Stojący w centrum cmentarza nagrobny pomnik z opoczyńskiego piaskowca od lat wyglądał tragicznie. Był popękany i pokryty czarnym nalotem. Brakowało mu wielu elementów, zwłaszcza wieńczącego obelisku roztrzaskanego pociskiem podczas Powstania Warszawskiego. Nie miał też żadnych napisów. O dawnej urodzie świadczyły resztki bogatej dekoracji - wykutych w kamieniu wieńców i girland, mieczy i odwróconych pochodni. Zachował się też herb przedstawiający miecz skrzyżowany z piórem przypominającym strzałę.
Nad zdewastowanym nagrobkiem zlitował się Społeczny Komitet Opieki nad Zabytkami Cmentarza Ewangelicko-Reformowanego. Kosztem 38 tys. zł (w 45 proc. pokrytym przez miasto) przeprowadził w tym roku jego renowację. Wykonał ją konserwator Olgierd Gumiński. Restaurując pomnik, rozebrał go i ponownie złożył, uzupełniając brakujące fragmenty. - Gdy przystępowaliśmy do remontu, nie wiedzieliśmy, czyj to grobowiec - mówi przewodnicząca komitetu Irena Scholl.
- Sam rozmach pomnika świadczył, że postawiono go osobie nietuzinkowej. Jej nazwisko widniało zapewne na zniszczonym obelisku - dodaje Olgierd Gumiński.
Przypuszczano, że grobowiec może kryć szczątki królewskiego hajduka Jerzego Henryka Butzaua, który zginął, osłaniając Stanisława Augusta Poniatowskiego podczas zamachu, albo Paula Trema, królewskiego kuchmistrza, którego w 1810 r. pochowano gdzieś na tym cmentarzu.
Zagadkę pomógł rozwiązać Piotr Marcinkowski, starszy kustosz Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy. Odwiedził cmentarz i widząc restaurowany pomnik, podzielił się swoimi ustaleniami sprzed lat. - Tutaj leży prezydent Warszawy Karol Fryderyk Woyda. Świadczy o tym herb Mieczosław nadany mu w Księstwie Warszawskim. Opis jego grobowca znalazłem w przewodniku po Warszawie z 1922 r. autorstwa Mieczysława Orłowicza - mówi Piotr Marcinkowski spowinowacony z dawnym prezydentem przez siostrę dziadka.
Karol Fryderyk Woyda (1771-1846), weteran insurekcji kościuszkowskiej i Legionów Polskich, od 1816 r. do powstania listopadowego był gospodarzem ratusza. Za jego czasów miasto piękniało. Woyda wpłynął na jego rozbudowę i uporządkowanie, uzdrowił administrację, skarbowość i policję. Mimo to nie był lubiany przez warszawiaków za lojalność wobec Rosjan. Do historii przeszło pobicie Woydy na Długiej. W biały dzień dokonał tego młody oficer, a narzędziem była laska zwana od tamtego czasu wojdówką. Po wybuchu powstania listopadowego prezydent wyjechał z Warszawy. Wrócił po stłumieniu walk w charakterze dyrektora Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji. Zawsze było wiadomo, że Woyda został pochowany na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym, ale po ostatniej wojnie, w trakcie której spłonęły cmentarne księgi, zapomniano, gdzie leży. Jako miejsce jego grobu błędnie podawano inną kwaterę.
- Teraz już nikt się nie pomyli. Przed odrestaurowanym pomnikiem ustawimy tabliczkę z informacją, czyj to grobowiec - zapowiada Irena Scholl.
O nagrobku Woydy piszemy w książkowej wersji spacerownika po warszawskich cmentarzach, która ukaże się w sprzedaży w przyszłym tygodniu
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim