Na Targówku o Katyniu: 70 lat po wyroku śmierci

Tomasz Urzykowski
06.03.2010 aktualizacja: 2010-03-05 21:40
A A A Drukuj
Hanna Gronkiewicz-Waltz i Władysław Bartoszewski na promocji książki Kunerta Fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta
- Kłamstwo katyńskie było kłamstwem założycielskim PRL-u. Ta zbrodnia miała być wytarta z podręczników i pamięci. Na szczęście się nie udało - mówił wczoraj historyk Andrzej Krzysztof Kunert na otwarciu wystawy i promocji swojej najnowszej książki "Katyń. Ocalona pamięć".
Wczoraj minęło 70 lat od wydania wyroku śmierci na blisko 22 tys. polskich jeńców, którzy na początku drugiej wojny znaleźli się w radzieckiej niewoli. 5 marca 1940 r. ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientij Beria skierował do Stalina wniosek o ich rozstrzelanie jako "zadeklarowanych i nierokujących nadziei na poprawę wrogów władzy sowieckiej". Tego dnia Biuro Polityczne KC WKP(b) wyraziło zgodę. O kulisach zbrodni i jej ofiarach opowiada wystawa "Żołnierze naszej wolności" zorganizowana w ratuszu Targówka. Jej autorem jest historyk dr Andrzej Krzysztof Kunert. Wernisaż połączono z promocją jego książki, która za kilkanaście dni znajdzie się w księgarniach.

- Zbrodnia katyńska była zjawiskiem wyjątkowym. Jej ofiarą była polska elita: inżynierowie, dziennikarze, malarze, lekarze. Zginęli też: naczelny kapelan ewangelicki WP, naczelny kapelan prawosławny WP i naczelny rabin WP. To była zbrodnia wymierzona w II RP z jej wielokulturowością - mówił dr Kunert. Przypomniał, że mord katyński dopiero trzy i pół roku później ujawnili Niemcy, a Rosjanie przez 50 lat kłamali, że nie mieli z nim nic wspólnego. - Dlatego wciąż budzi on tak silne emocje.

Wystawa składa się z kalendarium obejmującego wydarzenia z lat 1921-43 oraz sylwetek kilkunastu zamordowanych osób, wśród nich: wojskowego kapelana ks. Jana Leona Ziółkowskiego, poety i krytyka Władysława Sebyły, lektora języka węgierskiego Emanuela Aladara Korompayego, spadochroniarki Janiny Lewandowskiej i lekarza Kazimierza Dadeja, dyrektora dziecięcego sanatorium w Zakopanem.

- Na przyznanie się Rosjan do zbrodni czekaliśmy do 2000 r., ale teraz znów słyszy się głosy podważające tę prawdę - mówił Grzegorz Hofman, prezes stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Warszawie. Jego ojciec - nauczyciel szkoły specjalnej przy Radzymińskiej - zginął w Charkowie, a stryj w Katyniu. - Ostatnią kartkę ojciec przysłał na moje imieniny - 12 marca 1940 r. Do dziś nie znam okoliczności jego śmierci.

Gość wernisażu prof. Władysław Bartoszewski wyraził nadzieję, że w Rosji w końcu przestanie się negować prawdę o Katyniu. Powołał się na rozmowy prowadzone przez hierarchów polskiego Kościoła katolickiego i rosyjskiej Cerkwi prawosławnej:

- Po tamtej stronie już istnieje zrozumienie winy i kary. Ufam, że prawda się obroni, bo faktów się nie zmieni.

Sfilmują teatrzyk z 1944. Kto pamięta porucznika Szarego?



Podziel się