Ależ ta baba się nie rozwija - Warszawa Nieodbudowana

Jerzy S. Majewski
05.02.2010 aktualizacja: 2010-02-04 19:55
A A A Drukuj
Kamienice przy Puławskiej 24a i 24b powstały w miejscu, gdzie przed 1914 r. stał dom Jerzego Narbutta Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
  • Portret Stanisława Fiszera autorstwa
architekta Juliusza Nagórskiego
W willi Jerzego Narbutta na Mokotowie przed 1914 r. zbierała się śmietanka artystyczna Warszawy. Artur Rubinstein poznał Franciszka Fiszera, a Fiszer - Lechonia. W 1905 r. przed carską policją ukrywał się tu pisarz Wacław Sieroszewski. Kolejny odcinek cyklu Warszawa Nieodbudowana.
To od nazwiska Jerzego Narbutta wzięła się nazwa mokotowskiej ulicy Narbutta. Wytyczono ją jeszcze przed pierwszą wojną światową. Narbutt był właścicielem okolicznych posesji. W 1920 r. ulica, pozostając przy starej nazwie, zmieniła patrona. Milionera Jerzego zastąpił Ludwik, bohater narodowy i powstaniec z 1863 r.

Wyprawa o zmroku

Wyprawę do domu Narbutta wspominał syn Wacława Sieroszewskiego Władysław w liście do varsavianisty Jerzego Kasprzyckiego z 1989 r.: „W roku 1905 albo 1906 jako pięcioletni maluch odbyłem wieczorną (nocną, jak mi się wówczas wydawało) eskapadę do domku pana Narbutta przy ul. Nowoaleksandryjskiej [dziś Puławskiej]. Pewnego zimowego wieczoru zapakowano mnie wraz z moim młodszym bratem Stasiem do dorożki ( » na gumach «- co zapamiętałam) i wyruszyliśmy razem z naszą Babunią i z ciotką Kowalską z ulicy Kaliksta [Śniadeckich] w nieznanym kierunku. Po drodze rozpoznałem budujący się kościół Zbawiciela. Jechaliśmy prawie niezabudowanymi i słabo oświetlonymi ulicami i zatrzymaliśmy się przed przylegającym do ulicy parterowym domkiem z mansardą, gdzie przywitała nas młodziutka pani ze znacznie starszym mężem w bogato umeblowanym mieszkaniu. Ku naszemu zaskoczeniu i radości spotkaliśmy tam naszego [ukrywającego się] Ojca. Dowiedziałem się później, że gospodarzami byli pan Jerzy Narbutt i jego nieślubna żona Paulina” - czytamy.

Poufałość przy cielęcinie

Domek nie był wcale taki mały. Wielu pamiętnikarzy nazywa go raczej willą. Na planie Mokotowa z początku XX w. widzimy spory budynek z dwiema oficynami. Stoi w pewnym oddaleniu od ulicy Nowoaleksandryjskiej. Gdzieś w miejscu oficyny dzisiejszej kamienic przy Puławskiej 24a i 24 b. Otacza go ogród.

W takiej scenerii Paulina Narbuttowa prowadziła salon artystyczno-literacki.

"Był on w Warszawie czymś specjalnym. Położony prawie za miastem, osłonięty nazwiskiem generała rosyjskiego [tak w oryginale] Narbutta. Był miejscem spotkań nie tylko całej cyganerii i świata artystycznego, ale też ludzi zbliżonych do kół rewolucyjnych, z którymi łączyła panią domu nić sympatii" - czytamy w książce Romana Lotha "Na rogu świata i nieskończoności".

Narbutt był bogaczem i ziemianinem, emerytowanym rotmistrzem lejb gwardii rosyjskiej. Pochodził ze zruszczonej polskiej rodziny na Białorusi. Gdy Władysław Sieroszewski zobaczył go w 1905 r., był "wysokim, postawnym mężczyzną o siwiejącej brodzie. Mówił po polsku z wyraźnym rosyjskim zaciąganiem".

