Wyrok na powstanie Węgrów wydany w Łazienkach

Jerzy S. Majewski
29.05.2009 aktualizacja: 2009-05-28 19:33
A A A Drukuj
Carski namiestnik chciał urządzić w Łazienkach wielki zamek, ale go nie zbudował. Mikołaj I podejmował więc Franciszka Józefa w Pałacu na Wyspie. Tam 160 lat temu przypieczętowali upadek Wiosny Ludów na Węgrzech.
Gdy po upadku powstania listopadowego car zjeżdżał do Warszawy, zajmował Pałac na Wyspie w Łazienkach. Tam też przyjmował swoich gości. W Belwederze, dawnej siedzibie księcia Konstantego, teraz latem rezydował Iwan Paskiewicz, zdobywca Warszawy w 1831 r. mianowany przez cara księciem i jego namiestnikiem w upokorzonym Królestwie Polskim.

Zamek, którego nie było

Łazienki były urokliwe, ale gdy zjeżdżał dwór, okazywały się ciasne. To na zlecenie Paskiewicza, z całą pewnością za wiedzą cara Mikołaja I, architekt Adam Idźkowski przygotował ok. 1843 r. projekty budowy nowego zamku cesarskiego. Ta ogromna budowla powstać miała między Belwederem a obserwatorium astronomicznym - tam, gdzie dziś stoi pomnik Fryderyka Chopina. "Łatwo sobie wystawić, ile położenie takie sprawić może pięknego wrażenia malarskiego, wystawionym będąc na widok tak ze wzgórzów obserwatorium, jak ze wzniesień Belwederu, a przy tym z drogi Alea i dolin Ogrodu Botanicznego, gdzie z rozmaitych punktów nieskończone łamania linij w perspektywie przedstawiać mogą nieskończoność obrazów malarskich" - pisał architekt w publikacji poświęconej jego projektom, a przechowywanej dziś w zbiorach Biblioteki Publicznej przy Koszykowej.

Miała to być istotnie niezwykle malownicza budowla utrzymana w duchu architektury gotyku i renesansu. Najeżona licznymi wieżami, a najwyższa z nich górowałaby nad całą okolicą. W budynku pełnym reprezentacyjnych sal, rotund i galerii architekt nie zapomniał o zaprojektowaniu ogromnej oranżerii.

Elewacje ożywione wimpergami, sterczynami wydawały się anglogotyckie. Historyk sztuki prof. Tadeusz S. Jaroszewski zauważał jednak, że były to podobieństwa pozorne. "Trudno dla zamku znaleźć rozwiązanie pokrewne wśród powstających w tym czasie w całej Europie siedzib neogotyckich. Projektowany przez Idźkowskiego zamek poza krenelażem nie ma cech architektury obronnej, miał być poza tym ustawiony na wysokiej platformie ożywionej wielkimi, półkolistymi arkadami, niezgodnymi z gotyckim charakterem budowli" - pisał profesor w książce "O siedzibach neogotyckich w Polsce".

Do realizacji pomysłu Idźkowskiego nigdy nie doszło. Być może chodziło o pieniądze. A może też to wynik stosunku Mikołaja I do Warszawy. Car był przecież śmiertelnie obrażony na Polaków za powstanie styczniowe, a lata 30. i 40. XIX w. w naszej historiografii nie bez przypadku nazywane są epoką nocy paskiewiczowskiej. Z drugiej strony nowa siedziba cesarska w Warszawie jeszcze bardziej degradowałaby Zamek Królewski, który do powstania listopadowego był rzeczywistą rezydencją króla Polski i siedzibą Sejmu.

