Wojna o zabytkowy Otwock: konserwator kontra mieszkańcy

tu
26.02.2010 aktualizacja: 2010-02-25 22:22
A A A Drukuj
Drewniany dom przy przy ul. Kościelnej w Otwocku Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
  • Jeden ze zdewastowanych 'świdermajerów' przy ul. Kościelnej
  • Otwock, ul. Kościelna
Burzę wywołała wojewódzka konserwator zabytków Barbara Jezierska. Chce wpisać do rejestru jedną trzecią Otwocka. Władze miasta są przeciw. Straszą mieszkańców, że chronione będą nawet walące się komórki z lat 70.
Swoje racje obie strony przedstawią dziś o 16. w Młodzieżowym Domu Kultury przy ul. Poniatowskiego 10. Dyskusja będzie gorąca, bo plany pani konserwator natrafiły na ostry sprzeciw. - Wpis do rejestru zatrzyma rozwój miasta. Wycofają się inwestorzy, a mieszkańcy na swoich posesjach nic nie zrobią bez zgody konserwatora. To będzie dramat - kreśli czarną wizję Olga Wileńska, rzeczniczka prezydenta Otwocka.

Dla Barbary Jezierskiej dramat jest już teraz: - Miasto o unikalnym charakterze ginie. Znika cenna drewniana zabudowa typu "świdermajer", wycinane są drzewa, niszczone wydmy. Powstają za to wciąż nowe osiedla bloków. Władzom Otwocka najwyraźniej zależy na przekształceniu tego miasta-lasu w kolejną sypialnię Warszawy.

Cztery cenne dzielnice

W Otwocku trudno nie zauważyć zrujnowanych starych domów, które przed wojną stanowiły jego dumę, jak murowana willa "Julia" przy ul. Warszawskiej. Do centrum wdzierają się współczesne bloki, a miejscowość traci letniskowo-sanatoryjny charakter. W miejscu zburzonego najstarszego sanatorium doktora Geislera z końca XIX w. przy ul. Kościuszki jest dziś zamknięte osiedle. Inne powstało niedawno przy ul. Żeromskiego, gdzie wycięto kawał sosnowego lasu. To skłoniło Barbarę Jezierską do wszczęcia procedury wpisu do rejestru zabytków obszaru czterech najcenniejszych dzielnic: Śródborowa, Soplicowa, Śródmieścia i Świdra. Stanowią jedną trzecią miasta. Gdy znajdą się w rejestrze, wszelkie nowe inwestycje i zmiany wyglądu istniejącej zabudowy będą wymagały uzgodnienia z konserwatorem.

- Proponowane granice wpisu możemy jeszcze zmienić. Dopiero zaczynamy dyskusję. Zapraszamy mieszkańców do zgłaszania uwag - zachęca Barbara Jezierska.

Taka ochrona nam niepotrzebna

Władze Otwocka też liczą na mieszkańców. Na swojej stronie internetowej informują ich, że wpis do rejestru utrudni podział gruntów i uniemożliwi rozbiórkę walących się komórek z lat 70., a na każdą wymianę ogrodzenia czy oświetlenia na posesjach będzie potrzebna zgoda konserwatora. - Tak samo jak budowa chodników i jezdni. Oznacza to dodatkowe kłopoty, czas i koszty. Inwestycje będą trzy do sześciu razy droższe - szacuje Olga Wileńska.

Twierdzi, że Otwock nie potrzebuje aż takiej ochrony. - Na ukończeniu jest studium zagospodarowania przestrzennego, które uściśla, jak ma wyglądać nowa zabudowa. Pani konserwator nie wniosła do niego żadnych zastrzeżeń. Poza tym na naszym terenie ma powstać park kulturowy obejmujący ponad 300 najcenniejszych budynków. Decyzja pani Jezierskiej, by jeszcze wpisać część miasta do rejestru zabytków, jest dla nas zaskakująca - mówi pani rzecznik.

Niech nie straszą

- To są bzdury! Niech urzędnicy nie straszą mieszkańców. Boją się, że będę im patrzyła na ręce i nie dopuszczę do zniszczenia miasta? - irytuje się Barbara Jezierska. - Zdewastowane komórki trzeba rozebrać. Nie pozwolę jednak, by zastępowano je blaszanymi budami.

Stan otwockich zabytków ocenia jako dramatyczny. Pozytywnym wyjątkiem jest dla niej tylko dawny szpital wojskowy, adaptowany na prywatną klinikę. Nie ukrywa, że nie da się ocalić wszystkich 300 najcenniejszych budynków, bo część jest już kompletną ruiną. Inne jednak można remontować, a nawet rozbudować.

- Od trzech lat próbuję porozumieć się z prezydentem Otwocka, by stworzyć program ochrony tutejszej architektury. Mając go, można się starać o unijne fundusze. Chciałam wspólnie z miastem zorganizować konferencję na ten temat. Nie udało się, bo przecież miasto nie remontuje nawet "świdermajerów", które do niego należą - wytyka konserwator.

O tym, że obszarowy wpis do rejestru przynosi pozytywne skutki, przekonują władze podwarszawskich zabytkowych miast. - Nam pozwolił ochronić charakter miasta-ogrodu. Obok planu miejscowego jest dodatkowym zabezpieczeniem przed błędami urzędników. Tworzy markę miasta i - w perspektywie - wpływa na podwyższenie wartości działek - mówi Andrzej Kościelny, burmistrz Podkowy Leśnej.

- Uzgodnienia z konserwatorem nie są wcale tak uciążliwe. Gdy jest dobry projekt inwestycji, konserwator nie robi utrudnień - mówi Marek Skowroński, burmistrz Konstancina-Jeziorny. Zaraz jednak dodaje, że wpis do rejestru nie załatwia wszystkiego: - Mieliśmy nielegalne rozbiórki willi. A konserwator jeszcze ani razu nie wyegzekwował zabezpieczenia niszczejącego budynku.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się