Pięciolecie Muzeum Powstania Warszawskiego

Jerzy S. Majewski
31.07.2009 aktualizacja: 2009-07-30 22:19
A A A Drukuj
Muzeum Powstania Warszawskiego Fot. Andrzej Bogacz / AG
  • Sala z liberatorem - ten zrekonstruowany samolot jest jedną z największych atrakcji muzeum
Jest najlepsze w Warszawie, najnowocześniejsze w Polsce, a w kategorii placówek upamiętniających zdarzenia historyczne - jedno z najciekawszych w Europie. Dziś mija pięć lat od otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego
Muzeum u zbiegu Grzybowskiej i Przyokopowej na Woli jest interaktywne, otwarte na dyskusje o aktualnych wydarzeniach w mieście (jak chociażby remonty warszawskich parków czy burzenie zabytków przez deweloperów). Potrafi rozbudzić wyobraźnię młodych ludzi. Jest pełne życia i nie ma nic wspólnego ze strupieszałymi placówkami, do których wchodzi się w kapciach, a eksponaty ogląda w zakurzonych gablotach. W sali kinowej czy hali pod Liberatorem nieustannie odbywają się spotkania, odczyty, prezentacje, pokazy filmowe. W parku są organizowane koncerty rockowe i awangardowe inscenizacje teatralne. W 2005 r. przyznaliśmy muzeum "Wdechę" (coroczną nagrodę "Gazety Co Jest Grane") - uznaliśmy je za miejsce roku.

Przez kilkadziesiąt lat czekali na nie nie tylko kombatanci, ale cała Polska. Po 1989 r. prace odkładano z roku na rok. Brakowało lokalizacji, pieniędzy, decyzji. Decyzję polityczną o stworzeniu muzeum podjął dopiero wybrany w 2002 r. prezydent Warszawy Lech Kaczyński. - Kiedyś w prywatnej rozmowie zwierzył mi się, że budowa tego muzeum to najważniejsza rzecz, jakiej dokonał w stolicy - opowiada jeden z jego byłych bliskich współpracowników.

Trampolina do polityki

Prezydent od początku budowy uważał się za dysponariusza patriotyzmu, tradycji i zbiorowej pamięci o Powstaniu Warszawskim. Kreował się na głównego celebranta jego etosu, który jako pierwszy po 60 latach doprowadził do godnego uczczenia zrywu z 1944 r. Nie jest to uczciwe, bo już w 50. rocznicę Powstania Warszawskiego do stolicy zjechali wielcy tego świata, a prezydent Niemiec Roman Herzog przeprosił za zbrodnie dokonane w Warszawie.

Dla Lecha Kaczyńskiego budowa muzeum stała się priorytetem. Była ważniejsza niż inne inwestycje w stolicy. Sukces muzeum ułatwił mu późniejsze zwycięstwo w wyborach na prezydenta Polski. Znalezieniem lokalizacji, przyznaniem środków i wynajęciem zespołu pracującego nad koncepcją placówki zajęła się jedna z jego najbliższych wówczas współpracownic Elżbieta Jakubiak. U kilku specjalistów zamówiono plan muzeum, w którym miejsce znajdą nawet dzieci. Czerpali z doświadczeń Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie czy Terror Haza w Budapeszcie.

Na budowę i działalność muzeum Lech Kaczyński przeznaczył środki, o jakich nie śniło się innym polskim placówkom. Chodzi o to, że największe nawet fundusze, dobry scenariusz i oczekiwania społeczne nie gwarantują sukcesu.

W przypadku Muzeum Powstania Warszawskiego pieniądze wydano sensownie. A efekt przeszedł chyba najśmielsze oczekiwania. Na sukces zapracowała grupa rzutkich ludzi, którzy zajęli się organizacją placówki. Z czasem związali się z PiS. Wśród nich są m.in. późniejszy dyrektor muzeum Jan Ołdakowski, Paweł Kowal, Lena Cichocka. Po zwycięstwie Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich wszyscy (poza Janem Ołdakowskim) przeszli do Pałacu Prezydenckiego lub rządu, a przez niektórych działaczy PiS byli ironicznie nazwani "muzealnikami".

Zabrakło wątpliwości

"Muzealnicy" stworzyli placówkę daleką od stereotypowego przedstawiania dziejów. Skierowaną w dużym stopniu do pokolenia epoki komputerów i technik multimedialnych. Jego otwarcie 31 lipca 2004 r. było świętem całej Warszawy. Dziś na mapie kulturalnej miasta to jeden z najważniejszych punktów. Wycieczki szkolne z całej Polski zapisują się na zwiedzanie na długo przed przyjazdem do stolicy.

Muzeum udało się też wpisać w budowę nowej, romantycznej, popkulturowej legendy Powstania Warszawskiego, atrakcyjnej zwłaszcza dla młodego pokolenia. Wykorzystuje ona nośne w odbiorze społecznym przeciwstawienie idealistycznej walki o wolność ze zniewoleniem i złem, jakim była okupacja niemiecka i absurdalny terror. To wartości uniwersalne. Zrozumiale dla wszystkich, pod każdą szerokością geograficzną.

Być może ten prosty przekaz jest dziś największym sukcesem muzeum, a zarazem wielkim moralnym zwycięstwem powstańców nad prymitywną siłą, która zgniotła Powstanie w 1944 r.

A jednak Powstanie było klęska militarną i humanitarną. Przyniosło zagładę miasta i dziedzictwa kulturowego wielu pokoleń. Niestety, w ekspozycji nie dostrzeżemy dyskusji nad sensem zrywu i jego kosztami. Jest martyrologia, są niezliczone relacje, można odczuć atmosferę grozy, ludzkie dramaty. Nie ma jednak miejsca na wątpliwości, tak charakterystyczne choćby dla kina czasów odwilży po 1956 r. Nie ma kontestacji. Jest bogoojczyźniana wizja Powstania. I mimo nowoczesnego języka narracji unosi się tu duch polityki historycznej Lecha Kaczyńskiego.

Przeczytaj także: 65. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego



Podziel się