście bez żadnego napisu - jeden pomnik w Spale i drugi w Zwierzyńcu.
200 lat dla prymasów
Z tych wojaży wróćmy jednak do pałacu Prymasowskiego w Warszawie i czasów, kiedy w latach międzywojennych był on siedzibą Ministerstwa Rolnictwa. Wtedy był to już szacowny zabytek. Od chwili, gdy w 1601 r. biskup płocki Wojciech Baranowski dostąpił godności prymasa Polski, jego dawny dwór stał się na blisko 200 lat warszawską siedzibą arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski. Od tego czasu wielokrotnie go przebudowywano.
Dzisiejszy kształt zawdzięcza prymasowi Antoniemu K. Ostrowskiemu i architektowi Efraimowi Schroegerowi, który przekształcił go w latach 1777-1784. Do starego barokowego korpusu dodał portyk kolumnowy, a po bokach dobudował ćwierćkoliste oficyny z kończącymi je pawilonami. Nawiązał tym samym do założeń propagowanych przez znakomitego architekta włoskiego doby manieryzmu Andrea Palladia. I była to pierwsza taka klasycystyczna inspiracja architekturą Palladia w Polsce. Prace kontynuował tu jeszcze dla kolejnego prymasa Michała Poniatowskiego królewski architekt Szymon Bogumił Zug.
Ponad sto lat później w 1918 r. pałac był w fatalnym stanie. "Po okupantach rosyjskich okupanci niemieccy grasowali tym gmachu niczym Hunowie. W salach parterowych, gdzie przez trzy lata były koszary, zniszczenie doszło do granic ostatecznych. Drzwi okna, podłogi, ubranie ścian - wszystko było w stanie okropnym" - czytamy w "Świecie" z 1925 r. Władze przeznaczyły pałac na dowolne ministerstwo, ale kolejni ministrowie, oglądając zdewastowane wnętrza nie kwapili się do przejęcia budynku. Zdecydował się dopiero minister rolnictwa Stanisław Janicki, meliorant, absolwent politechniki w Rydze i słuchacz Akademii Rolniczej w Bonn.
Bez ryzalitu
Restaurację pałacu powierzono architektowi Zygmuntowi Tillingerowi, dziś w zasadzie wymazanego z naszej pamięci. Zakończono je w początku 1925 r. Ciekawe, że renowacja ta w książce Stanisława Lorentza "Pałac Prymasowski" wydanej w 1982 r. została streszczona zaledwie w kilku zdaniach. Lorentz skrytykował przebudowę portyku, przypisując ją jednak nie Tillingerowi, lecz Marianowi Lalewiczowi. Przy okazji przesunął prace o dwa lata później. Jak pisał, restauracji dokonano bez przeprowadzenia wcześniejszej analizy historycznej i spowodowała zniekształcenie portyku, który pierwotnie był zryzalitowany, a po przebudowie został nieznacznie cofnięty. Ponad nim pojawił się napis: "Ministerium Rolnictwa". We wnętrzach pod nadzorem pierwszego konserwatora zabytków m.st. Warszawy arch. Teofila Wiśniowskiego usunięto wiele wtórnych ścian, zdemontowano żelazne schody, odrestaurowano zniszczone elementy wystroju wnętrz. "Odsłoniły się prześliczne ornamentacje gipsowe, które znany artysta Zygmunt Otto doprowadził do właściwego stanu" - czytamy w "Świecie".
Po zakończeniu prac przy okazji Międzynarodowego Kongresu Rolniczego w pałacu urządzono wielką fetę. Zachwycano się zwłaszcza Salą Ludwika XVI, która została uznana za jedno z najwspanialszych pomieszczeń w całej Warszawie. "To znów sala środkowa, cała ubrana bogato, zdobiona boazerią i ornamentacją z drewna z obramowaniami do gobelinów! Obok sala z pięknymi supraportami. (...) Najbardziej zniszczona była sala stiukowa. Nie było w niej jednego łokcia stiuku - niepotłuczonego. Piękny sufit opracowany był na zgniłych belkach. Zapytajcie p. Tillingera, ile wysiłków kosztowało przyprowadzenie tej sali do obecnego stanu" - pisał oniemiały z wrażenia dziennikarz "Świata". Poza elewacjami i wnętrzami renowacji poddano ogród. Urządził go na nowo znany warszawski ogrodnik i projektant wielu parków Leon Danielewicz.
W takim stanie pałac dotrwał do września 1939 r. Częściowo spłonął w trakcie oblężenia Warszawy, jako pół ruina dotrwał do końca wojny.
