Serce Chopina trzymała w słoju na Podwalu
26.02.2010
aktualizacja: 2010-02-25 20:22
TRAKT KRÓLEWSKI, BILLIOTEKA PUBLICZNA M.ST. WARSZAWY, , WARSZAWA 2005
W kamienicy na Podwalu Ludwika Jędrzejewiczowa trzymała w słoju serce swego młodszego brata Fryderyka Chopina. Dopiero później przeniesiono je do kościoła św. Krzyża. Kolejny odcinek cyklu "Warszawa nieodbudowana".
W latach 50. XIX wieku dom był własnością siostry kompozytora i jej męża Józefa Jędrzejewicza. "Rysami twarzy, konwersacją rozumną, dowcipną, najwięcej przypominała pochodzenie ojca i podobną była do brata" - pisał o Ludwice Eugeniusz Skrodzki, zaś Kazimierz Wodziński, pensjonariusz jej ojca Mikołaja, tak ją wspominał: "Pani Jędrzejewicz zawsze ładniutka, milutka, dobrziutka".
Spalone listy
Ludwika wraz z córką towarzyszyła kompozytorowi w chwili jego śmierci 17 października 1849 r. "Jesteś najlepszym lekarzem, jakiego Fryderyk miał kiedykolwiek, gdyż wystarczy mówić o Tobie, aby mu wrócić chęć do życia" - pisała wcześniej z Paryża do Ludwiki George Sand.
Gdy Chopin zmarł, Ludwika zajęła się likwidowaniem jego paryskiego mieszkania przy place Vendeme 12, a także porządkowaniem jego manuskryptów. Do Warszawy wróciła na początku stycznia 1850 r. Przywiozła ze sobą słój z sercem brata, który początkowo trzymała w domu na Podwalu. Z czasem do tej kamienicy trafiły też pamiątki po kompozytorze. M.in. fortepian firmy Pleyel, na którym grał on w swym paryskim mieszkaniu. Od 1958 r. znajduje się on w zbiorach Muzeum Fryderyka Chopina. Niestety, w trakcie przeprowadzonej po wojnie renowacji konserwatorzy wyrzucili z niego wiele autentycznych elementów. Na Podwalu w 1850 r. znalazły się też rękopisy, rozmaite drobiazgi i meble, których część trafiła potem do mieszkania młodszej siostry Chopina Izabelli Barcińskiej w Pałacu Zamoyskich przy Nowym Świecie. W 1863 r. po nieudanym zamachu na namiestnika carskiego hrabiego Berga mieszkanie Barcińskiej zdewastowali Rosjanie. To wtedy wyrzucili przez okno i spalili m.in. inny fortepian Chopina z czasów jego warszawskiej młodości.
Po śmierci Fryderyka do mieszkania Jedrzejowiczowej nie dotarły za to jego listy pisane do George Sand. Ludwika wywiozła je wprawdzie z Paryża, ale pozostawiła na ówczesnej granicy Prus i Imperium Rosyjskiego, deponując u znajomego w pruskich wówczas Mysłowicach. Listy odebrał stamtąd ponoć Aleksander Dumas. Wywiózł je z powrotem do Francji i podarował adresatce. Ta spaliła je w Nohant.
Wróćmy jednak do kamienicy na Podwalu. Wznosiła się w miejscu, gdzie dziś znajduje się fragment odsłoniętej fosy otaczającej mury Starego Miasta. Tylne ściany budynku przyklejone były do zewnętrznego muru obronnego, który między pl. Zamkowym a Brzozową niemal całkowicie znikł w ścianach domów z XVII, XVIII i XIX wieku.
Prof. Marek Kwiatkowski pisze, że kamienica w tym miejscu istniała już prawdopodobnie w czasach panowania króla Augusta III. W 1754 r. należała do Katarzyny Owsianej. Później stała się własnością Józefa Gierczyńskiego. Była późnobarokowa, skromna, jednopiętrowa. Za to bardzo szeroka.
Z biegiem lat budynek był wielokrotnie przebudowany. W 1944 r. tuż przed zniszczeniem miał już dwa piętra i użytkowe poddasze z szeregiem okien w dachu. Pełen sklepów parter był wtedy boniowany, a okna pierwszego piętra ujmowały skromne obramienia.
