Na Rakowieckiej pachniało mydlinami
04.09.2009
aktualizacja: 2009-09-03 20:54
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
W sąsiedztwie rosyjskich koszar Alojzy senior i Emilia Paszkowscy otworzyli wielkie przedsiębiorstwo - I Nowowarszawską Pralnię Bielizny.
ZOBACZ TAKŻE
- Praga też walczyła w Powstaniu Warszawskim (07-08-09, 14:00)
- Piękna świątynia na wzór rzymskich bazylik (11-09-09, 16:00)
- Rusza największa impreza historyczna w Polsce (11-09-09, 11:00)
- Barbakan już wyremontowany. Co z nim robić? (08-09-09, 14:59)
- Przedwojenne królestwo fiołków i pomidorów (28-08-09, 17:00)
- Tu wznoszono najbardziej luksusowe kamienice (21-08-09, 17:00)
- Wielkie miasto na Woli (15-08-09, 08:00)
- Szpital w schronie pod luksusową kamienicą (24-07-09, 16:00)
- Pałace na warszawskiej skarpie (02-10-09, 15:00)
SERWISY
To był znakomity interes. Paszkowscy mieli wyjątkowych klientów, którzy dostarczali całe wozy brudnej odzieży, nie kaprysili i regularnie płacili. Były to: więzienie na Rakowieckiej, Kolej Warszawsko-Wiedeńska i rosyjskie wojsko, którego koszary ciągnęły się po drugiej stronie ulicy. Na właśnie zabudowywany Mokotów firma przeniosła się z Długiej 26.
Praczki nad baliami
- Tutaj stał nasz dom. A tu, wzdłuż Rakowieckiej, ciągnął się ogródek - wspomina Władysław Paszkowski. Umawiamy się na Starościńskiej przy rogu Rakowieckiej. Aż do lat 50. XX w. Starościńska była ślepą uliczką, bez wylotu na Rakowiecką. Dopiero potem przeprowadzono ulice, m.in. przez fragment posesji Paszkowskich.
- Dziadkowie na Rakowiecką sprowadzili się w roku 1906. Kupili posesję i rozpoczęli budowę domu przemysłowo-handlowego - opowiada pan Paszkowski.
Pralnia zajmowała parter. Prowadzona była na skalę przemysłową. Nie było tu jednak wielkich maszyn. Zastępowało je ponad 20 praczek pochylonych nad baliami. Wyprana bielizna żołnierzy, więźniów i kolejarzy suszyła się na obszernym strychu.
Jednopiętrowy, tynkowany na szaro budynek stał równolegle do Rakowieckiej, oddzielony od ulicy ceglanym murem i ogródkiem. - To ogrodzenie w końcu lat 30. zostało zburzone. Nakazały nam to władze szykujące się do wojny gazowej. By gazy bojowe zrzucane z samolotów nie zatrzymywały się na murze, nakazano wymienić go na ażurową siatkę. Tak też się stało - mówi Władysław Paszkowski.
Dom zwieńczony był dachami o niskim spadku, krytymi papą. Na ścianie szczytowej widniał monogram EAP 1906. Budynek nie był urodziwy. Okna sutereny miały parapety na wysokości gruntu. Za budynkiem wznosiły się komórki, oficyna, a potem, w latach 30. - garaże. Tam też było drugie podwórko. Przez furtkę za garażami wychodziło się uliczkę Starościńską. Niewielki domek stał też przy samej Rakowieckiej. W latach międzywojennych mieścił się w nim sklepik spożywczy, a potem zakład szklarski.
Fabryki zamiast pralni
Pierwsza wojna światowa zachwiała dotychczasową, stabilną pozycją firmy. W 1915 r. rosyjskie wojsko opuściło Warszawę, ale po odzyskaniu przez Polskę niepodległości budynki koszar zajęło polskie wojsko. W latach 30. XX w. stacjonował tu pierwszy pułk artylerii przeciwlotniczej.
Firma jednak dotrwała do śmierci Alojzego Paszkowskiego. Została zlikwidowana w 1931 r. W domu na Rakowieckiej pozostała tylko niewielka pralnia prowadzona aż do Powstania Warszawskiego przez córkę właściciela Helenę z Paszkowskich Goldstein.