Dodajmy tu jeszcze, że dawny minister rolnictwa Stanisław Janicki zginął w trakcie najsilniejszego bombardowania Warszawy 25 września 1939 r.
Tym razem odbudowę pałacu podjęto w 1949 r. Zakres prac był bez porównania większy niż w latach międzywojennych. Architekt Teodor Bursche sporządził rzetelną dokumentację, na podstawie której zespół arch. Kazimierza Saskiego podjął prace przy odbudowie. Znaczną część dokumentacji do odbudowy dostarczył też sam prof. Lorentz. Nie popełniono już błędu Tillingera, a na elewacjach pojawiły się klasycystyczne ornamenty - takie, jakie oglądamy na rycinach sprzed powstania listopadowego. Dziś przedstawiamy kilka fotografii z czasów, gdy pałac był siedzibą Ministerstwa Rolnictwa.
Pomnik celnego oka
Pomnik nie był nowy. Pochodził z czasów, gdy Puszcza Białowieska była terenem polowań carów rosyjskich, a w samej Białowieży stał myśliwski pałac cesarski. Kiedy car Aleksander II ustrzelił w 1860 r. potężnego samca, dworzanie postanowili upamiętnić jakoś ten fakt. W petersburskich zakładach Ogariewa odlano spiżowy posąg identycznego żubra jak ten odstrzelony przez imperatora. Figurę przewieziono do Zwierzyńca koło Białowieży, gdzie stanęła w 1862 r. Przetrwała tu do pierwszej wojny światowej. Podziwiał ją m.in. Henryk Sienkiewicz. Kiedy w 1915 r. front niemiecki przesuwał się na wschód, żubra zdjęto z cokołu, zapakowano na platformę kolejową i wywieziono do Moskwy. Polacy jednak o królu puszczy nie zapomnieli i gdy bolszewicy przegrali wojnę w 1920 r., upomniano się o niego w czasie spisywania postanowień traktatu ryskiego. Tak w 1924 r. trafił do Warszawy i to od razu na Zamek Królewski.
To wtedy właśnie minister Janicki zaproponował ustawienie go przed świeżo wyremontowaną siedzibą resortu rolnictwa. Żubr pozostał jednak na zamku, aż w 1928 r. prezydent Ignacy Mościcki uznał, że miejsce króla puszczy nie jest w mieście, tylko w lesie. Kazał go więc przewieźć do rezydencji prezydenckiej w Spale, która przed 1915 r. była własnością cesarza Rosji. Żubr stał się jedną z atrakcji tej miejscowości i tłem dla tysięcy fotografii, jakie robiły sobie szkolne wycieczki.
Na tym jednak nie koniec przygód spiżowego żubra. W czasie wojny ponoć tak się spodobał niemieckim okupantom, że zapragnęli go przewieźć do Berlina. Żubr pozostał jednak na miejscu tyle że z odpiłowaną głową przez jakiegoś niemieckiego oficera. Legenda głosi, że oficer z żubrzym łbem próbował wrócić do Niemiec, ale zginął zastrzelony i zwierzę głowę odzyskało.
Jeszcze u schyłku PRL-u o zwrot żubra walczyły władze Białowieży. Nie udało się to i w 2004 r. w Zwierzyńcu stanęła replika posągu króla Puszczy. W ten sposób celne oko cara Aleksandra II dziś upamiętnia - oczywiście bez żadnego napisu - jeden pomnik w Spale i drugi w Zwierzyńcu.
200 lat dla prymasów
Z tych wojaży wróćmy jednak do pałacu Prymasowskiego w Warszawie i czasów, kiedy w latach międzywojennych był on siedzibą Ministerstwa Rolnictwa. Wtedy był to już szacowny zabytek. Od chwili, gdy w 1601 r. biskup płocki Wojciech Baranowski dostąpił godności prymasa Polski, jego dawny dwór stał się na blisko 200 lat warszawską siedzibą arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski. Od tego czasu wielokrotnie go przebudowywano.
Dzisiejszy kształt zawdzięcza prymasowi Antoniemu K. Ostrowskiemu i architektowi Efraimowi Schroegerowi, który przekształcił go w latach 1777-1784. Do starego barokowego korpusu dodał portyk kolumnowy, a po bokach dobudował ćwierćkoliste oficyny z kończącymi je pawilonami. Nawiązał tym samym do założeń propagowanych przez znakomitego architekta włoskiego doby manieryzmu Andrea Palladia. I była to pierwsza taka klasycystyczna inspiracja architekturą Palladia w Polsce. Prace kontynuował tu jeszcze dla kolejnego prymasa Michała Poniatowskiego królewski architekt Szymon Bogumił Zug.
