Szosa puławska w pierwszej połowie XIX w. za Wyczółkami zagłębiała się w las ciągnący się aż po Dąbrówkę. Był to zachodni skraj dzisiejszego Lasu Kabackiego. Przekraczał drogę puławską i dochodził na zachodzie niemal pod Dawidy. Pośrodku leśnego odcinka szosy, niedaleko folwarku Pyry, stała karczma.
Jej właściciel liczył na mieszkańców Warszawy, którzy zamierzali po Lesie Kabackim albo spacerować, albo bez większego wysiłku zapolować w nim na wystawioną im zwierzynę. "Gospodarz utrzymujący dom gościnny w Pyrach ma zaszczyt uwiadomić szanowną publiczność, iż zadzierżawił polowanie i że w tym pięknym gaju wolno jest polować gościom, którzy go odwiedzać raczą" - obwieszczał na łamach "Kuriera Warszawskiego" w lipcu 1828 r.
Szedł jednak dalej. Zapewniał, że nie będzie miał pretensji do gości, którzy przyjadą do karczmy z własnym prowiantem. "Owszem okaże równą usłużność dla wszystkich innych gości, co w dzisiejszej pięknej porze roku nie może być obojętnem dla szanownej publiczności" - donosił.
Jak ówczesna karczma wyglądała? Tego nie wiemy. Zapewne nie należała do małych. Miała pokoje do spania, dużą salę, w której spożywano posiłki, a także kuchnie i stajnie. Była też oznaczana na ówczesnych planach i stała po wschodniej stronie traktu. Konkurowała z nią zapewne mniejsza i skromniejsza karczma obok folwarku Imielin (wtedy Jemielin).
Uwaga, krowa! Pyry gruntownie się zmieniły, gdy w 1898 r. wzdłuż ówczesnego traktu nowoaleksandryjskiego (po powstaniu listopadowym Rosjanie przemianowali Puławy na Nową Aleksandrię) rozpoczęto układanie torów kolejki grójeckiej. Jak pisał Bogdan Pokropiński, "tuż za Służewem w dolinie rzeki Wilanówki zbudowano nasypy i most stalowej konstrukcji, o wysokości 4 m nad lustrem wody. Na terenach przyległych do nowo budowanej kolei znacznie wzrosły ceny ziemi". Las kurczył się.
Tory do Piaseczna przez Pyry ułożono do 1898 r., a w lipcu tego roku ruszył pierwszy pociąg ze stacji
Mokotów (przy obecnym pl. Unii Lubelskiej) do Dąbrówki. Regularne kursy do Piaseczna uruchomiono 30 października 1898 r.
15 lipca 1914 r. między Piasecznem a Dąbrówką doszło do katastrofy. Nazajutrz o zdarzeniu szeroko donosił "Kurier Warszawski": "Wczoraj o 7 wieczorem wpadła pod pociąg osobowy krowa. Zginęła na miejscu, powodując wykolejenie parowozu i jadącego za nią brankardu, czyli wagonu służbowego. Parowóz, wyskoczywszy z szyn, zarył się głęboko w ziemię (...) i uległ zepsuciu mechanizmów. Prowadzący pociąg maszynista Zieliński zaskoczony wypadkiem chciał zeskoczyć z parowozu i uległ ciężkiemu poranieniu. (...) Inne wagony pozostały na szynach, powstała jednak wśród pasażerów panika. Kilkanaście osób doznało wstrząsu nerwowego".
O ile w Dąbrówce istniała prowizoryczna stacja ("wzbogacona" w czasie okupacji parterową budką, która dotrwała do lat 70. XX w.), o tyle w Pyrach wznosił się przyzwoity, murowany budynek. Na pierwszy rzut oka przypominał dwór. Parterowy, nakryty wysokim dachem naczółkowym z dachówką był murowany. Miał też ganek o trzech arkadach.
Koń z papier m?ché Na fotografiach z 1970 r. dworzec nie prezentuje się jednak imponująco. Dachówkę dawno zastąpił eternit. Po zlikwidowaniu torów kolejki grójeckiej popadał w ruinę. Jednak na zdjęciach z początku ubiegłego stulecia oglądamy zadbany budynek z napisami po polsku i rosyjsku. Był zapewne starszy od samej kolejki. Jej zarząd wydzierżawił go na stację od Ireneusza i Anny z Hanków Sznage, a później odkupił. Początkowo w domu znajdowały się
mieszkania, a obok ogródek. Z tyłu stał murowany budynek mieszczący fabryczkę czy też pracownię zabawek. Opisał ją wnuk właściciela Jerzy Zuberbier w niepublikowanym liście do zmarłego kilka lat temu varsavianisty Jerzego Kasprzyckiego. "Mam 82 lata i jestem ostatnim, który ten dom pamięta" - zwierzył się Zuberbier w 1987 r.