Dom miał teraz wielu lokatorów. Wymienia ich pan Paszkowski. W głębokiej suterenie fabryka wody sodowej i lemoniad Mum Stanisława Łupińskiego, na parterze fabryka kapsułek opłatkowych Tadeusza Koziańskiego. - Produkowano tam kapsułki na proszki dla przemysłu farmaceutycznego - wyjaśnia pan Paszkowski i dodaje, że obok działała też wytwórnia rękawiczek pana Czyża
Całe piętro zajmowało mieszkanie. - Kiedyś należało do dziadków i miało dziewięć pokoi, kuchnię łazienkę, służbówkę, dwa balkony i taras na dachu oficyny. Po śmierci dziadka zostało podzielone na cztery dwupokojowe mieszkania dla dorosłych już dzieci - opisuje Władysław Paszkowski. - Taras znalazł się na dachu mieszkania mego stryja Henryka Arkadiusza Paszkowskiego, który prowadził warsztat mechaniczny.
Stąd też z tyłu za budynkami znajdowały się garaże. Z kolei ojciec Władysława Paszkowskiego Alojzy (młodszy) prowadził sklep Auto-Moto-Velo. Początkowo mieścił się on w al. Szucha 8, tuż obok pałacyku Automobilklubu Polski, zaś od 1937 r. - w nowoczesnej kamienicy Luniaka przy Puławskiej 12a.
Rakowiecka w ogniu
- 1 września 1939 r. miałem iść do pierwszej klasy szkoły powszechnej, ale rozpoczęła się wojna. Zaczął się ostrzał i przenieśliśmy się na Puławską do domu Luniaka. Sklep ojca był otwarty dla potrzeb wojska. My schroniliśmy się w piwnicy. Rozchorowałem się na szkarlatynę i leżałem na kapokach do motorówek - przypomina sobie Władysław Paszkowski.
Rakowiecka znalazła się pod ostrzałem artylerii i samolotów niemieckich. Na rogu Puławskiej wkopane było w ziemię polskie działko przeciwlotnicze, od zachodu maskowały je dwa wozy tramwajowe.
- Jak wyzdrowiałem, to obsłudze działa często nosiłem pożywienie. I wtedy na niebie pojawił się niemiecki bombowiec. Działko strzelało i samolot został trafiony. Potem dowiedzieliśmy się, że rozbił się na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej, trafiając w kamienicę - mówi pan Paszkowski. W budynki przy Rakowieckiej 17 trafiła salwa wystrzelona z niemieckich dział 88 mm stojących na Rakowcu. "Jeden pocisk trafił w nowy dom na ul Starościńskiej, drugi - w jedno z okien naszego budynku, a trzeci - w koszary po drugiej stronie Rakowieckiej" - czytamy w maszynopisie wspomnień Władysława Paszkowskiego.
18 września zmarła założycielka pralni Emilia Paszkowska. „Babcia była bardzo dowcipna i żywotna (...) paliła dużo papierosów robionych własnoręcznie z tutek HERBEWO. Na swoje ostatnie imieniny w czerwcu 1939 r. na propozycję zatańczenia tanga powiedziała, że »tartych « tańców nie tańczy i że może zatańczyć tylko kujawiaka lub mazura. Moja matka zdołała kupić jakąś przestrzelona trumnę i babcię pochowano prowizorycznie w ogródku domu przy Rakowieckiej 17 przed warsztatem stryja Henryka” - czytamy w maszynopisie. Dodajmy, że Emilia z domu Luks pochodziła z rodziny niemieckiej, która prowadziła zakład włókienniczy na Białostocczyźnie.
Dziesięć dni później, w chwili zawieszenia broni, Alojzy Paszkowski wraz z żołnierzami ukrył w kanale pod garażami skrzynki z granatami, broń i amunicję.
- Potem ta broń docierała do lasu, a to, co zostało, wykorzystali powstańcy w 1944 r. W czasie okupacji nikt jednak o tym w domu nie opowiadał - podkreśla pan Władysław Paszkowski. Jak wspomina, zaraz po kapitulacji na Puławskiej przy Rakowieckiej stał z matką i rzucał zawinięte kanapki oraz papierosy żołnierzom polskim maszerującym w kolumnach do niewoli.
"Pierwszych Niemców zobaczyłem na Rakowieckiej, jak jeździli zdobycznym autem osobowym Chevrolet, a na stopniach stał jakiś chłopak, który wskazywał im drogę do koszar i prowadził po okolicy, uznaliśmy to za początek kolaboracji. Następnym etapem były intensywne rewizje domów i mieszkań. Niemcy dziwili się, że u nas w domu Paszkowskich prawie wszyscy mówią po niemiecku" - czytamy w jego wspomnieniach.