Niegrzeczny doktor filozofii
Józef Kalasanty Jędrzejewicz w kamienicy przy Podwalu zamieszkał już w 1830 r. Dwa lata później dom był już jego własnością. Niebawem, bo w listopadzie 1832 r., ożenił się siostrą Chopina Ludwiką. Był intelektualistą rozkochanym w książkach. Jego młodość przypadła na czasy konstytucyjnego Królestwa Kongresowego. Uczył się w znakomitym Liceum Warszawskim (tym samym co Chopin), potem na wydziale prawa i administracji Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończył w 1827 r. Dwa lata później na Uniwersytecie Jagiellońskim uzyskał tytuł doktora filozofii. Po upadku powstania listopadowego, gdy Uniwersytet Warszawski zamknięto na cztery spusty, związał się z jedyną wyższą uczelnią warszawską nocy paskiewiczowskiej - Instytutem Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa na Marymoncie.
Jaki był na co dzień? Czytamy o nim w opracowaniu krytycznym listów Chopina z 2009 r.: "George Sand, którą Jędrzejewicz poznał w 1844 r. w czasie pobytu w Nohant, nazwała go gagatkiem. Jędrzejewicz w przystępie złego humoru bywał wręcz niegrzeczny, nie tylko wobec żony, lecz także w stosunku do jej rodziny czy dobrych znajomych" - czytamy. Zmarł w domu na Podwalu w 1853 r.
Lucyferowy ogień od Pika
W dobie nocy paskiewiczowskiej żona Jędrzejewicza zaliczała się do elity intelektualnej ówczesnej Warszawy. Paulina Wilkońska w swych wspomnieniach o życiu towarzyskim Warszawy określa Ludwikę jako "osobę nader zajmującą, wykształconą i zacną". Była obdarzona zdolnościami muzycznymi. Śpiewała, grała na fortepianie i komponowała. Lekcji na fortepianie udzielał jej zaprzyjaźniony z Chopinami Wojciech Żywny. Ponoć to ona jako pierwsza wtajemniczała swego brata w tajniki gry na fortepianie.
Jednak przede wszystkim była pisarką. Sama lub z siostrami napisała kilka książek. Pisała artykuły, zajmowała się tłumaczeniami, m.in. z włoskiego. I tak jak mąż otaczała się biblioteką. Dom na Podwalu pełen był książek należących do obojga małżonków. Zmarła w 1855 r. kilka domów dalej przy Podwalu 18.
Pozostałe tu meble rozproszyły się pomiędzy rodzinę. Większość przepadła w czasie drugiej wojny światowej w Wilnie i Warszawie.
Dom na Podwalu z czasem stał się własnością Jakuba Pika, znanego warszawskiego optyka i wynalazcy. Gdy w grudniu 1851 r. sklep Pika przy Miodowej odwiedził carski namiestnik i faktyczny władca Warszawy Iwan Paskiewicz, w prasie ukazała się notatka: "W przeddzień Nowego Roku zakład P.J. Pika Optyka zaszczycony został odwiedzinami J.O. Xięcia Namiestnika, który kazawszy sobie pokazać najciekawsze przedmioty w składzie i obejrzawszy z zajęciem cały zakład fabryczny nowymi machinami wzbogacony, raczył okazać swoje zadowolenie i nawet kilka przedmiotów na własny nabył użytek, a niektóre inne zamówił. To zadowolenie dostojnego Gościa stało się najmilszą dla P. Pika Nagrodą" - donosił "Kurier Warszawski".
Dodajmy tu, że Pik jako pierwszy w Warszawie zamiast krzesiwa i zapałek proponował "maszynki lucyferowe" do rozniecania ognia. Był one pierwowzorem zapalniczek. Można też było u niego kupić inne cuda. Takie jak syfon do wody sodowej, pokojowe lodownie i maszyny samoszyjące.
W czasach nam bliższych, na przełomie XIX i XX w., budynek był własnością Władysława Walewskiego i mieściła się w nim m.in. fabryczka bilardów Turskiego. Obok fabryki znajdował się sklep, w których stały stoły bilardowe pokryte zielonym suknem. Kule z kości słoniowej. Na stojakach kije do gry. Można tu było kupić woreczki na bile i sukno sprzedawane w wielkich belach.