Jak wspominał, dom nosił adres nie od Nowoaleksandryjskiej, czyli późniejszej Puławskiej, lecz ul. Pyrskiej. Rodzinną fabryczkę zabawek i bombonierek prowadzili Kazimierz Sznage i jego syn Ireneusz. Pierwszy był z zawodu rzeźbiarzem, drugi kończył malarstwo w klasie Wojciecha Gersona. Obydwu widzimy na fotografiach. Produkowane przy ul. Pyrskiej zabawki jak na dzisiejsze standardy były prymitywne. Każda jednak była projektowana indywidualnie. Rzeźbiarz Kazimierz Sznage tworzył formy z gliny. Zabawki powstawały z papier m?ché, który w zabawkarstwie był wtedy najbardziej popularnym materiałem. Miały rozmaite kształty; były i duże, i małe. Wielbłądy, żyrafy, słonie, dziki, ułan na koniu, lew z rozdziawioną paszczą, św. Mikołaj. Ireneusz je potem malował. "Lalki, pierwsze istoty z tego gatunku, z którymi miałam do czynienia, były zrobione z masy papierowej, tworzywa równie uniwersalnego jak obecnie plastik" - wspominała Jadwiga Waydel Dmochowska w książce "Jeszcze o dawnej Warszawie".
Inną specjalnością fabryczki była produkcja bombonierek do czekoladek i cukierków na
zamówienie znanej warszawskiej firmy cukierniczej Fruzińskiego. Tutaj w projektowaniu i malowaniu wzorów wyżywał się syn Kazimierza Sznagego. Warto dodać, że opakowania te wykonywane były ręcznie, a wiele z nich miało charakter małych dzieł sztuki.
Wspomnienia internauty Z czasem Ireneusz Sznage sprzedał jednak dom mieszkalny i barak z fabryczką zarządowi kolejki grójeckiej. Budynek został gruntownie przebudowany i teraz pomieścił kasę z niewielką poczekalnią. W tym charakterze dotrwał aż do likwidacji kolejki grójeckiej między Dworcem Południowym a Dąbrówką w grudniu 1969 r.
„Niespieszne” podróżowanie tym środkiem transportu przez Pyry dowcipnie wspominał na łamach forum internetowego „Gazety” internauta „postkeeper”.„Lista asocjacji powstających we mnie na dźwięk słowa Pyry jest niezmiernie długa. (...) Na samym dnie przechowuję obrazki z podróży kolejką wąskotorową z Dworca Południowego do Góry Kalwarii. Najpierw ekscytująca jazda wzdłuż Puławskiej przez Wierzbno tramwajem linii 4, 10 [ta docierała tu z al. Niepodległości przez Rakowiecką] lub 19. Potem już sam dworzec. Najbardziej lubiłem widok obrotnicy do lokomotyw, gdzie odwracano powracające z podróży do Warszawy lokomotywy, aby ich przód był zawsze skierowany do przodu, czyli do kierunku jazdy. Najbardziej fascynowały mnie wagony zbudowane w ten sposób, że do przedziału wchodziło się wprost z peronu zaś komunikację między przedziałami zapewniał długi stopień biegnący wzdłuż całego wagonu. Byłem pełen podziwu dla dzielności konduktora, który pojawiał się nagle za oknem wagonu w czasie, gdy pociąg mknął z zawrotną szybkością ok. 30 km na godz., otwierał drzwi, wchodził do przedziału z sakramentalnym: »Bilety do kontroli, proszę «. Jak ja mu zazdrościłem! Gdy pociąg minął już Wyścigi, pierwszą stacją były Pyry. Łatwo rozpoznawalne, bo najpierw mijało się basztę, ceglany kościół, który zawsze wyglądał na będący w budowie, a za nim też ceglany budynek należący do cegielni. W wąskotorówce byłem zakochany. Nie było nic przyjemniejszego niż prawie dwugodzinna, niespieszna podróż na trasie ok. 30 km z Warszawy do Góry Kalwarii. (...) Kolejce wąskotorowej byłem wierny aż do końca. Na wieść o jej likwidacji odbyłem ostatnią podróż w gronie rówieśnych mi przyjaciół właśnie w Lasy Chojnowskie, a było to na samym początku lat 70., kiedy miejsce samowarków dawno zajęły wagony motorowe” - pisze z nostalgią czytelnik portalu Gazeta.pl.
Dworzec w Pyrach przetrwał jeszcze kilka lat, mieszcząc m.in. zakład fryzjerski. Znikł wraz z wieloma innymi budynkami, gdy w latach 1971-75 ul. Puławska została gruntownie przebudowana i od Dworca Południowego do wjazdu do Piaseczna poszerzona do dwóch jezdni.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim