Do RFN przez Saską Kępę - film o uchodźcach sprzed 20 lat

tu
19.10.2009 aktualizacja: 2009-10-18 20:52
A A A Drukuj
Sierpień 1989 r. Ambasadę RFN na Saskiej Kępie oblegają tłumy uciekinierów z NRD. Po kilku dniach w placówce zrobiło się ciasno i zamknięto bramę. Ale nie zahamowało to napływu zdesperowanych ludzi, którzy przeskakiwali przez ogrodzenie. fot. Tomasz Wierzejski
Ulice Saskiej Kępy zastawione trabantami. Tysiące osób z tobołami koczują na chodnikach. Ambasada RFN przy Katowickiej zmienia się w obóz dla uchodźców ze wschodnich Niemiec. O tych wydarzeniach sprzed 20 lat opowiada film Krzysztofa Czajki. Premiera - w środę na Uniwersytecie Warszawskim.
Późnym latem i jesienią 1989 r. dziesiątki tysięcy obywateli NRD uciekły ze swojego kraju do RFN. Ponieważ granica obu państw niemieckich była dokładnie strzeżona, a jej przekroczenie groziło śmiercią, droga na Zachód wiodła najczęściej przez Węgry i Czechosłowację. W pamięci Niemców pozostał obraz otwartej dla uchodźców granicy węgiersko-austriackiej. Symbolicznym momentem było też przemówienie ministra Hansa-Dietricha Genschera, który z balkonu ambasady RFN w Pradze zaprosił uciekinierów za żelazną kurtynę. Za to mało kto wie, że podobne wydarzenia miały miejsce w Polsce.

Przez zachodnioniemiecką ambasadę w Warszawie, mieszczącą się wówczas przy ul. Katowickiej na Saskiej Kępie, przeszło blisko 6 tys. uchodźców z NRD. W pomoc uciekinierom zaangażował się pierwszy niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego. Wbrew obowiązującym wtedy umowom Polski z NRD nie odsyłał ich za Odrę, ale zorganizował dla nich miejsca w ośrodkach wypoczynkowych wokół Warszawy, gdzie w spokoju czekali na wyjazd do RFN. Opuszczali Polskę dwoma "pociągami wolności", samolotami, ale też promem przez Szwecję. W międzyczasie pomogło im wielu zwykłych Polaków.

- Chcieliśmy przypomnieć tę zapomnianą dziś historię i podziękować Polakom za udzieloną pomoc - mówi Albrecht Lempp, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Na jej zlecenie powstał dokument "Żegnaj DDR! Przez Warszawę ku Wolności". Zrealizował go mieszkający w Berlinie polski dokumentalista Krzysztof Czajka. Produkcję wsparł finansowo Polski Instytut Sztuki Filmowej. Swój drobny udział miała w tym przedsięwzięciu również "Gazeta Stołeczna". W połowie kwietnia ogłosiliśmy apel o zgłaszanie się uczestników i świadków tamtych wydarzeń.

Krzysztof Czajka dotarł zarówno do uciekinierów sprzed 20 lat, jak i do tych, którzy im pomagali. - Przebyłem drogę, którą wtedy pokonywali uchodźcy. Dużo czasu spędziłem na Saskiej Kępie. Poznałem bardzo ciekawych ludzi - mówi reżyser.

Bohaterowie jego filmu sami opowiadają o swoich przeżyciach. Thorsten Heinhold załatwił sobie zaproszenie do Polski i przyjechał do Warszawy pociągiem z Chemnitz. Miał dokładnie opracowaną trasę z dworca do ambasady na Saskiej Kępie. Razem z innymi uchodźcami trafił do ośrodka nad Zalewem Zegrzyńskim, a następnie wyjechał do RFN drugim "pociągiem wolności". Thomas Przybylski nie miał tyle szczęścia. Nielegalnie przeszedł z przyjacielem przez graniczną rzekę Nysę. Po polskiej stronie zabłądzili i wpadli w ręce nieprzyjaznych WOP-istów. Ci oddali ich Straży Granicznej NRD. Thomas znalazł się w więzieniu śledczym w Cottbus, a potem więzieniu Stasi w Poczdamie, skąd wyszedł niedługo przed upadkiem Muru Berlińskiego. Z kolei siostry Ute Finke i Heidi Reihmuth z mężami Udo i Peterem dotarły do Warszawy samochodem. Mieszkały w ambasadzie RFN. Wyjechały stąd jako jedne z ostatnich, już po zburzeniu muru. Nie chciały jednak wracać do wschodnich landów, wciąż bały się Stasi. Wolały wyjechać do Szwecji, by stamtąd przedostać się do Hamburga.

W filmie występują również Polacy. WOP-ista Marian Sabinicz przymykał oczy na Niemców przechodzących przez "zieloną granicę". Mieszkający w pobliżu granicy Ryszard Zimnicki przyjął w swoim mieszkaniu niemiecką rodzinę w przemoczonych ubraniach. Halina Awdziejczyk z Saskiej Kępy zlitowała się nad koczującą na ulicy przed ambasadą matką z trojgiem dzieci. Zaprosiła do swojego domu, pozwoliła się umyć, upiekła dla gości placki z jabłkami i podała z herbatą. Potem przyjmowała też innych. Do dziś pamięta scenę przerzucania dziecka przez parkan na teren zamkniętej już wtedy ambasady. Jej sąsiedzi - Anna i Witold Szymanikowie - wciąż mają w oczach obraz wciągania przez płot po desce starszej kobiety. Opowiadają o handlu porzuconymi przez Niemców trabantami i wartburgami.

W filmie pojawiają się osoby, które w 1989 r. podejmowały decyzje. Ówczesny premier Tadeusz Mazowiecki i minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski wspominają trudne negocjacje polskiego rządu z Berlinem Wschodnim. Erich Honecker długo nie chciał zgodzić się na wyjazd swoich obywateli do RFN. Tamte wydarzenia relacjonują też niemieccy dyplomaci z obu stron żelaznej kurtyny: zastępca ambasadora RFN w Warszawie Johannes Bauch i ambasador NRD Jurgen van Zwoll.

Dokument Krzysztofa Czajki wyświetlany był już w Niemczech - w Berlinie i Stuttgarcie. Polską premierę będzie miał w środę 21 października na Uniwersytecie Warszawskim. Zaś 8 listopada, dzień przed 20. rocznicą upadku muru berlińskiego, pokaże go telewizja TVN 24.

- Próbowaliśmy nim zainteresować telewizję publiczną, ale rozmowy z nią są bardzo trudne - mówi dyr. Albrecht Lempp.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się