"Wraz z Supersamem skończyła się gęsina"
19.02.2010
aktualizacja: 2010-02-18 21:02
List czytelniczki po artykule "Asfalt i gęsie wątróbki"
ZOBACZ TAKŻE
- Końska historia w Teatrze Syrena - Warszawa Nieodbudowana (05-03-10, 14:00)
- Co po Supersamie? Mamy wideo nowego biurowca (11-03-10, 14:00)
- Zaczyna się budowa wieżowca zamiast Supersamu (29-09-10, 09:00)
- Serce Chopina trzymała w słoju na Podwalu (26-02-10, 15:00)
- Asfalt i gęsie wątróbki na Handlowej (08-01-10, 14:00)
- Zamach na carskiego pomocnika (18-12-09, 14:00)
- Wysoka sztuka w małym browarze (11-12-09, 14:00)
- Przedwojenny pediatra z rogatą duszą (04-12-09, 15:00)
- Co było kiedyś w miejscu NBP? (27-11-09, 15:00)
- Trzy szkoły pod zegarem przy Polnej (20-11-09, 15:00)
Po lekturze artykułu "Asfalt i gęsie wątróbki" o tuczarni i ubojni gęsi braci Gothelf ("Gazeta" z 8 stycznia) napisała do nas pani Alina Uziębło:
Jak zawsze w piątek zaczęłam przeglądanie "Gazety" od "Warszawy nieodbudowanej" i... jak cytowana pani Róża - rozczuliłam się, "jak taka gęś pachnie!". Ale niebawem poczułam się dotknięta: bo jakże można zamiłowanie do gęsiny ograniczać do Żydów! Naturalnie - gęś nie świnia - potrawa koszerna, a żydowska kuchnia - wiadomo doskonała. Ale przecież gęsina to tradycyjny przysmak polskiego dworku: półgęski, kiszka z gęsiej szyi nadziewana gęsią wątróbką (żadna fabryka jej nie zrobi), gęsi smalec. Ja sama mam daleko do "dworku" - kilka pokoleń, a w międzyczasie różne powstania, prześladowania religijne (unici) i inne, kończące się aresztami, zesłaniami i konfiskatą. Ale to i owo przetrwało. A w dzieciństwie słyszałam taką piosenkę:
"Indyk z sosem, barszcz z bigosem
Jadły dawne pany
Dzisiaj żaby i ślimaki jedzą jak bociany".
O gęsiach nic tu, ale istota sprawy jednoznaczna - cudze chwalicie, swego nie znacie.
Gęsi jadało się jesienią - jak dyktowała przyroda - tłuste mięso w zimną porę. Tradycyjnie musiała być gęś na św. Marcina (dziś tego dnia wypada nasze Święto Niepodległości 11 listopada). Św. Marcin jechał na białym koniu - jeśli spadł śnieg (co wróżyło długa zimę), albo na koniu szarym (wtedy zima miała być lekka). Zawsze jednak jechał z gęsią w zębach.
Póki istniał "Supersam" przy pl. Unii Lubelskiej, starałam się dotrzymać tradycji, bo były tam części gęsi mrożone. Jak "Supersam" zniknął, skończyło się. A u tak zwanej baby, nawet gdyby przywiozła do domu - upiec nie można, bo porządna gęś w żadnej z naszych kuchenek gazowych czy elektrycznych się nie zmieści. Ha - trudno.
A propos - na ul. Marszałkowskiej, po stronie nieparzystej, chyba powyżej ul. Złotej, był sklep (może bar) a la Fourchette", gdzie sprzedawano różne przysmaki kuchni żydowskiej (nie zawsze całkiem przepisowe). Także właśnie półgęski. Życzę smacznego - jeśli będzie ku temu gęsia okazja.
Alina Uziębło
Jak zawsze w piątek zaczęłam przeglądanie "Gazety" od "Warszawy nieodbudowanej" i... jak cytowana pani Róża - rozczuliłam się, "jak taka gęś pachnie!". Ale niebawem poczułam się dotknięta: bo jakże można zamiłowanie do gęsiny ograniczać do Żydów! Naturalnie - gęś nie świnia - potrawa koszerna, a żydowska kuchnia - wiadomo doskonała. Ale przecież gęsina to tradycyjny przysmak polskiego dworku: półgęski, kiszka z gęsiej szyi nadziewana gęsią wątróbką (żadna fabryka jej nie zrobi), gęsi smalec. Ja sama mam daleko do "dworku" - kilka pokoleń, a w międzyczasie różne powstania, prześladowania religijne (unici) i inne, kończące się aresztami, zesłaniami i konfiskatą. Ale to i owo przetrwało. A w dzieciństwie słyszałam taką piosenkę:
"Indyk z sosem, barszcz z bigosem
Jadły dawne pany
Dzisiaj żaby i ślimaki jedzą jak bociany".
O gęsiach nic tu, ale istota sprawy jednoznaczna - cudze chwalicie, swego nie znacie.
Gęsi jadało się jesienią - jak dyktowała przyroda - tłuste mięso w zimną porę. Tradycyjnie musiała być gęś na św. Marcina (dziś tego dnia wypada nasze Święto Niepodległości 11 listopada). Św. Marcin jechał na białym koniu - jeśli spadł śnieg (co wróżyło długa zimę), albo na koniu szarym (wtedy zima miała być lekka). Zawsze jednak jechał z gęsią w zębach.
Póki istniał "Supersam" przy pl. Unii Lubelskiej, starałam się dotrzymać tradycji, bo były tam części gęsi mrożone. Jak "Supersam" zniknął, skończyło się. A u tak zwanej baby, nawet gdyby przywiozła do domu - upiec nie można, bo porządna gęś w żadnej z naszych kuchenek gazowych czy elektrycznych się nie zmieści. Ha - trudno.
A propos - na ul. Marszałkowskiej, po stronie nieparzystej, chyba powyżej ul. Złotej, był sklep (może bar) a la Fourchette", gdzie sprzedawano różne przysmaki kuchni żydowskiej (nie zawsze całkiem przepisowe). Także właśnie półgęski. Życzę smacznego - jeśli będzie ku temu gęsia okazja.
Alina Uziębło
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim
Najczęściej czytane24 htydzień
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Jak jeździć w czasie Euro? Szczegóły zmian w ruchu
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Zalegasz z czynszem? Trzy miesiące i pozew o eksmisję
- Auto za ponad milion rozbite w kolizji na Mokotowie
- Zamkną oddział ginekologiczny. Co zrobi 500 pacjentek?
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