Artur Rubinstein tak wspominał z kolei Paulinę, którą odwiedzał zarówno na Mokotowie, jak też później w jej dworze w Chełmicy Dużej: "Wysoka blondynka o atrakcyjnej figurze, wystających kościach policzkowych i jasnobłękitnych oczach, odznaczała się niezwykłą witalnością i inteligencją. Ta polska Żydówka o tajemniczym pochodzeniu (nigdy nie wyjawiła swego panieńskiego nazwiska ani też nazwy miejscowości, w której się urodziła) stała się sercem i duszą środowiska intelektualnego i artystycznego Warszawy" - pisał w "Moich młodych latach".

Pochodzenie Pauliny z domu Rychterman (przyjaciele nazywali ją Polusią) zdradza Władysław Sieroszewski: "Była córką rabina z Częstochowy. Bardzo wykształconą i znającą kilka języków".

W salonie Narbutta i Polusi spotykali się poeci, muzycy, literaci i politycy związani m.in. z PPS-em. Gości z reguły zabawiał Franciszek Fiszer, słynny filozof bez teki, przedmiot setek anegdot.

„Franc był za czasów » Mokotowa «, to znaczy wielkich przyjęć dawanych przez Paulinę w willi jej quasi-męża Jerzego Narbutta, główną wedetą tych sympozjonów. Kiedyś przyszedł na obiad zły czy chory i Paulina bardzo się zdenerwowała, że jej nadworny, wielki causeur nic nie mówi. Wreszcie Franc rzucił ze złością widelec o stół i zawołał: » Paulinoi! Stanowczo za dużo poufałości jak na tę rozgotowaną cielencinę «” - wspominał Jan Lechoń.

W czasie rewolucji 1905 r. w willi Narbutta ukrywał się m.in. Wacław Sieroszewski, pisarz, podróżnik, działacz niepodległościowy, zesłaniec syberyjski, a w latach międzywojennych poseł na Sejm RP i prezes Polskiej Akademii Literatury. W 1905 r. Rosjanie więzili go na Pawiaku i w X Pawilonie Cytadeli.

Nazwisko Narbutta chroniło przed rewizjami, zaś Polusia wyraźnie sympatyzowała z działaczami PPS-u. To pod jej wpływem Narbutt nawiązał stosunki z polskim ruchem rewolucyjnym „Z tej racji udzielił schronienia mojemu ojcu ukrywającemu się z powodu parokrotnego aresztowania przez ochranę. (...) Nie pamiętam szczegółów wizyty u Narbuttów, ale (...) przy pożegnaniu pani Paulina, uściskawszy mnie i brata, dała Stasiowi dla naszej Mamy doniczkę z kwiatami. Trzyletni Staś, wręczając ją w domu Mamie, powiedział z powagą: » To mi dała pani z cytadeli «” - wspominał Władysław Sieroszewski.

Arka Fiszera

Kres salonu przy Nowoaleksandryjskiej wyznaczyła śmierć Narbutta. Testamentem przepisał Paulinie majątki w Chełmicy Dużej oraz Fabiankach pod Włocławkiem.

"Wynikły z tego procesy z rodziną przerwane w czasie pierwszej wojny światowej. Znany mi domek w Warszawie odziedziczyli inni spadkobiercy. Pani Paulina zachowała sąsiednią działkę, na rogu Narbutta i Puławskiej. Gdzie rozpoczęła budowę domu z salą teatralną. Ale skutkiem inflacji zmuszona była sprzedać niedokończony budynek" - pisał Władysław Sieroszewski.

W 1916 r. Paulina wyszła za mąż za poetę Zdzisława Kleszczyńskiego, z którym kilka lat później się rozwiodła. Wiele czasu spędzała teraz w Chełmicy. Tutaj też przeniósł się jej salon. Bywali tam m.in.: Jan Lechoń, Julian Kaden-Bandrowski, Kazimierz Wierzyński, Bolesław Wieniawa-Długoszowski i oczywiście Franciszek Fiszer.