W czasie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 r. bomby padały w pobliżu kamienicy na Podwalu, ale dawny dom siostry Chopina wyszedł z tego bez szwanku. Dopiero w czasie Powstania Warszawskiego został spalony. Jego mury rozebrano na zlecenie Biura Odbudowy Stolicy w 1946 r. Budynek, choć określany wówczas jako XVIII-wieczny, nie był przeznaczony do odbudowy. W tym miejscu bowiem konserwatorzy postanowili odsłonić średniowieczne mury obronne starej Warszawy.
Spalone listy
Ludwika wraz z córką towarzyszyła kompozytorowi w chwili jego śmierci 17 października 1849 r. "Jesteś najlepszym lekarzem, jakiego Fryderyk miał kiedykolwiek, gdyż wystarczy mówić o Tobie, aby mu wrócić chęć do życia" - pisała wcześniej z Paryża do Ludwiki George Sand.
Gdy Chopin zmarł, Ludwika zajęła się likwidowaniem jego paryskiego mieszkania przy place Vendeme 12, a także porządkowaniem jego manuskryptów. Do Warszawy wróciła na początku stycznia 1850 r. Przywiozła ze sobą słój z sercem brata, który początkowo trzymała w domu na Podwalu. Z czasem do tej kamienicy trafiły też pamiątki po kompozytorze. M.in. fortepian firmy Pleyel, na którym grał on w swym paryskim mieszkaniu. Od 1958 r. znajduje się on w zbiorach Muzeum Fryderyka Chopina. Niestety, w trakcie przeprowadzonej po wojnie renowacji konserwatorzy wyrzucili z niego wiele autentycznych elementów. Na Podwalu w 1850 r. znalazły się też rękopisy, rozmaite drobiazgi i meble, których część trafiła potem do mieszkania młodszej siostry Chopina Izabelli Barcińskiej w Pałacu Zamoyskich przy Nowym Świecie. W 1863 r. po nieudanym zamachu na namiestnika carskiego hrabiego Berga mieszkanie Barcińskiej zdewastowali Rosjanie. To wtedy wyrzucili przez okno i spalili m.in. inny fortepian Chopina z czasów jego warszawskiej młodości.
Po śmierci Fryderyka do mieszkania Jedrzejowiczowej nie dotarły za to jego listy pisane do George Sand. Ludwika wywiozła je wprawdzie z Paryża, ale pozostawiła na ówczesnej granicy Prus i Imperium Rosyjskiego, deponując u znajomego w pruskich wówczas Mysłowicach. Listy odebrał stamtąd ponoć Aleksander Dumas. Wywiózł je z powrotem do Francji i podarował adresatce. Ta spaliła je w Nohant.
Wróćmy jednak do kamienicy na Podwalu. Wznosiła się w miejscu, gdzie dziś znajduje się fragment odsłoniętej fosy otaczającej mury Starego Miasta. Tylne ściany budynku przyklejone były do zewnętrznego muru obronnego, który między pl. Zamkowym a Brzozową niemal całkowicie znikł w ścianach domów z XVII, XVIII i XIX wieku.
Prof. Marek Kwiatkowski pisze, że kamienica w tym miejscu istniała już prawdopodobnie w czasach panowania króla Augusta III. W 1754 r. należała do Katarzyny Owsianej. Później stała się własnością Józefa Gierczyńskiego. Była późnobarokowa, skromna, jednopiętrowa. Za to bardzo szeroka.
Z biegiem lat budynek był wielokrotnie przebudowany. W 1944 r. tuż przed zniszczeniem miał już dwa piętra i użytkowe poddasze z szeregiem okien w dachu. Pełen sklepów parter był wtedy boniowany, a okna pierwszego piętra ujmowały skromne obramienia.
Niegrzeczny doktor filozofii
Józef Kalasanty Jędrzejewicz w kamienicy przy Podwalu zamieszkał już w 1830 r. Dwa lata później dom był już jego własnością. Niebawem, bo w listopadzie 1832 r., ożenił się siostrą Chopina Ludwiką. Był intelektualistą rozkochanym w książkach. Jego młodość przypadła na czasy konstytucyjnego Królestwa Kongresowego. Uczył się w znakomitym Liceum Warszawskim (tym samym co Chopin), potem na wydziale prawa i administracji Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończył w 1827 r. Dwa lata później na Uniwersytecie Jagiellońskim uzyskał tytuł doktora filozofii. Po upadku powstania listopadowego, gdy Uniwersytet Warszawski zamknięto na cztery spusty, związał się z jedyną wyższą uczelnią warszawską nocy paskiewiczowskiej - Instytutem Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa na Marymoncie.
