Wysoka sztuka w małym browarze

Jerzy S. Majewski
11.12.2009 aktualizacja: 2009-12-10 23:08
A A A Drukuj
W tym domu mieszkał bohater filmu fot. jsm
Tylko odcisk na ścianie kamienicy Stradeckiego z 1939 r. pozostał po niepozornym domu browarnika. Niegdyś w salonie muzycznym grywała w nim najsłynniejsza pianistka XIX w. Maria Szymanowska, a swoje utwory prezentował nauczyciel Fryderyka Chopina Józef Elsner.
Sama kamienica Stradeckiego, której budowa nigdy nie została dokończona, pewnie mijana by dziś była z obojętnością, gdyby nie komedia "Poszukiwany, poszukiwana". To w tym domu mieszkał główny bohater filmu, historyk sztuki adiunkt Stanisław Maria Rohowicz (Wojciech Pokora). Kamienicę sąsiadującą z blokami Za Żelazną Bramą oglądamy w jednej z pierwszych scen. Rohowicz, chcąc się ukryć przed malarzem Bohdanem Adamcem, ucieka na dach budynku przez okienko mieszkalnego poddasza.

Film nakręcony został w 1972 r. Od tamtego czasu budynek niemal się nie zmienił. Sprawia nieco absurdalne wrażenie, będąc ostatnią pamiątka po nieistniejącej już północnej pierzei dawnej Grzybowskiej.

Pejzaż Grzybowskiej

Antoni Stradecki (mieszkał przy Hożej 84), przystępując do stawiania kamienicy, miał pecha. Budowę rozpoczęto w 1939 r., przerwał ją wybuch wojny. Pięciopiętrowy budynek o żelbetowym szkielecie wykończony został prowizorycznie. Jego elewacje do dziś nie zostały otynkowane.

To miała być jednak dość nowoczesna czynszówka. Jej modernistyczna architektura przypominała inne domy powstające w tym czasie przy Grzybowskiej, choćby takie jak usytuowany w pobliżu, po drugiej stronie jezdni, dom firmy Pluton. Powoli taka zabudowa miała zmienić pejzaż zaniedbanej ulicy, zastępując przy okazji starsze obiekty pochodzące niekiedy jeszcze z przełomu XVIII i XIX w.

Taką pamiątką był parterowy budynek stojący do końca lat 30. XX w. w miejscu, które zajęła kamienica Stradeckiego. Mieścił niegdyś gorzelnię i nie wyróżniał się szczególną urodą.

Znacznie ciekawszy był dom Wołowskich stojący w sąsiedztwie - u zbiegu Grzybowskiej i Waliców. To jego odcisk wciąż można wypatrzyć na ścianie szczytowej kamienicy Stradeckiego. Jeśli się dobrze przyjrzymy, ujrzymy zarówno ślad po dachu, jak i po stropach kolejnych pięter.

Paradoksalnie to cenna pamiątka. Jest bowiem jedyną materialną pozostałością po domu rodzinnym najwybitniejszej europejskiej pianistki początku XIX wieku, teściowej Adama Mickiewicza Marii z Wołowskich Szymanowskiej.

Policzek dla księcia

Dom był skromny, rzemieślniczy, miał jednak na pierwszym piętrze duże pomieszczenie wykorzystywane na salon. Tu przed powstaniem listopadowym odbywały się ekskluzywne spotkania intelektualistów i miłośników muzyki.

Budynek miał dach naczółkowy z użytkowym poddaszem krytym dachówką. Szczytem zwracał się w stronę Waliców. Wzdłuż Grzybowskiej ciągnęła się dłuższa elewacja. Parter był boniowany.

To architektura nieporywająca, raczej utylitarna, stosowna do przemysłowego przedmieścia Warszawy. Zdaniem prof. Marka Kwiatkowskiego dom mógł powstać jeszcze w czasach pruskiego zaboru na przełomie XVIII i XIX w. Mieściła się tu gorzelnia. W głębi posesji, pośrodku obszernego podwórza, stał browar z izbą fabryczną "piwną" oraz mieszkaniem majstra piwowarskiego. Dziś w tym miejscu stoi m.in. pawilon handlowy osiedla Za Żelazną Bramą mieszczący restaurację.

Brama na podwórko wiodła od strony Waliców. Tutaj też stała słodownia nazywana w tamtym czasie mielcuchem, młyn i suszarnia.

To w tym skromnym domu wychowywała się przyszła "pierwsza fortepianistka Najdostojniejszych Cesarzowych" Maria Wołowska. Tutaj też po jej rozwodzie z Józefem Szymanowskim, dzierżawcą dóbr otwockich, dorastała czwórka jej dzieci. Wśród nich Celina, przyszła żona Adama Mickiewicza.