Naczelny wódz w ukryciu
W czasie okupacji Władysław Paszkowski widywał na Rakowieckiej eleganckiego pana z laską, w kożuszku z szalowym kołnierzem i w oficerkach. Często zaglądał do sklepiku spożywczego na rogu Sandomierskiej i Rakowieckiej. - Dopiero po wojnie uświadomiłem sobie, że to musiał być marszałek Rydz-Śmigły, który ukrywał się aż do śmierci w 1941 r. w kamienicy przy Sandomierskiej - mówi. Przypomnijmy ze Naczelny Wódz, który 17 września 1939 r. uciekł do Rumunii pozostawiając wojsko bez rozkazów, w 1941 r. w przebraniu przedostał do Polski. Ukrywając się pod przybranym nazwiskiem zamieszkał na Sandomierskiej. Zmarł kilka miesięcy później, nie zdoławszy nawiązać kontaktu z Armią Krajową, w której chciał odegrać istotną rolę.
W tym samym czasie Alojzy Paszkowski musiał zmienić branżę sklepu przy Puławskiej. Zamiast częściami do samochodów handlował akcesoriami rowerowymi. Niezbyt długo. Został wyrzucony z lokalu przez Niemców. Sklep zajęła niejaka pani Czepowicz, lokatorka kamienicy Luniaków, która przyjęła folkslistę i otworzyła sklep z kapeluszami.
- Ojciec popadł w depresję. Siedział całymi dniami na kanapie i patrzył w sufit. W końcu zaczął załatwiać nowy lokal. Przy jego opijaniu zatruł się, zachorował i po kilku miesiącach, w styczniu 1943 r., zmarł - opowiada pan Paszkowski.
„Pewnego dnia, wychodząc z mamą na Rakowiecką, zauważyłem żołnierza Wehrmachtu, który z uwagą czytał numer policyjny naszego domu z nazwiskiem właściciela. Mama też zwróciła na to uwagę i nagle z okrzykiem »Dusik! « rzuciła się w objęcia żołnierza. Okazało się, że jest to jej stryjeczny brat Edward Dymiński mieszkający w Boryspolu pod Kijowem, który jako żołnierz Armii Czerwonej dostał się do niewoli i ratując swe życie, podjął służbę w jakichś oddziałach pomocniczych Wehrmachtu jako kierowca w kolumnie samochodowej” - czytamy w maszynopisie.
Budynki przy Rakowieckiej 17 częściowo zniszczone w czasie Powstania Warszawskiego po wojnie zostały odbudowane przez rodzinę. - Nowe władze czekały, aż je odbudujemy. Gdy to się stało, w 1953 r. po prostu je zabrano dekretem Bieruta - wspomina pan Paszkowski.
Ostatecznie to, co pozostało, zostało rozebrane w 1978 r. Dziś w miejscu zabudowań Paszkowskich znajduje się przedłużona do Rakowieckiej ulica Starościńska oraz blok mieszkalny z końca lat 70. Po 1990 r. posesji dawnym właścicielom nie zwrócono.
Praczki nad baliami
- Tutaj stał nasz dom. A tu, wzdłuż Rakowieckiej, ciągnął się ogródek - wspomina Władysław Paszkowski. Umawiamy się na Starościńskiej przy rogu Rakowieckiej. Aż do lat 50. XX w. Starościńska była ślepą uliczką, bez wylotu na Rakowiecką. Dopiero potem przeprowadzono ulice, m.in. przez fragment posesji Paszkowskich.
- Dziadkowie na Rakowiecką sprowadzili się w roku 1906. Kupili posesję i rozpoczęli budowę domu przemysłowo-handlowego - opowiada pan Paszkowski.
Pralnia zajmowała parter. Prowadzona była na skalę przemysłową. Nie było tu jednak wielkich maszyn. Zastępowało je ponad 20 praczek pochylonych nad baliami. Wyprana bielizna żołnierzy, więźniów i kolejarzy suszyła się na obszernym strychu.
Jednopiętrowy, tynkowany na szaro budynek stał równolegle do Rakowieckiej, oddzielony od ulicy ceglanym murem i ogródkiem. - To ogrodzenie w końcu lat 30. zostało zburzone. Nakazały nam to władze szykujące się do wojny gazowej. By gazy bojowe zrzucane z samolotów nie zatrzymywały się na murze, nakazano wymienić go na ażurową siatkę. Tak też się stało - mówi Władysław Paszkowski.
Dom zwieńczony był dachami o niskim spadku, krytymi papą. Na ścianie szczytowej widniał monogram EAP 1906. Budynek nie był urodziwy. Okna sutereny miały parapety na wysokości gruntu. Za budynkiem wznosiły się komórki, oficyna, a potem, w latach 30. - garaże. Tam też było drugie podwórko. Przez furtkę za garażami wychodziło się uliczkę Starościńską. Niewielki domek stał też przy samej Rakowieckiej. W latach międzywojennych mieścił się w nim sklepik spożywczy, a potem zakład szklarski.
