Krosna do rejestru i na sprzedaż

Tomasz Urzykowski
21.08.2009 aktualizacja: 2009-08-20 21:05
A A A Drukuj
Tak wygląda manufaktura tkacka w łazienkowskiej szklarni. Na pierwszym planie: Mariola Nowakowska wykonuje pas kontuszowy w kolorach warszawy. Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Historyczna tkalnia spółdzielni Ład w Łazienkach Królewskich trafiła do rejestru zabytków. Czy to pomoże ocalić ją przed zniszczeniem?
SERWISY
- Najbliższej zimy w takich warunkach nie przetrzyma - mówi właściciel Dariusz Makowski.

O dramatycznej sytuacji manufaktury "Gazeta" pisała kilkakrotnie. Jeden z najstarszych na świecie zakładów tkackich mieści się w przeciekającej szklarni w Łazienkach Królewskich. W lecie panuje w niej upał, zimą - mróz, ściany zaatakował grzyb. Mimo to tkalnia wciąż działa. Posiada 12 drewnianych krosien żakardowych pochodzących z XIX w. i ponad 800 wzorów tkanin - od XVII do XX w. - zapisanych na perforowanych kartach. To ostatni tak duży i tak dobrze wyposażony historyczny warsztat tego typu. Wcześniej należał do Spółdzielni Artystów Plastyków "Ład". Po jej upadku znalazł się pod opieką Dariusza Makowskiego, który w 2000 r. przeniósł maszyny do udostępnionej przez ówczesnego dyrektora Łazienek Królewskich pustej szklarni.

Wyroby manufaktury były kupowane przez teatry, z mediolańską La Scalą na czele. Grały w ponad stu filmach. Można je podziwiać w polskich superprodukcjach, jak: "Ogniem i mieczem", "Quo vadis" i "Pan Tadeusz", lecz również obrazach hollywoodzkich. Intratne zamówienia to już przeszłość. Niewielkie dochody nie starczają na utrzymanie tkalni. Właściciel zalega Łazienkom z czynszem (niedawno dyrekcja parku zajęła mu cztery maszyny). Ma też długi w ZUS-ie i urzędzie skarbowym. Tkalnię co rusz nachodzi komornik, a Dariusz Makowski od dawna zapowiada wyprzedanie krosien i kart. - Chcę spłacić długi. Kupnem tkalni zainteresowani są Francuzi - mówi.

Ale teraz, gdy manufaktura znalazła się w rejestrze zabytków, jej sprzedaż nie jest już taka prosta. Wojewódzka konserwator Barbara Jezierska tłumaczy:

- Warsztat ma bezcenną wartość jako całość. Wpisałam go do rejestru, by uchronić przed sprzedażą pojedynczych maszyn i rozproszeniem tkalni. Właściciel nie może go zniszczyć ani bez zgody konserwatora wywieźć za granicę.

Jej zdaniem manufakturę powinno odkupić miasto. Ratusz zresztą zamierza to zrobić. Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków sfinansowało dokumentację tkalni, przegląd maszyn oraz dezynfekcję kart z wzornikami tkanin. Zamówiło też wycenę maszyn i kart. Eksperci z Muzeum Włókiennictwa z Łodzi oszacowali wartość manufaktury na 1,8 mln zł. Wprawdzie kilka miesięcy temu właściciel żądał 2,5 mln zł, teraz deklaruje dostosowanie się do wyceny rzeczoznawców.

- Zarząd miasta podjął już decyzję. Tkalnię ma przejąć Muzeum Historyczne m.st. Warszawy. Połowę sumy na jej odkupienie przekaże miasto, połowę ma znaleźć Ministerstwo Kultury. Spłacane to będzie trzy lata. W pierwszej kolejności kupione zostaną maszyny, w następnej - karty z wzorami - mówi Małgorzata Naimska, wicedyrektorka miejskiego Biura Kultury. - Jeśli dyrektor Łazienek pozwoli, krosna na razie pozostaną w szklarni. Trzeba ją będzie tylko wyremontować.

Teraz wszystko zależy od stołecznych radnych. O dodatkowych pieniądzach dla Muzeum Historycznego na nabycie manufaktury zdecydują być może już na najbliższej sesji za tydzień.

Przeczytaj także: Najstarszą tkalnię na świecie sprzedam



Podziel się