„Nasza rodzina też tam często bywała” - wspomina Władysław Sieroszewski i, jak pisze, „jego ojciec ze Zdzisławem Kleszczyńskim napisał sztukę teatralną » Bolszewicy «”, częściowo inspirowaną wydarzeniami w Chełmicy zajętej przez Armię Czerwoną w 1920.

Fiszer, który zwykł mawiać, że jest Bogiem, kiedyś na wsi u Pauliny Kleszczyńskiej uskarżał się na reumatyzm, „na co Paulina docięła mu: » Ładny Bóg - co ma reumatyzm! «. A Franc nigdy nietrapiony: » Reumatyzm to jest właśnie arka przymierza między mną a ludzkością «” - czytamy w „Dzienniku” Lechonia.

Z kolei Halina Ostrowska-Grabska wspomina, jak Fiszer, siedząc w bibliotece Polusi, pełnej pewnie jeszcze starych książek po Narbucie, oznajmił: „W naszej rodzinie mieliśmy zawsze bibliofilów. Już za czasów Reja posiadaliśmy pierwsze wydanie » Żywota człowieka poczciwego «i widać, że rodzina porządna - egzemplarz pozostał nierozcięty”.

Pelagia z Pauliny

Gdy Paulina Kleszczyńska kończyła 60 lat, Fiszer zarzucił jej: "Ależ ta baba się nie rozwija". Powiedzonko miało swój literacki epilog. Jak pisze Roman Loth w książce o Fiszerze, zużytkował je Antoni Słonimski w komedii "Rodzina", gdzie Tomasz Lekcicki, postać wzorowana na Fiszerze, mówi o starej Lebenbaumowej: "Ta baba się nie rozwija":

Gdy jednak Fiszer umierał w 1937 r., wzywał ponoć przez sen Paulinę. Drażniło to zaprzyjaźnioną z nim od lat Czajkę, czyli Izabellę Stachowicz, żonę Jerzego Gelbarda. "Kim była ta Paulina?, dlaczego przez wszystkie lata przyjaźni o niej nie wspominał?" - pisała ze złością w swym pamiętniku. Dodajmy, pamiętniku pełnym zmyśleń, ale w tym fragmencie chyba prawdziwym.

Stanisław Loth nie ma wątpliwości. Fiszer wzywał Paulinę Kleszczyńską. Był z nią przez lata nie tylko w przyjaźni, ale też w czasach młodości "zdaje się i w związkach uczuciowych" - uważa Loth.

W czasie okupacji Polusia straciła swój majątek. Chełmica przyłączona została do Rzeszy. Ona sama ukrywała się w Warszawie jako Pelagia Kuziemska.

Władysław Sieroszewski wspominał, że często bywała u jego rodziców. Po raz ostatni widział ją 15 maja 1944 r. Odwiedziła jego ojca wraz z Kadenem-Bandrowskim. "W czasie Powstania Warszawskiego poszedłem do jej mieszkania na rogu Uniwersyteckiej i Mochnackiego. Wpuścił mnie do domu dozorca, ale pani Pauliny nie było i dziś - pomimo poszukiwań w kraju i za granicą, nie wiemy co się z nią stało" - pisał w liście.

Tymczasem willa przy Puławskiej dotrwała do lat 30. W drugiej połowie dekady w jej miejscu wyrosły luksusowe kamienice o funkcjonalistycznej architekturze. Dwie z nich przy Puławskiej 24a i 24b to działo Juliusza Żórawskiego, jednego z najwybitniejszych architektów dwudziestolecia międzywojennego. Szczęśliwie przetrwały do dziś. W jednej z nich znajduje się dziś popularna restauracja Dziki Ryż.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się