Kamienica, a na podwórku stoi pałac i włoska willa

Jerzy S. Majewski
15.01.2012 aktualizacja: 2012-01-12 21:10
A A A Drukuj
Ulica Bracka przed 1914 r. Drugi budynek z lewej to kamienica pod nr. 20. Dwupiętrowa z belwederkami po bokach
  • Bracka od strony Alej Jerozolimskich. Dom pod nr. 20 ostatni z lewej
Warszawa nieodbudowana, Bracka 20. Podwórko kamienicy przy Brackiej do dziś kryje jedną z tajemnic Warszawy: całkiem spory pałac. O jego istnieniu wiedzą jedynie ci, którzy odważą się przekroczyć bramę budynku
Najpierw jest kamienica, potem podwórko studnia z dziwacznym domkiem - willą, wreszcie ogrodzenie i pałac o efektownej fasadzie i z podjazdem dla powozów godnym paryskiej rezydencji. Ta niezwykła budowla w głębi podwórka to pałac Belina-Brzozowskich wzniesiony w 1881 r. zgodnie z projektem Bronisława Brodzic-Żochowskiego. Wiecznie spowity w mroku stał się m.in. scenerią powieści Jarosława Iwaszkiewicza "Sława i chwała".

Salon niczym Sybir

Już przed pierwszą wojną światową wnętrza pałacowe wynajmowane były na mieszkania. "W swoim życiu nie pamiętam tak zimnego mieszkania jak to przy Brackiej 20, w którym musiałam w ciągu blisko roku spędzać trzy razy na tydzień straszną godzinę" - wspominała na łamach "Stolicy" z 1961 r. publicystka Stefania Podhorska-Okołów.

Uczyła się wówczas języka i literatury rosyjskiej u panny Powiatowskiej. Jej mieszkanie znajdowało się na pierwszym piętrze i Stefania Podhorska wbiegała tam bez tchu po monumentalnych schodach. Panna Powiatowska była uważana za niezrównaną mistrzynię w przygotowywaniu kandydatek na nauczycielki w prywatnych szkołach i domach, tak by spełniały wymogi władz carskich. "Przygotowanie to polegało na pisaniu nieprawdopodobnej ilości wypracowań, które przynosiło się do panny Powiatowskiej na ocenę. Do gabinetu, w którym odbywały się te godzinne tortury, szło się przez zimy przedpokój i przez ogromny, lodowaty salon. Zdieś Sibir, tut Kawkaz, a tam Sreiednieazjatskije Władienia - oznajmiła moja nauczycielka, niepozbawiona swoistego humoru, otwierając drzwi do poszczególnych pokoi. Była wychowanką rosyjskiego Maryjskiego Instytutu dla panien szlacheckich i stamtąd wyniosła doskonałą znajomość języka rosyjskiego, którym posługiwała się zawsze w rozmowie ze swoimi uczennicami" - czytamy.

Panna Powiatowska zajmowała ogromny apartament, którego zimą nie była w stanie należycie ogrzać. Uczące się u niej panny zadawały sobie pytanie, po co jej tak wielkie mieszkanie. Odpowiedź uzyskiwały dość szybko. Powiatowska trzymała na stancji kilku chłopców z bogatych rodzin ziemiańskich. Trzymała ich krótko. "Dryblasy pod wąsem drżały przed nią jak rekruci przed kapralem" - wspomina Stefania Podhorska-Okołow.

Toskański domek stróża

Dość dziwną budowlą na podwórku przy Brackiej 20 jest wspomniany domek przed ogrodzeniem pałacu. Przypomina malowniczą willę włoską przeniesioną gdzieś z Toskanii. To dawny domek stróża pałacowego z 1881 r.

Tymczasem sama kamienica przy Brackiej 20 zamykająca podwórko od frontu cechowała się raczej skromną architekturą. Była jednak dziełem znakomitego architekta Henryka Marconiego i istniała już w chwili budowy pałacu - zbudowano ją bowiem w 1841 r. Kamienica była przed wojną dwupiętrowa, o całkowicie boniowanej elewacji ożywionej rzędem jednostajnych, półkoliście zamkniętych naczółków ponad oknami. Wydaje się, że po jakimś czasie ich kształt został ujednolicony z półkolistymi naczółkami w fasadzie pałacu.