Fabryki zamiast pralni
Pierwsza wojna światowa zachwiała dotychczasową, stabilną pozycją firmy. W 1915 r. rosyjskie wojsko opuściło Warszawę, ale po odzyskaniu przez Polskę niepodległości budynki koszar zajęło polskie wojsko. W latach 30. XX w. stacjonował tu pierwszy pułk artylerii przeciwlotniczej.
Firma jednak dotrwała do śmierci Alojzego Paszkowskiego. Została zlikwidowana w 1931 r. W domu na Rakowieckiej pozostała tylko niewielka pralnia prowadzona aż do Powstania Warszawskiego przez córkę właściciela Helenę z Paszkowskich Goldstein.
Dom miał teraz wielu lokatorów. Wymienia ich pan Paszkowski. W głębokiej suterenie fabryka wody sodowej i lemoniad Mum Stanisława Łupińskiego, na parterze fabryka kapsułek opłatkowych Tadeusza Koziańskiego. - Produkowano tam kapsułki na proszki dla przemysłu farmaceutycznego - wyjaśnia pan Paszkowski i dodaje, że obok działała też wytwórnia rękawiczek pana Czyża
Całe piętro zajmowało mieszkanie. - Kiedyś należało do dziadków i miało dziewięć pokoi, kuchnię łazienkę, służbówkę, dwa balkony i taras na dachu oficyny. Po śmierci dziadka zostało podzielone na cztery dwupokojowe mieszkania dla dorosłych już dzieci - opisuje Władysław Paszkowski. - Taras znalazł się na dachu mieszkania mego stryja Henryka Arkadiusza Paszkowskiego, który prowadził warsztat mechaniczny.
Stąd też z tyłu za budynkami znajdowały się garaże. Z kolei ojciec Władysława Paszkowskiego Alojzy (młodszy) prowadził sklep Auto-Moto-Velo. Początkowo mieścił się on w al. Szucha 8, tuż obok pałacyku Automobilklubu Polski, zaś od 1937 r. - w nowoczesnej kamienicy Luniaka przy Puławskiej 12a.
Rakowiecka w ogniu
- 1 września 1939 r. miałem iść do pierwszej klasy szkoły powszechnej, ale rozpoczęła się wojna. Zaczął się ostrzał i przenieśliśmy się na Puławską do domu Luniaka. Sklep ojca był otwarty dla potrzeb wojska. My schroniliśmy się w piwnicy. Rozchorowałem się na szkarlatynę i leżałem na kapokach do motorówek - przypomina sobie Władysław Paszkowski.
Rakowiecka znalazła się pod ostrzałem artylerii i samolotów niemieckich. Na rogu Puławskiej wkopane było w ziemię polskie działko przeciwlotnicze, od zachodu maskowały je dwa wozy tramwajowe.
- Jak wyzdrowiałem, to obsłudze działa często nosiłem pożywienie. I wtedy na niebie pojawił się niemiecki bombowiec. Działko strzelało i samolot został trafiony. Potem dowiedzieliśmy się, że rozbił się na rogu Marszałkowskiej i Królewskiej, trafiając w kamienicę - mówi pan Paszkowski. W budynki przy Rakowieckiej 17 trafiła salwa wystrzelona z niemieckich dział 88 mm stojących na Rakowcu. "Jeden pocisk trafił w nowy dom na ul Starościńskiej, drugi - w jedno z okien naszego budynku, a trzeci - w koszary po drugiej stronie Rakowieckiej" - czytamy w maszynopisie wspomnień Władysława Paszkowskiego.
18 września zmarła założycielka pralni Emilia Paszkowska. „Babcia była bardzo dowcipna i żywotna (...) paliła dużo papierosów robionych własnoręcznie z tutek HERBEWO. Na swoje ostatnie imieniny w czerwcu 1939 r. na propozycję zatańczenia tanga powiedziała, że »tartych « tańców nie tańczy i że może zatańczyć tylko kujawiaka lub mazura. Moja matka zdołała kupić jakąś przestrzelona trumnę i babcię pochowano prowizorycznie w ogródku domu przy Rakowieckiej 17 przed warsztatem stryja Henryka” - czytamy w maszynopisie. Dodajmy, że Emilia z domu Luks pochodziła z rodziny niemieckiej, która prowadziła zakład włókienniczy na Białostocczyźnie.
Dziesięć dni później, w chwili zawieszenia broni, Alojzy Paszkowski wraz z żołnierzami ukrył w kanale pod garażami skrzynki z granatami, broń i amunicję.
