Tak w 1932 r. stwierdził na sali sądowej Karol Żarski, sędzia sądu apelacyjnego. Chwilę potem wydał wyrok w sprawie zabójstwa Brunona Boya, kupca branży gumowej.
Przebieg rozprawy opisał Stanisław Milewski w książce "Ciemne sprawy międzywojnia". Morderczynią okazała się kochanka Boya, 24-letnia Zofia Zyta Toepferowa z książąt Korybutów-Woronieckich. Weszła do pokoju kupca, upewniła się, że chce z nią zerwać, i wystrzeliła w niego cały magazynek pistoletu. Siedem kul. Zdarzyło się to 20 listopada 1931 r. w oficynie mieszkalnej Pałacu Prymasowskiego przy Senatorskiej, w którym w latach międzywojennych mieściła się siedziba Ministerstwa Rolnictwa.
Kamienice w Alejach Rodzina książąt Woronieckich miała wielki apartament we własnym domu wAlejach Ujazdowskich u zbiegu z ul. Matejki. Dziś wznosi się tu blok mieszkalny z lat 60., w którym przez wiele lat znajdowała się restauracja Ambasador.
Dom dochodowy w Al. Ujazdowskich (przed wojną nr 20) powstał tuż przed 1900 r. w wyniku przebudowy starszej, pałacowej kamienicy Mikołaja Stefanowicza, wzniesionej po 1863 r. według projektu Leona Rakowskiego.
Inicjatorem budowy był Edward Epstein, przemysłowiec, właściciel cukrowni i dziedzic dóbr Pniewnik, generalny reprezentant Towarzystwa Ubezpieczeniowego Jaktor, żonaty z hrabianką Klementyną Pinińską. Projekt dla Epsteina sporządził Edward Goldberg. Budynek miał trzy piętra i kondygnację ukrytą w wysokim, mansardowym dachu. Jego eklektyczne elewacje dekorowały motywy sztuki renesansu i baroku, a bramę wjazdową od Al. Ujazdowskich ujął pałacowy portal.
W1900 r. w nowo przebudowanym budynku oferowano do wynajęcia apartamenty 10- i 11-pokojowe z wygodami, sklep i 14 pojedynczych pokojów hotelowych, najczęściej wynajmowanych osobom samotnym
lub studentom. Prawdopodobnie znajdowały się one na ostatniej kondygnacji budynku pod mansardowym
dachem.
W apartamencie zajmowanym przez Epsteina mieścił się przez jakiś czas generalny konsulat perski. Epstein godność konsula Persji wWarszawie pełnił honorowo. Potem konsulem był m.in. Paweł Wertheim, którego biuro mieściło się przy Granicznej 13.
Z czasem kamienica przeszła na własność córki Epsteina -Marii Leonii, żony Włodzimierza Ezechiela, księcia Woronieckiego. Rodzina kniaziowska Woronieckich wywodzi się od litewskiego księcia Gedymina, a prawo do noszenia tytułu książęcego do dziś mają przedstawiciele linii podlaskiej i płockiej. Sławomir Leitgeber, autor "Nowego Almanachu Błękitnego", pisze, że istnieją także osoby używające nazwiska Korybut-Woroniecki, niepochodzące bezpośrednio od potomków rodu. W książce telefonicznej z 1939 r., poza księżną Marią, figurują jeszcze trzy inne adresy książąt Korybutów-Woronieckich: księcia Henryka, radcy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, mieszkającego przy Górnośląskiej 18, księcia Jana z ul. Miedzeszyńskiej 106 na Saskiej Kępie oraz księcia Krzysztofa ze Smolnej 22.
Do rodziny Woronieckich w latach międzywojennych należał też piękny klasycystyczny dom w Al. Ujazdowskich 49. To dziś najlepiej zachowana kamienica projektu Antoniego Corazziego. Powstała w latach 1828-29. Tu w1919 i 1920 r. Woronieckich często odwiedzał Jarosław Iwaszkiewicz. Dziś to siedziba adwokatury.