Nadzieja w Węgrach

Kilka lat po opublikowaniu projektu Idźkowskiego Europę ogarnęła Wiosna Ludów. Mikołaj I gościł Franciszka Józefa w ciasnym Pałacu na Wyspie. Ignacy Rzecki, subiekt warszawski, bohater "Lalki" Bolesława Prusa, w 1849 r. przedarł się przez granicę i walczył o wolność na Węgrzech. Pił tokaje, tańczył z dziewczętami węgierskimi, a potem z bronią w ręku w kolumnie nacierał na Austriaków w walnej bitwie. Ochotników z Warszawy takich jak Rzecki były setki.

Na wojnę wyruszyli jednak nieliczni. Większość warszawiaków życzyła zwycięstwa zrewoltowanym Węgrom w starciu z Habsburgami, ale nie manifestowali swych uczuć. W Warszawie rządzonej twardą ręką księcia Paskiewicza aż roiło się od szpiegów. Na ulicach pełno było rosyjskiego wojska, a prawdziwy postrach siali Czerkiesi stacjonujący w zarekwirowanych Arkadach Kubickiego u podnóża Zamku Królewskiego. W zastraszonym mieście panował marazm. W 1849 r. "nie było balów żadnych, nie było zabaw tanecznych. A jeszcze jawili się przestrzegacze, którzy przez oświetlone okna, zwłaszcza gdy zadźwiękał fortepian - wrzucali kamienie z przywiązanym do nich ostrzeżeniem piśmiennym, aby nie tańczono. Gdy bankier Frenkel bal wyprawił dla dygnitarzy rosyjskich, dom jego przy Bielańskiej otaczał szereg żandarmów na koniach" - wspominała pamiętnikarka i gospodyni salonu towarzyskiego Paulina Wilkońska.

Zwycięstwa Węgrów nad Austrią, jednym z zaborców Polski, rozbudzały jednak nadzieje. Tym bardziej że naczelnymi dowódcami armii węgierskiej byli też Polacy - Henryk Dembiński i Józef Bem, który wyzwolił Siedmiogród. Jak pisze węgierski historyk István Kovács, jego sukcesy i wielkie wiktorie kampanii wiosennej 1849 r. załamały morale nie tylko oddziałów austriackich. Dwór cesarski musiał zrewidować swoją politykę. 24 kwietnia, dwa dni po wkroczeniu Węgrów do wyzwolonego Komarna [nowo koronowany] cesarz Franciszek Józef zwrócił się o pomoc do żandarma Europy cara Mikołaja I" - pisze węgierski historyk.

W końcu kwietnia szef sztabu Mikołaja I przybył do Preszburga (Bratysławy), by z Austriakami uzgodnić szczegóły interwencji. Na 26 kwietnia datowany jest manifest cara z rozkazem wyruszenia przeciw zbuntowanym Węgrom armii rosyjskiej. Spotkanie obu cesarzy wyznaczono w Warszawie. Chyba nie stało się to przypadkiem.

Car Mikołaj I przed młodziutkim cesarzem Franciszkiem Józefem grał rolę starszego kuzyna. Traktował go protekcjonalnie. Chciał mu zaimponować doświadczeniem, pozycją i siłą. Warszawa pokonana w powstaniu listopadowym i sympatyzująca w milczeniu z Węgrami była wymarzonym miejscem dla tego rodzaju demonstracji.

Aktorzy w parku

Młody Franciszek Józef I, reakcjonista nie mający jeszcze nic wspólnego z obrazem dobrotliwego cesarza z końca XIX w., zjechał do Warszawy 21 maja koleją wiedeńską, której budowę ukończono w 1845 r. Dworzec był odświętnie przybrany. Gdy o godz. 15 cesarz wysiadł z "exstracugu", cała kawalkada ruszyła w kierunku Łazienek. Franciszkowi towarzyszył minister spraw zagranicznych i premier książę Felix zu Schwarzenberg. W Łazienkach czekał już car Mikołaj I i książę Paskiewicz.