Rodzice Marii - Franciszek i Barbara Wołowscy, do towarzystwa weszli dzięki sławnej córce. Byli przecież skromnymi browarnikami. Jednakże Wołowski do historii przeszedł też w wyniku głośnego incydentu z księciem Konstantym. W 1823 r. z raportów swych szpiegów książę dowiedział, się, że w jednym z warszawskich browarów ukrywa się dezerter. Rozkazał wówczas uwięzić sześciu piwowarów chrześcijan i jednego Żyda. Wynalazł dla nich upokarzającą karę. Pułkowi strzelców konnych kazał ich musztrować na placu Saskim, później zaś przykuć do taczek i usuwać z placu nieczystości pozostawione przez konie.

Los bywa jednak przewrotny i w końcu to książę został upokorzony. W tydzień po incydencie na pl. Saskim podczas pobytu w Warszawie car Aleksander I na balu w Zamku Królewskim poprosił do tańca Marię Szymanowska. Zebrani patrzyli na wirująca parę z osłupieniem, a książę Konstanty odebrał to jako policzek. Pozycja browarnika Wołowskiego zamiatającego jeszcze przed tygodniem końskie nieczystości zmieniła się w okamgnieniu. Nic dziwnego, że jeszcze w tym samym roku uzyskał dyplom nobilitacyjny i herb Na Kaskach.

Scheda - 200 rubli srebrem

Wróćmy jeszcze do salonu Wołowskich na Grzybowskiej. Nie mamy żadnych wiadomości, by grywał tu młodziutki Fryderyk Chopin. Stałym gościem bywał tu jednak jego nauczyciel Józef Elsner. Kiedyś salon odwiedził sam książę Antoni Radziwiłł, arystokrata, namiestnik pruski Wielkiego Księstwa Poznańskiego, meloman i wielki adorator Chopina. To w jego niezwykłym pałacu w Antoninie pod Ostrowem Wielkopolskim dwukrotnie - w 1827 oraz 1829 r. - gościł Fryderyk Chopin.

Jak wyglądał salon Wołowskich? Nie wiemy. Można sobie wyobrazić, że przypominał wystrojem inne salony ówczesnej Warszawy. Goście mogli niekiedy zajrzeć tu do któregoś ze słynnych albumów Marii Szymanowskiej, pełnych oryginalnych wpisów najsłynniejszych artystów epoki. Być może niektórzy sami się tu wpisywali.

Maria Szymanowska w latach 20. XIX w. nieustannie podróżowała po Europie, budząc wszędzie zachwyt swoją grą. Jednak podczas powrotów do Warszawy zawsze wracała na Grzybowską. W 1828 r. na stałe osiadła w Petersburgu. Wtedy też wycofała się z życia koncertowego, zajmując się pedagogiką. Tam też zmarła w 1931 r. podczas epidemii cholery.

Tymczasem kamienica z browarem wciąż należała do rodziny Wołowskich. Po śmierci Franciszka i jego żony dziedziczyły ją ich wnuki, m.in. Celina, żona Adama Mickiewicza.

Jak ustalił prof. Marek Kwiatkowski, "przed śmiercią żony poety nie zdołano zakończyć procesu spadkowego. Dopiero w 1858 r., już po śmierci Adamostwa, swoją cześć otrzymała ich córka Maria ochrzczona imieniem sławnej babki. Była ona wówczas żoną Tadeusza Goreckiego, członka Akademii Malarskiej w Petersburgu. Za kamienicę na Waliców, gniazdo Wołowskich, przypadająca jej scheda wyniosła 200 rubli srebrem" - pisał prof. Kwiatkowski. Do sukcesorów Wołowskich posesja należała jeszcze u schyłku lat 80. XIX w. Potem kilka razy zmieniała właścicieli.

Na przełomie XIX i XX w. należała do Józefa Dyżewskiego, a już w latach międzywojennych - do Antoniego Stradeckiego, który zburzył część zabudowań i w 1939 r. zbudował tu nową kamienicę. Wkrótce w 1940 r. znalazła się ona w granicach małego getta i pozostawała w nim do lata 1942 r.

Sam dom Wołowskich spłonął w 1944 r. Miejsce to zmieniło się zupełnie wraz z budową osiedla Za Żelazną Bramą - w trakcie prowadzonych wówczas rozbiórek.

Wstrzymano się wtedy tymczasowo ze zburzeniem kamienicy Stradeckiego o solidnej konstrukcji. Ta "tymczasowość" przetrwała do dziś i kamienica wciąż stoi. Nieotynkowana i niepewna swego losu.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się