Jaki był na co dzień? Czytamy o nim w opracowaniu krytycznym listów Chopina z 2009 r.: "George Sand, którą Jędrzejewicz poznał w 1844 r. w czasie pobytu w Nohant, nazwała go gagatkiem. Jędrzejewicz w przystępie złego humoru bywał wręcz niegrzeczny, nie tylko wobec żony, lecz także w stosunku do jej rodziny czy dobrych znajomych" - czytamy. Zmarł w domu na Podwalu w 1853 r.
Lucyferowy ogień od Pika
W dobie nocy paskiewiczowskiej żona Jędrzejewicza zaliczała się do elity intelektualnej ówczesnej Warszawy. Paulina Wilkońska w swych wspomnieniach o życiu towarzyskim Warszawy określa Ludwikę jako "osobę nader zajmującą, wykształconą i zacną". Była obdarzona zdolnościami muzycznymi. Śpiewała, grała na fortepianie i komponowała. Lekcji na fortepianie udzielał jej zaprzyjaźniony z Chopinami Wojciech Żywny. Ponoć to ona jako pierwsza wtajemniczała swego brata w tajniki gry na fortepianie.
Jednak przede wszystkim była pisarką. Sama lub z siostrami napisała kilka książek. Pisała artykuły, zajmowała się tłumaczeniami, m.in. z włoskiego. I tak jak mąż otaczała się biblioteką. Dom na Podwalu pełen był książek należących do obojga małżonków. Zmarła w 1855 r. kilka domów dalej przy Podwalu 18.
Pozostałe tu meble rozproszyły się pomiędzy rodzinę. Większość przepadła w czasie drugiej wojny światowej w Wilnie i Warszawie.
Dom na Podwalu z czasem stał się własnością Jakuba Pika, znanego warszawskiego optyka i wynalazcy. Gdy w grudniu 1851 r. sklep Pika przy Miodowej odwiedził carski namiestnik i faktyczny władca Warszawy Iwan Paskiewicz, w prasie ukazała się notatka: "W przeddzień Nowego Roku zakład P.J. Pika Optyka zaszczycony został odwiedzinami J.O. Xięcia Namiestnika, który kazawszy sobie pokazać najciekawsze przedmioty w składzie i obejrzawszy z zajęciem cały zakład fabryczny nowymi machinami wzbogacony, raczył okazać swoje zadowolenie i nawet kilka przedmiotów na własny nabył użytek, a niektóre inne zamówił. To zadowolenie dostojnego Gościa stało się najmilszą dla P. Pika Nagrodą" - donosił "Kurier Warszawski".
Dodajmy tu, że Pik jako pierwszy w Warszawie zamiast krzesiwa i zapałek proponował "maszynki lucyferowe" do rozniecania ognia. Był one pierwowzorem zapalniczek. Można też było u niego kupić inne cuda. Takie jak syfon do wody sodowej, pokojowe lodownie i maszyny samoszyjące.
W czasach nam bliższych, na przełomie XIX i XX w., budynek był własnością Władysława Walewskiego i mieściła się w nim m.in. fabryczka bilardów Turskiego. Obok fabryki znajdował się sklep, w których stały stoły bilardowe pokryte zielonym suknem. Kule z kości słoniowej. Na stojakach kije do gry. Można tu było kupić woreczki na bile i sukno sprzedawane w wielkich belach.
W czasie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 r. bomby padały w pobliżu kamienicy na Podwalu, ale dawny dom siostry Chopina wyszedł z tego bez szwanku. Dopiero w czasie Powstania Warszawskiego został spalony. Jego mury rozebrano na zlecenie Biura Odbudowy Stolicy w 1946 r. Budynek, choć określany wówczas jako XVIII-wieczny, nie był przeznaczony do odbudowy. W tym miejscu bowiem konserwatorzy postanowili odsłonić średniowieczne mury obronne starej Warszawy.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim
Najczęściej czytane24 htydzień
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Jak jeździć w czasie Euro? Szczegóły zmian w ruchu
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Zalegasz z czynszem? Trzy miesiące i pozew o eksmisję
- Auto za ponad milion rozbite w kolizji na Mokotowie
- Zamkną oddział ginekologiczny. Co zrobi 500 pacjentek?
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