Ponad sto lat później w 1918 r. pałac był w fatalnym stanie. "Po okupantach rosyjskich okupanci niemieccy grasowali tym gmachu niczym Hunowie. W salach parterowych, gdzie przez trzy lata były koszary, zniszczenie doszło do granic ostatecznych. Drzwi okna, podłogi, ubranie ścian - wszystko było w stanie okropnym" - czytamy w "Świecie" z 1925 r. Władze przeznaczyły pałac na dowolne ministerstwo, ale kolejni ministrowie, oglądając zdewastowane wnętrza nie kwapili się do przejęcia budynku. Zdecydował się dopiero minister rolnictwa Stanisław Janicki, meliorant, absolwent politechniki w Rydze i słuchacz Akademii Rolniczej w Bonn.
Bez ryzalitu
Restaurację pałacu powierzono architektowi Zygmuntowi Tillingerowi, dziś w zasadzie wymazanego z naszej pamięci. Zakończono je w początku 1925 r. Ciekawe, że renowacja ta w książce Stanisława Lorentza "Pałac Prymasowski" wydanej w 1982 r. została streszczona zaledwie w kilku zdaniach. Lorentz skrytykował przebudowę portyku, przypisując ją jednak nie Tillingerowi, lecz Marianowi Lalewiczowi. Przy okazji przesunął prace o dwa lata później. Jak pisał, restauracji dokonano bez przeprowadzenia wcześniejszej analizy historycznej i spowodowała zniekształcenie portyku, który pierwotnie był zryzalitowany, a po przebudowie został nieznacznie cofnięty. Ponad nim pojawił się napis: "Ministerium Rolnictwa". We wnętrzach pod nadzorem pierwszego konserwatora zabytków m.st. Warszawy arch. Teofila Wiśniowskiego usunięto wiele wtórnych ścian, zdemontowano żelazne schody, odrestaurowano zniszczone elementy wystroju wnętrz. "Odsłoniły się prześliczne ornamentacje gipsowe, które znany artysta Zygmunt Otto doprowadził do właściwego stanu" - czytamy w "Świecie".
Po zakończeniu prac przy okazji Międzynarodowego Kongresu Rolniczego w pałacu urządzono wielką fetę. Zachwycano się zwłaszcza Salą Ludwika XVI, która została uznana za jedno z najwspanialszych pomieszczeń w całej Warszawie. "To znów sala środkowa, cała ubrana bogato, zdobiona boazerią i ornamentacją z drewna z obramowaniami do gobelinów! Obok sala z pięknymi supraportami. (...) Najbardziej zniszczona była sala stiukowa. Nie było w niej jednego łokcia stiuku - niepotłuczonego. Piękny sufit opracowany był na zgniłych belkach. Zapytajcie p. Tillingera, ile wysiłków kosztowało przyprowadzenie tej sali do obecnego stanu" - pisał oniemiały z wrażenia dziennikarz "Świata". Poza elewacjami i wnętrzami renowacji poddano ogród. Urządził go na nowo znany warszawski ogrodnik i projektant wielu parków Leon Danielewicz.
W takim stanie pałac dotrwał do września 1939 r. Częściowo spłonął w trakcie oblężenia Warszawy, jako pół ruina dotrwał do końca wojny.
Dodajmy tu jeszcze, że dawny minister rolnictwa Stanisław Janicki zginął w trakcie najsilniejszego bombardowania Warszawy 25 września 1939 r.
Tym razem odbudowę pałacu podjęto w 1949 r. Zakres prac był bez porównania większy niż w latach międzywojennych. Architekt Teodor Bursche sporządził rzetelną dokumentację, na podstawie której zespół arch. Kazimierza Saskiego podjął prace przy odbudowie. Znaczną część dokumentacji do odbudowy dostarczył też sam prof. Lorentz. Nie popełniono już błędu Tillingera, a na elewacjach pojawiły się klasycystyczne ornamenty - takie, jakie oglądamy na rycinach sprzed powstania listopadowego. Dziś przedstawiamy kilka fotografii z czasów, gdy pałac był siedzibą Ministerstwa Rolnictwa.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Środa na ulicach Warszawy [23.05.2012]
- Otwarto fragment autostrady do Warszawy. Kiedy reszta?
- Nowy autobus od dziś na ulicach Warszawy [ZDJĘCIA]
- Podwójne zabójstwo na Siekierkach. "Dziwne zdarzenie"
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Zobacz 10 największych hitów sobotniej "Nocy Muzeów"
- "Biurowiec Bieruta" gotowy po remoncie. Zapiera dech!
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Cicha noc na A2
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów






