Przez trzy dni czas płynął równolegle w stolicy

Jerzy S. Majewski
10.08.2009 aktualizacja: 2009-08-09 22:19
A A A Drukuj
W mieście dochodziło do pozorowanych walk ulicznych, odbyła się defilada powstańców, a nawet desant berlingowców przez Wisłę Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja
  • W mieście dochodziło do pozorowanych walk ulicznych, odbyła się defilada powstańców, a nawet desant berlingowców przez Wisłę
  • W mieście dochodziło do pozorowanych walk ulicznych, odbyła się defilada powstańców, a nawet desant berlingowców przez Wisłę
  • W mieście dochodziło do pozorowanych walk ulicznych, odbyła się defilada powstańców, a nawet desant berlingowców przez Wisłę
  • W mieście dochodziło do pozorowanych walk ulicznych, odbyła się defilada powstańców, a nawet desant berlingowców przez Wisłę
Przez ostatnie dni w Warszawie czas płynął równolegle. Współczesność przeplatała się z sierpniem i wrześniem 1944 r. W mieście dochodziło do pozorowanych walk ulicznych, odbyła się defilada powstańców, a nawet desant berlingowców przez Wisłę. Jednak kulminacją trzydniowych rekonstrukcji historycznych była wczorajsza inscenizacja walk o Twierdzę Zmartwychwstanek przy ul. Krasińskiego na Żoliborzu.
SERWISY
W zachowanym do dziś budynku szpitala sióstr Zmartwychwstanek działał szpital powstańczy. 18 sierpnia 1944 r. Niemcy weszli dostali się do środka i podłożyli ogień w klasztorze. Zostali wyparci. Od tej chwili walki o klasztor broniony przez żołnierzy Zgrupowania "Żyrafa" trwały aż do 29 września. Pod koniec Powstania na budynek uderzyli żołnierze z 19. Dolnosaksońskiej Dywizji Pancernej.

Podczas inscenizacji po stronie niemieckiej pojawił się nawet transporter opancerzony, a widowisku przyglądał się tłum. Niestety ci, którzy się spóźnili, mieli marne szanse, by coś zobaczyć, choć spora grupa osób wdrapała się na dachy pawilonów handlowych. Zawiodło też nagłośnienie. Widzowie zgromadzeni nieco dalej od klasztoru niczego nie słyszeli, a obraz na telebimie widzieli jedynie nieliczni.

Gorąco zrobiło się, gdy Niemcy przypuścili atak. - Z kolegami odgrywamy niemieckich saperów szturmowych. Otrzymaliśmy rozkaz oczyszczenia barykady - mówił Maciej Radwański z grupy rekonstrukcyjnej Pionier 39 i wyjaśnił, że saperzy szturmowi zawsze rzucani byli jako pierwsi do ataku. - Dopiero za nimi szła cała ta hołota od Dirlewangera - mówi.

Gdy saperzy zaatakowali, strzelanina zaczęła się na dobre. Niemcy podchodzili. Tracili rannych. Polacy bronili się zza barykady. Wybuchały imitacje granatów. Żołnierze broczyli sztuczną krwią. Niemcy rannych wrzucali na motocykle i wywozili na tyły.

- Nie bałem się, ale zrobiły na mnie wrażenie wybuchy i broń. Pierwszy raz widziałem miotacz ognia - zachwycał się 10 letni Jorgos Kasmas, który z rodzicami przyjechał do Polski z Aten. O Powstaniu Warszawskim usłyszał pierwszy raz.

Gdy walki ucichły, Polacy i Niemcy zgodnie przemaszerowali, a potem cała ulica minutą ciszy uczciła tych, którzy przed 65 laty w obronie Twierdzy Zmartwychwstanek polegli naprawdę.

Przeczytaj także: Powstańczy fotoreporterzy opanowali miasto



Podziel się