"Wraz z Supersamem skończyła się gęsina"

Alina Uziębło
19.02.2010 aktualizacja: 2010-02-18 21:02
A A A Drukuj
List czytelniczki po artykule "Asfalt i gęsie wątróbki"
Po lekturze artykułu "Asfalt i gęsie wątróbki" o tuczarni i ubojni gęsi braci Gothelf ("Gazeta" z 8 stycznia) napisała do nas pani Alina Uziębło:

Jak zawsze w piątek zaczęłam przeglądanie "Gazety" od "Warszawy nieodbudowanej" i... jak cytowana pani Róża - rozczuliłam się, "jak taka gęś pachnie!". Ale niebawem poczułam się dotknięta: bo jakże można zamiłowanie do gęsiny ograniczać do Żydów! Naturalnie - gęś nie świnia - potrawa koszerna, a żydowska kuchnia - wiadomo doskonała. Ale przecież gęsina to tradycyjny przysmak polskiego dworku: półgęski, kiszka z gęsiej szyi nadziewana gęsią wątróbką (żadna fabryka jej nie zrobi), gęsi smalec. Ja sama mam daleko do "dworku" - kilka pokoleń, a w międzyczasie różne powstania, prześladowania religijne (unici) i inne, kończące się aresztami, zesłaniami i konfiskatą. Ale to i owo przetrwało. A w dzieciństwie słyszałam taką piosenkę:

"Indyk z sosem, barszcz z bigosem

Jadły dawne pany

Dzisiaj żaby i ślimaki jedzą jak bociany".

O gęsiach nic tu, ale istota sprawy jednoznaczna - cudze chwalicie, swego nie znacie.

Gęsi jadało się jesienią - jak dyktowała przyroda - tłuste mięso w zimną porę. Tradycyjnie musiała być gęś na św. Marcina (dziś tego dnia wypada nasze Święto Niepodległości 11 listopada). Św. Marcin jechał na białym koniu - jeśli spadł śnieg (co wróżyło długa zimę), albo na koniu szarym (wtedy zima miała być lekka). Zawsze jednak jechał z gęsią w zębach.

Póki istniał "Supersam" przy pl. Unii Lubelskiej, starałam się dotrzymać tradycji, bo były tam części gęsi mrożone. Jak "Supersam" zniknął, skończyło się. A u tak zwanej baby, nawet gdyby przywiozła do domu - upiec nie można, bo porządna gęś w żadnej z naszych kuchenek gazowych czy elektrycznych się nie zmieści. Ha - trudno.

A propos - na ul. Marszałkowskiej, po stronie nieparzystej, chyba powyżej ul. Złotej, był sklep (może bar) a la Fourchette", gdzie sprzedawano różne przysmaki kuchni żydowskiej (nie zawsze całkiem przepisowe). Także właśnie półgęski. Życzę smacznego - jeśli będzie ku temu gęsia okazja.

Alina Uziębło

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się