Lata płyną, a powstańców przybywa

Tomasz Urzykowski
09.01.2010 aktualizacja: 2010-01-08 21:15
A A A Drukuj
Jan Ołdakowski z Hanną Gronkiewicz-Walz Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Hanna Gronkiewicz-Waltz i Jan Ołdakowski zostali w piątek honorowymi członkami Związku Powstańców Warszawskich. Ten zaszczyt ominął Lecha Kaczyńskiego.
O przyznaniu tytułów Związek zdecydował na walnym zjeździe w końcu października. Uroczystość wręczenia legitymacji członkowskich odbyła się w piątek w Muzeum Powstania Warszawskiego. Prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz otrzymała legitymację z numerem 4. Kombatanci docenili ją za zorganizowanie w zeszłym roku 65. rocznicy Godziny "W". Z kolei Jan Ołdakowski odebrał legitymację z nr. 5 za "osobiste zaangażowanie w powstanie i rozwój Muzeum Powstania Warszawskiego, które pokazuje (...) etos powstańczy i obowiązek służby Ojczyźnie" - czytamy w uzasadnieniu.

Ołdakowski stoi na czele muzeum od 2003 r. Jak się czuje jako najmłodszy powstaniec? - Nie jestem i nie czuję się jednym z powstańców. Ja tylko opowiadam ich historie - zastrzega poseł PiS.

Wcześniej honorowe członkostwo Związek Powstańców Warszawskich przyznał tylko trzem osobom. Pierwszy otrzymał je były burmistrz Śródmieścia Jan Rutkiewicz, który w 1994 r. wynegocjował z prywatną spółką wydzielenie fragmentu ruin Banku Polskiego przy Bielańskiej na siedzibę Muzeum Powstania Warszawskiego i zarezerwował na ten cel 80 mld starych złotych. Wprawdzie z tamtej inwestycji nic nie wyszło, ale Rutkiewicz tytuł zachował. Drugim uhonorowanym był prezydent Warszawy z lat 90. Marcin Święcicki, który finansował zakup eksponatów dla muzeum, trzecim - brytyjski historyk Norman Davies, autor wydanego w 2004 r. bestselleru "Powstanie '44".

Wśród honorowych członków Związku nie ma za to Lecha Kaczyńskiego. A przecież to on jako prezydent stolicy zorganizował huczne obchody 60. rocznicy Powstania Warszawskiego. Doprowadził też do urządzenia powstańczego muzeum w dawnej elektrowni tramwajowej na Woli. Czy to za mało, by zasłużyć na tytuł?

- Chcieliśmy przyznać członkostwo prezydentowi Kaczyńskiemu, gdy jeszcze zasiadał w ratuszu, ale baliśmy się, że nie przyjmie. Rozmawialiśmy o tym z panem Pawłem Kowalem [działaczem PiS z otoczenia Lecha Kaczyńskiego, dziś europosłem]. Poradził, żeby nie ryzykować - mówi prezes Związku gen. Zbigniew Ścibor-Rylski.

Organizacji tej Lech Kaczyński nie darzył sympatią. Swoją niechęć okazał jej przed laty w ratuszu, gdy na spotkaniu z kombatantami publicznie stwierdził, że Związek Powstańców Warszawskich tworzą ludzie, którzy kariery robili w PRL-u. - W naszym Związku są różni ludzie: AK-owcy, ale też berlingowcy i Czwartacy z AL. Wszyscy walczyli w Powstaniu. Panu prezydentowi to się kiedyś nie podobało, były nieporozumienia. Przeszło, minęło, nie ma o czym mówić. Liczymy, że kiedyś przyjmie od nas tytuł honorowego członka - uśmiecha się gen. Ścibor-Rylski.

Przeczytaj także: Wspomnienia zwykłych mieszkańców, nie bohaterów



Podziel się