- Potem ta broń docierała do lasu, a to, co zostało, wykorzystali powstańcy w 1944 r. W czasie okupacji nikt jednak o tym w domu nie opowiadał - podkreśla pan Władysław Paszkowski. Jak wspomina, zaraz po kapitulacji na Puławskiej przy Rakowieckiej stał z matką i rzucał zawinięte kanapki oraz papierosy żołnierzom polskim maszerującym w kolumnach do niewoli.
"Pierwszych Niemców zobaczyłem na Rakowieckiej, jak jeździli zdobycznym autem osobowym Chevrolet, a na stopniach stał jakiś chłopak, który wskazywał im drogę do koszar i prowadził po okolicy, uznaliśmy to za początek kolaboracji. Następnym etapem były intensywne rewizje domów i mieszkań. Niemcy dziwili się, że u nas w domu Paszkowskich prawie wszyscy mówią po niemiecku" - czytamy w jego wspomnieniach.
Naczelny wódz w ukryciu
W czasie okupacji Władysław Paszkowski widywał na Rakowieckiej eleganckiego pana z laską, w kożuszku z szalowym kołnierzem i w oficerkach. Często zaglądał do sklepiku spożywczego na rogu Sandomierskiej i Rakowieckiej. - Dopiero po wojnie uświadomiłem sobie, że to musiał być marszałek Rydz-Śmigły, który ukrywał się aż do śmierci w 1941 r. w kamienicy przy Sandomierskiej - mówi. Przypomnijmy ze Naczelny Wódz, który 17 września 1939 r. uciekł do Rumunii pozostawiając wojsko bez rozkazów, w 1941 r. w przebraniu przedostał do Polski. Ukrywając się pod przybranym nazwiskiem zamieszkał na Sandomierskiej. Zmarł kilka miesięcy później, nie zdoławszy nawiązać kontaktu z Armią Krajową, w której chciał odegrać istotną rolę.
W tym samym czasie Alojzy Paszkowski musiał zmienić branżę sklepu przy Puławskiej. Zamiast częściami do samochodów handlował akcesoriami rowerowymi. Niezbyt długo. Został wyrzucony z lokalu przez Niemców. Sklep zajęła niejaka pani Czepowicz, lokatorka kamienicy Luniaków, która przyjęła folkslistę i otworzyła sklep z kapeluszami.
- Ojciec popadł w depresję. Siedział całymi dniami na kanapie i patrzył w sufit. W końcu zaczął załatwiać nowy lokal. Przy jego opijaniu zatruł się, zachorował i po kilku miesiącach, w styczniu 1943 r., zmarł - opowiada pan Paszkowski.
„Pewnego dnia, wychodząc z mamą na Rakowiecką, zauważyłem żołnierza Wehrmachtu, który z uwagą czytał numer policyjny naszego domu z nazwiskiem właściciela. Mama też zwróciła na to uwagę i nagle z okrzykiem »Dusik! « rzuciła się w objęcia żołnierza. Okazało się, że jest to jej stryjeczny brat Edward Dymiński mieszkający w Boryspolu pod Kijowem, który jako żołnierz Armii Czerwonej dostał się do niewoli i ratując swe życie, podjął służbę w jakichś oddziałach pomocniczych Wehrmachtu jako kierowca w kolumnie samochodowej” - czytamy w maszynopisie.
Budynki przy Rakowieckiej 17 częściowo zniszczone w czasie Powstania Warszawskiego po wojnie zostały odbudowane przez rodzinę. - Nowe władze czekały, aż je odbudujemy. Gdy to się stało, w 1953 r. po prostu je zabrano dekretem Bieruta - wspomina pan Paszkowski.
Ostatecznie to, co pozostało, zostało rozebrane w 1978 r. Dziś w miejscu zabudowań Paszkowskich znajduje się przedłużona do Rakowieckiej ulica Starościńska oraz blok mieszkalny z końca lat 70. Po 1990 r. posesji dawnym właścicielom nie zwrócono.
-
Dodam więcej szczegółów
felicjan15
04.09.09, 18:45
W połowie lat pięćdziesiątych wybudowano dwa nowe domy mieszkalne - pierwszy przy Rakowieckiej (róg Starościńskiej) w miejscu opisywanego w artykule ogrodu, drugi na Starościńskiej.Szkoda, »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Jak jeździć w czasie Euro? Szczegóły zmian w ruchu
- Auto za ponad milion rozbite w kolizji na Mokotowie
- Zamkną oddział ginekologiczny. Co zrobi 500 pacjentek?
- Zalegasz z czynszem? Trzy miesiące i pozew o eksmisję
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]