Niemożliwa Zyta Czy w którymś zwymienionych domów bywała księżniczka Zofia Zyta? Nie udało mi się tego potwierdzić. Jedno jest pewne. Dziś jej imienia próżno szukać w tablicach genealogicznych czy na stronach internetowych. Była nastolatką, gdy oddano ją do szkoły klasztornej w belgijskim Liege. Do Polski wróciła w 1929 r. Na wakacjach w Krynicy poznała inżyniera Jana Toepfera. Małżeństwo było nieudane. Zaczęło trzeszczeć zaledwie kilka miesięcy po ślubie. Być może panna młoda była zbyt namiętna, zbyt niekonwencjonalna jak na mieszczańskie przyzwyczajenia i oczekiwania jej męża. W każdym razie, jak pisze Milewski, jeszcze przed upływem roku wszczęto kroki rozwodowe, a inżynier Jan Toepfer skarżył się, że jego żona jest "anormalna i zboczona seksualnie". Uzyskali separację.
Pani Toepferowa szybko się pocieszyła. W lipcu 1931 r. poznała starszego od siebie o blisko 20 lat Brunona Boya. Zakochała się w nim na zabój. Matka Zofii Zyty popierała związek, a ponieważ także Boy żył w separacji z byłą żoną, obydwoje starali się o rozwód z poprzednimi małżonkami. Zofia z Woronieckich Toepferowa w miłości była zaborcza. Boy szybko zaczął się skarżyć: „Zyta jest niemożliwa i tak mnie męczy, że zdrowie tracę”. Przyszła teściowa - jak pisze Stanisław Milewski - „w listach namawiała córkę, aby się starała panować nad swymi namiętnościami i nie zrażała Boya. (...) Z kolei córka odpisywała: »Kocham go miłością dziką, namiętną i niepohamowaną, że gdyby mi miano go odebrać, to bym go zabiła, żeby nikt go nie miał «”. Między kochankami coś się jednak psuło. Sprawy toczyły się błyskawicznie. Na jesieni 1931 r. Boy poznał niejaką „Dzidzię”, która zdaniem Stanisława Milewskiego bardzo mu się podobała.
Fatalna konfrontacja miała miejsce 19 listopada 1931 r. Znalazł się życzliwy, który zadzwonił do Zofii Toepferowej, że jej kochanek ma z "Dzidzią" schadzkę w Pasażu Italia przy Nowym Świecie. Ta natychmiast pobiegła do pasażu. Odnalazła niewiernego kochanka i urządziła mu awanturę. Wykrzykiwała w pasażu: "Zerwij z tą kobietą! Zerwij!". Ten, z trudem wyprowadzając kochankę z holu, miał odpowiedzieć: "Raczej zerwę z tobą". Gdy zaś powiedział jej, że musi znaleźć inne wyjście, usłyszał w odpowiedzi: "Znajdę je". Dzień później już nie żył.
"Skierowano ją na obserwację do Tworek. Psychiatrzy orzekli, że wskazuje nieznaczne cechy psychopatologii ustrojowej, a poczytalność jej jest w pewnym stopniu ograniczona, jednakże w chwili popełnienia rzestępstwa mogła kierować się wolą. (...) Świadkowie zeznawali, ze Boy był utracjuszem, który pił i hulał, zaniedbując firmę i doprowadzając ją do ruiny. Od Woronieckiej spodziewał się wyciągnąć 200 tys. zł. Zatrudnił ją w swojej firmie jako kasjerkę, a gdy się nią znudził, zwolnił z posady" - pisze Stanisław Milewski. I jak dalej ustalił prokurator, skłonny był przyjąć, że dokonała zbrodni w stanie duchowego wzburzenia. Jej obrońca Władysław Sobotkowski wnosił o zastosowanie artykułu mówiącego o stanie afektu spowodowanego zniewagą. Z tego artykułu morderczyni była sądzona i skazano ją na trzy lata więzienia. Jakie były jej dalsze losy? Może wie ktoś z czytelników?
Wracając do kamienicy u zbiegu Al. Ujazdowskich i Matejki - została uszkodzona już we wrześniu 1939 r. Mimo to w odróżnieniu od swej sąsiadki pod nr 10 (wówczas 22) przetrwała i ostatecznie spłonęła w 1944 r. Jej mury niemal zupełnie zostały rozebrane w lutym 1946 r. na wniosek Biura Odbudowy Stolicy, zaś u schyłku lat 60. stanął tu wieżowiec mieszkalny.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim