Cielesną anatomią publiczne zgorszenie

Jerzy S. Majewski
27.07.2009 aktualizacja: 2009-07-26 17:26
A A A Drukuj
1964 r. Stefan Wiechecki ''Wiech'' - pisarz i dziennikarz - rozmawia z dorożkarzem Fot. ZBYSZKO SIEMASZKO
- Zdołał opisać bodaj tysiąc razy pijaństwo i mordobicie. Za każdym razem inaczej - pisał o Wiechu wybitny poeta Jan Lechoń. Stefan Wiechecki zmarł równo 30 lat temu.
Pozostawił po sobie niewyobrażalną ilość felietonów, humoresek, reportaży pisanych gwarą warszawską.

Ferajna z Warszawy i wuj z Grójca

Bohater Wiecha - Teofil Piecyk w felietonach pojawił się jeszcze przed wojną. Po wojnie w tekstach publikowanych na łamach "Expressu Wieczornego" nieodmiennie królował Walery Wątróbka z żoną Gienią. Niczym planety wokół słońca dookoła Walerego Wątróbki krążyli pociotkowie, krewni i powinowaci: Apolonia Karaluch, ciotka Kuszpietowska, przybysz z Grójca - wuj Wężyk, wreszcie szwagier Piekutoszczak.

Te śmieszne nazwiska, humorystyczne postaci obdarzone swoistą mądrością życiową przeszły do legendy. Felietony Wiecha pożerałem jako początkujący nastolatek. W tasiemcowej kolejce, po 16. czekałem przed kioskiem Ruchu po "Express Wieczorny". A potem lekturę popołudniówki rozpoczynałem właśnie od Wiecha i od niezwykłych przypadków Walerego Wątróbki. Wiech pisał językiem, którego w latach 70. już nie słyszałem na ulicach Starego Mokotowa. W przedwojennych felietonach, w filmie Dorożka nr 13 jego bohaterowie pochodzili z nizin społecznych, ale mieszkali w różnych punktach stolicy.

Wiech pracę zaczynał przed zagładą miasta jako sprawozdawca sądowy i tam stykał się z gwarą, czy może raczej z gwarami Warszawy. Po wojnie inspiracji musiał szukać na Pradze, bo tylko tam przetrwały resztki przedwojennego folkloru i gwary naszego miasta.

Wątróbka daje odpór krytyce

Lubię opowieść Wiecha o wycieczce na plażę Kozłowskiego w upalny, przedwojenny dzień.

"Z koleżką byłem, niejakim Kretem Franciszkiem. Rozebraliśmy się, szafkie żeśmy zamknęli i idziem na piasek. A tu krzyk się zrobił, kobiety zaczęli uciekać, dzieciom oczy zakrywać. Koleżka majtek przez nieuwagę z domu zapomniał i cielesną anatomią publiczne zgorszenie uskuteczniał. Pożyczyłem ma się rozumieć kubełek od jakiegoś chłopczyka i jako tako kolegę gdzieniegdzie zabezpieczywszy, do kabin zaciągnąłem". Historia miała epilog w sądzie: "Mieliśmy duże sądowe przykrości, od tej pory na plażę osobiście nie uczęszczam" - pisał

Wiech. Tak jak bard przedmieść Stanisław Grzesiuk i Bronisław Wieczorkiewicz - autor słownika Gwary Warszawskiej - utrwalał język warszawskich przedmieść. Rzecz w tym, że bawił się gwarą warszawską. Stylizował ją. Przetwarzał. Dziś czytając jego felietony czy słuchając iskrzących dowcipem dialogów z filmu "Dorożkarz nr 13" (z 1937 r.), nie mamy pewności, które zwroty są autentyczne, a które wymyślił sam pisarz. Taką zagadka pozostaje zwrot "znakiem tego". Popularność Wiecha, i to nie tylko wśród czytelników "Expressu" wywodzących się bodaj ze wszystkich środowisk warszawiaków, sprawiła, że jego zwroty wracały w lud. Zadomawiały się na przedmieściach, na bazarze Różyckiego, ciuchach.

Lechoń, pisząc o Wiechu, nie ironizował. Uważał go za niedocenionego pisarza. Ale nie brakowało mu krytyków.

Zaatakowali go ortodoksyjni poloniści Jan Błoński i Zygmunt Lichniak, przekonując, że zaśmieca język polski nieautentyczną gwarą przedmieść. Zaatakowało go też "Życie Warszawy", zapewne zazdrosne o popularność felietonów w "Expressie". Na łamach gazety Wiecha krytykował znakomity pisarz Jacek Bocheński. "Express Wieczorny" dał złośliwy odpór krytyce. W popołudniówce zamieszczono ironiczną polemikę zatytułowaną "Znakiem tego" i opatrzoną rysunkiem satyrycznym Jerzego Zaruby, na którym Wiech trzyma esej Bocheńskiego. Walery Wątróbka wskazuje na niego palcem i przekonuje "Śmiej się pan z Tego!". Dziś, trzydzieści lat po śmierci Wiecha, cała ta dyskusja wydaje się bezprzedmiotowa. W sensie dosłownym. Warszawska gwara niczego nie zaśmieca, bo niemal zupełnie zanikła. Dziś to język martwy. Jak łacina. Zostały tylko sceny z filmów i felietony Wiecha. Niepowtarzalne. Bo Wiech nie znalazł następców.

Przeczytaj także: Areszt zabytkowej łodzi. Już remontują drugą



Podziel się