Wieczorem Łazienki i miasto były iluminowane. Dawano fajerwerki. Każdego wieczoru w Starej Pomarańczarni obaj władcy przyglądali się baletowi, operom i koncertom. 23 maja występował Stanisław Moniuszko, który z rąk następcy tronu rosyjskiego otrzymał "brylantowy pierścień znakomitej wartości". Obydwaj monarchowie odwiedzali też Paskiewicza w Belwederze. Kto wie, może wówczas Mikołaj I, patrząc z okien Belwederu, zastanawiał się nad realizacją porzuconego projektu pałacu cesarskiego.

Car odgrywał przed Franciszkiem Józefem swoisty teatr. Występowali w nim prawdziwi aktorzy scen warszawskich. Policmajster i zarazem dyrektor teatrów warszawskich Ignacy Abramowicz nakazał aktorom spacerowanie po Łazienkach. Za darmo wożeni byli dorożkami do Łazienek usytuowanych już poza miastem. W „pięknych ubraniach i jasnych rękawiczkach” mieli leniwie przechadzać się w pobliżu Pałacu na Wyspie. „Opowiadano, że car, stojąc na balkonie z cesarzem, wskazał mu przechodzących i wyrzekł głośno: »To są moje Węgry «” - pisała w pamiętniku Paulina Wilkońska. Car nie omieszkał też pochwalić się swym wojskiem. M.in. z Franciszkiem Józefem na Polu Mokotowskim przyglądali się musztrze muzułmańskiego pułku zakaukaskiego, zabrał też cesarza austriackiego na teren budowanej od kilkunastu lat na Żoliborzu Cytadeli, która miała terroryzować Warszawę. Cesarz austriacki był pilnym uczniem. Podobną twierdzę kazał zbudować w Budapeszcie po upadku rewolucji węgierskiej na Górze Gellerta.

Chociaż podczas spotkania obu monarchów nie brakowało rozrywek, to główną treścią rozmów była jednak pomoc wojska rosyjskiego w stłumieniu powstania węgierskiego. Franciszek Józef uzyskał to, czego chciał. Jeszcze przed jego wyjazdem z Warszawy ogłoszono manifest carski spisany już w końcu kwietnia w Petersburgu: "Pośród zgubnych wypadków na Zachodzie Europy Cesarz Austriacki zwrócił się ku nam z żądaniem Naszego współdziałania Ku wrogom naszym. My takowego nie odmówimy" - ogłaszał car. Stłumienie powstania Mikołaj I powierzył Paskiewiczowi.

Po kilku dniach Franciszek Józef wrócił koleją do Austrii. Paskiewicz nie wyruszył na wojnę od razu. Zwlekał jeszcze kika tygodni. Zanim to nastąpiło, z Wiednia nadeszło odznaczenie nadane mu przez Franciszka Józefa. Był to order św. Stanisława z brylantami. "Panie Feldmarszałku, nader mi było przyjemnie mieć sposobność poznać go osobiście w tym samym mieście, które wysokie zaufanie Cesarza, Monarchy Jego przeznaczyło mu za punkt środkowy dzielności, a które od lat codziennie jest świadkiem nader znakomitych usług, jakie oddajesz swojemu Monarsze" - pisał do Paskiewicza Franciszek I.

Kilka dni później, w czerwcu 1849 r., Paskiewicz wraz z carem Mikołajem udał się do Krakowa, skąd ruszył dalej, by dołączyć do 200-tysięcznej armii rosyjskiej. Jej uderzenie na Węgrów omawiane wcześniej w Łazienkach przesądziło o klęsce naszych bratanków.

Przeczytaj także: Zasłużona pionierka od rentgena



Podziel się

  • Wyrok na powstanie Węgrów wydany w Łazienkach koster62 03.06.09, 19:40

    Cytuję "Car był przecież śmiertelnie obrażony na Polaków za powstanie styczniowe, a lata 30. i 40. XIX w. w naszej historiografii nie bezprzypadku nazywane są epoką nocy paskiewiczowskiej." »