Parter zajmowała cała masa sklepów. Wśród nich chyba najbardziej znany był ten z porcelaną i ze szkłem Aleksandra Łakomskiego. Była to duża firma, jedna z największych tego rodzaju w Warszawie, która powoli opanowywała kamienicę frontową. Na pierwszym piętrze znalazły się biura oraz gabinet właściciela. Sam Łakomski do pracy przychodził piechotą, spacerując o świcie Alejami Jerozolimskimi z mieszkania przy Smolnej.

Porcelana na kryzys

Gdy w 1935 r. powoli kończył się w Polsce wielki kryzys, Łakomski wypowiedział się o ówczesnej sytuacji na łamach "Codziennej Gazety Handlowej". Jego zdaniem sytuacja na rynku była wciąż ciężka, a do spadku obrotów przyczyniła się m.in. redukcja uposażeń całej armii urzędników państwowych. "Jeżeli dawniej sprzedawały się wielkie ilości poważnych artykułów, to teraz handluje się drobiazgiem (...). Ludzie nie mają pieniędzy, mają jednak wielkie zapotrzebowanie i w miarę swych skromnych funduszów usiłują nabywać, co się da, oczywiście w sposób jak najbardziej przystępny i najbardziej praktyczny" - przekonywał.

Przedstawiał, jakie zmiany cen przyniósł kryzys. I tak przed nim średni serwis porcelanowy kosztował 72 zł, zaś w 1935 r. sprzedawano go tylko za 42 zł. Wcześniej sklep zyskiwał na nim 21 zł, w dobie kryzysu tylko 3 zł.

"Pan Łakomski opowiada, że jest wprawdzie bardzo ciężko, ale robi się, co może. W sklepie śliczne etelaże porcelany, szkła, majolików, kryształów i fajansów. Cudowne figurki kopenhaskie, belgijskie i francuskie. Pełnia dobrego smaku, żadnej tandety. Dalej znów kosztowne lub nawet stosunkowo bardzo tanie serwisy. Wszędzie dobry smak, finezja, a nawet luksus. - Panie dyrektorze - pytamy p. Łukomskiego - po zwiedzeniu pańskich zakładów przestajemy wierzyć w kryzys i we wszystkie jego okropności" - stwierdzał dziennikarz. Łakomski odpowiadał, że wierny był dwóm zasadom: po pierwsze, mieć chętny i wyszkolony personel, po drugie, dbałość o pracowników. "Niektórzy moi ekspedienci zarabiają od 600 do 700 złotych miesięcznie" - zdradził oniemiałemu z wrażenia dziennikarzowi. Przed 1939 r. były to honoraria mocno ponadprzeciętne.

Po figurkach rosyjskie książki

Kamienica frontowa przy Brackiej 20 spłonęła we wrześniu 1939 r. Wówczas to na okolicę spadło kilka bomb, które zniszczyły m.in. wielki dom u zbiegu Brackiej, Chmielnej, Szpitalnej i Zgoda oraz budynek po drugiej stronie Brackiej pod nr. 23, ten sam, w którym mieszkała żona Witkacego - Jadwiga z Unrugów Witkiewiczowa.

Zabudowa w głębi posesji przy Brackiej 20 ocalała. Kamienicę odbudowano dość szybko po wojnie. Została podniesiona o piętro, niestety, fasadę odtworzono z uproszczeniem naczółków. Do budynku szybko wrócili lokatorzy i sklepy. Tam gdzie był salon z porcelaną Łakomskiego w 1949 r. na krótko ulokowała się bezdomna księgarnia wydawnicza Trzaski, Everta i Michalskiego. Wkrótce jednak przeniosła się na Szpitalną - do lokalu długiego i ciemnego, potem zaś na Piękną.

Tymczasem opuszczony lokal przy Brackiej 20 zajął Dom Książki i w tym miejscu księgarnia istniała przez blisko 60 lat. Ostatnia, zamknięta przed kilkoma laty, specjalizowała się w literaturze rosyjskiej.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się